Złoty narażony na spadek

Krzysztof Kolany
opublikowano: 04-04-2019, 22:00

Po słabym roku ubiegłym pierwszy kwartał nie poprawił notowań złotego. Pod koniec marca indeks złotego znalazł się w newralgicznym miejscu

Analitycy, ekonomiści i komentatorzy zwykle patrzą na siłę złotego przez pryzmat kursu EUR/PLN. A ten od sierpnia 2018 r. jest wyjątkowow stabilny i przy niskiej zmienności waha się w przedziale od 4,25 zł do 4,35 zł. Stąd też najczęściej spotykany wniosek jest taki, że kurs złotego jest stabilny, tym bardziej że przecież mówimy o euro, czyli walucie naszych najważniejszych partnerów handlowych.

Indeks prawdę powie

Niestety, w tej krótkiej analizie uwadze umyka jeden bardzo ważny fakt: notowania samego euro względem pozostałych głównych walut znalazły się w pobliżu dwuletnich minimów. W ciągu ostatniego roku euro straciło ponad 8 proc. względem dolara amerykańskiego i prawie 5 proc. wobec franka szwajcarskiego oraz ponad 4 proc. względem jena japońskiego. Wspólnotowa waluta osłabiła się nawet (o 2,1 proc.) w stosunku do targanego brexitowymi perypetiami funta. Zatem dopiero gdy odejdziemy od pary euro do złotego, zobaczymy prawdziwą siłę polskiej waluty. A raczej jej brak.

Od kwietnia 2018 r. kurs dolara wzrósł z 3,35 zł do 3,85 zł w lutym i marcu (i 3,81 zł na początku kwietnia). Podobnie było z frankiem szwajcarskim, który obecnie kosztuje ponad 3,82 zł, a jeszcze niespełna rok temu można go było kupić za mniej niż 3,50 zł. Tylko od początku 2019 r. funt brytyjski podrożał z 4,75 zł do przeszło 5,00 zł. Dlatego lepszą ilustracją mocy polskiej waluty jest indeks złotego, czyli wskaźnik wyliczany na podstawie równych udziałów kursów CHF/PLN, EUR/PLN, GBP/ PLN i USD/PLN w taki sposób, że wzrost tego indeksu sygnalizuje umocnienie złotego, a spadek – osłabienie.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy indeks złotego obniżył się o 1,5 proc. Niby niewiele, ale to wystarczyło, aby znalazł się na najniższym poziomie od lata 2017. Co więcej, indeks złotego znalazł się blisko historycznych dołków z 2016 r. Wystarczy do tego spadek o 1,75 proc.

Na przełomie marca i kwietnia indeks złotego dotarł do dolnego ograniczenia formacji trójkąta rysowanego od blisko roku. Stwarza to ryzyko wybicia dołem, co na gruncie analizy technicznej otwierałoby drogę do dalszych spadków i potencjalnie nawet przetestowania minimów sprzed trzech lat.

Szanse na zły scenariusz

Teoretycznie niewiele czynników przemawiałoby za dalszym osłabieniem złotego. Przynajmniej w krótkim terminie (najbliższych dni i tygodni). Po pierwsze, znajdujemy się w sprzyjającym dla złotego okresie zimowo-wiosennym. Historyczne wzorce pokazują, że w okresie luty-kwiecień polska waluta zwykle zyskiwała na wartości. Sam kwiecień w wykonaniu indeksu złotego jest statystycznie najlepszym miesiącem w roku, ustępując jedynie lipcowi. Po drugie, dane statystyczne nadchodzące z polskiej gospodarki w ostatnich miesiącach prezentują się znacznie lepiej od oczekiwań.

W lutym pozytywnie zaskoczyła produkcja przemysłowa, nieźle trzymała się sprzedaż detaliczna, nastroje polskich konsumentów były niemal rekordowo wysokie, a dynamika wynagrodzeń utrzymała się powyżej 7 proc. przy wciąż solidnym wzroście zatrudnienia w dużych firmach. Z drugiej jednak strony w średnim i dłuższym terminie czynników ryzyka dla złotego nie brakuje. Największą niewiadomą pozostaje to, jak mocno polska machina eksportowa odczuje załamanie w niemieckim przemyśle. PMI dla Polski pokazuje fatalny obraz sytuacji, ale równocześnie dane GUS tego nie potwierdzają. Dodatkowym źródłem ryzyka dla złotego jest niebezpieczny miks ekspansywnej polityki monetarnej i fiskalnej.

Nie od dziś wiadomo, że utrzymywanie rekordowo niskich stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej szkodzi złotemu. Teraz doszło do tego ryzyko po stronie fiskalnej, gdy Jarosław Kaczyński zapowiedział istotne zwiększenie wydatków budżetowych. Wiadomo już, że tegoroczna i przyszłoroczna kiełbasa wyborcza zostanie sfinansowana głównie z kredytu zaciąganego przez rząd na rynku obligacji. Deficyt fiskalny Polski podskoczy więc z 0,4 proc. PKB odnotowanych w 2018 r. do blisko 3 proc. w 2020 r.. I to pod warunkiem, że w gospodarce utrzyma się dobra koniunktura, a rządzący nie zdecydują się już na żadne dodatkowe wydatki (np. na podwyżki dla sfery budżetowej).

Długa lista czynników ryzyka połączona z ryzykowną polityką gospodarczą NBP i rządu już w maju i czerwcu może poważnie zaszkodzić złotemu. Statystycznie bowiem te miesiące stoją pod znakiem sezonowego osłabienia złotego, znanego jako „korekta dywidendowa” — czyli okres, w których zagraniczni inwestorzy zabezpieczają kurs wymiany dywidend wypłacanych przez polskie spółki córki. Po odreagowaniu w lipcu także sierpień i wrzesień zwykły przynosić osłabienie polskiej waluty.

Ryzyko to jest tym większe, iż w 2019 r. nie odnotowaliśmy typowego wiosennego umocnienia złotego. Istnieje zatem szansa, że tegoroczne lato będzie sprzyjało wyjazdom nad Bałtyk. Bo na bardziej egzotyczne kierunki z powodu osłabienia złotego nie będzie nas stać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu