Złoty pochoruje przez opcje aż do czerwca

Andrzej Stec
12-05-2009, 00:00

Przewlekła dolegliwość złotego nasila się w ostatnie dni każdego miesiąca — wówczas mocno spada, by za dzień-dwa wyzdrowieć.

Dziwną przypadłość złotego doskonale widać na wykresie. W połowie ubiegłego miesiąca za euro płacono w Polsce 4,24 zł. Już dwa tygodnie później, czyli tuż przed długim weekendem majowym, euro kosztowało ponad 30 groszy więcej. Miesiąc wcześniej było podobnie. W połowie marca kurs euro w NBP wynosił 4,46 zł. Na koniec miesiąca — 25 groszy więcej. Pocieszające jest tylko to, że po lutowym szczycie na kursie EUR/PLN zarysował się trend spadkowy — szczyty kolejnych górek są coraz niższe.

Skąd słabość złotego na koniec każdego miesiąca? W tym samym czasie węgierski forint zachowuje się zupełnie inaczej, choć to również waluta z "koszyka regionalnego". Tylko w ostatnim miesiącu forint umocnił się o 4 proc. Złoty wyszedł ledwie na zero. Zwolennicy teorii niewidzialnej ręki rynku stwierdzą zapewne: "to zwykła relacja popyt–podaż. Jest więcej sprzedających niż kupujących. Stąd zmiany kursu". Niektórzy uzasadnią słabość złotego zwiększającą się dziurą budżetową lub spłatą przez Polaków comiesięcznych rat od walutowych kredytów hipotecznych.

Bankowi i niezależni analitycy piszą w komentarzach, że złotego osłabia z reguły kilka dużych, zagranicznych zleceń. Napływają one na rynek tuż przed fixingiem, podczas którego ustalany jest średni kurs Narodowego Banku Polskiego stosowany do rozliczeń księgowych czy różnego typu umów handlowych. "Panie Redaktorze. Trzeba być ślepym i głuchym, aby nie zauważyć, że chodzi o rozliczenie opcji walutowych. Im złoty słabszy, tym więcej zarabiają naszym kosztem dostawcy opcji" — żalił się ostatnio jeden z czytelników, który sporo stracił na "opcyjnym zabezpieczeniu" należności eksportowych. Podobne skojarzenia ma wielu ekspertów, którzy codziennie obserwują rynek złotego.

"To rynek. Naturalne, że kursy raz rosną, raz spadają. Jedni tracą, inni zarabiają" — twierdzi znajomy analityk. Tak, to prawda. Pod warunkiem, że mamy do czynienia z naturalnym ruchem rynkowym, a nie grą znaczonymi kartami. W przypadku rynku publicznego, na przykład warszawskiej giełdy, sztuczne ruchy kursów papierów wartościowych to manipulacja zagrożona wysokimi karami (grozi za to nawet pięć lat więzienia). Problem w tym, że rynek walutowy jest nieregulowany, a jego zasięg to cały świat. Nie ma więc nadzorcy, który może szybko namierzyć ewentualnych nieuczciwych zleceniodawców i nałożyć na nich jakiekolwiek kary.

Ile potrwa ta opcyjna "zabawa" na złotym? Pytają o to wszyscy zadłużeni w walutach obcych. Najwięcej "toksycznych" opcji (chodzi o instrumenty, które nie miały zabezpieczać eksporterów przed ryzykiem kursowym, a jedynie pozwolić na spekulację walutową) "żyje" 6-12 miesięcy. Przy założeniu, że gros sprzedaży przypada na lipiec ubiegłego roku (+/- dwa miesiące), można przypuszczać, że złoty będzie chorował na opcje mniej więcej do czerwca tego roku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Stec

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Prawo / Złoty pochoruje przez opcje aż do czerwca