Złoty źle znosi szoki

Robert Szklarz, Michał Żuławiński
24-11-2016, 22:00

Kiedy na rynkach robi się gorąco, nasza waluta parzy ręce inwestorów jak mało która. Tymczasem na horyzoncie referendum we Włoszech, wybory we Francji, Niemczech…

Od rozstrzygnięcia wyścigu o fotel w Białym Domu złoty stracił do dolara 5 proc. — niemal tyle, co np. malezyjski ringgit, brazylijski real czy południowoafrykański rand. Lepszy był rubel, czeska korona czy — nieznacznie — forint. Relatywna słabość na tle walut regionu to sytuacja, z którą mamy do czynienia już nie pierwszy raz. Niektórzy ekonomiści tłumaczą to splotem niekorzystnych informacji.

Włochy, 4 GRUDNIA 2016 R.
Wyświetl galerię [1/6]

Włochy, 4 GRUDNIA 2016 R.

Co jednak włoskie przepychanki mają wspólnego ze strefą euro? Kolejna dawka niestabilności w trzeciej największej gospodarce unii walutowej to ostatnie, czego Europie teraz potrzeba. Na skutek deklaracji urzędującego premiera, który dał sygnał, że odejdzie, jeżeli przegra, grudniowe referendum przekształciło się w istny plebiscyt dotyczący całej polityki rządu. W ostatnich latach na głównego przeciwnika elit politycznych wyrósł Ruch Pięciu Gwiazd, który jest już drugą siłą w kraju — według sondaży, gdyby dziś odbyły się wybory, to formacja ta mogłaby liczyć na 28 proc. głosów przy 32 proc. dla Partii Demokratycznej. Referendalna klęska premiera Renziego mogłaby doprowadzić do przedwczesnych wyborów, a ewentualne zwycięstwo Ruchu Pięciu Gwiazd to prosta droga do rozpisania kolejnego referendum — partia jasno deklaruje, że chce zapytać Włochów o dalsze członkostwo w strefie euro. Bloomberg

— Na silny spadek złotego poza niepewną sytuacją na świecie miały wpływ czynniki krajowe, szczególnie wyraźne obawy o sytuację gospodarczą. 15 listopada ogłoszono słabe dane dotyczące wzrostu gospodarczego w trzecim kwartale, później ogłoszono obniżkę wieku emerytalnego. Spowalniający wzrost gospodarczy i rosnące wydatki budżetowe rodzą ryzyko niezachowania dyscypliny budżetowej — mówi Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Najbardziej czynniki lokalne widać przy porównaniu kurs złotego do węgierskiego forinta. Na obie waluty czynniki globalne miały zwykle podobny wpływ, bo fundusze inwestycyjne zazwyczaj patrzą na region jako całość. Ale po ogłoszeniu wyników referendum w sprawie brexitu złoty stracił do dolara 5,2 proc., a forint 4,2 proc.

— Wyjaśnienie tego zjawiska jest dwojakie. Po pierwsze mówi się, że złoty jest walutą bardziej płynną niż forint, a w Polsce stosunkowo duży udział w rynku mają inwestorzy zagraniczni. Z drugiej strony mówi się, że nasiliły się w Polsce lokalne czynniki ryzyka po zwycięstwie w wyborach parlamentarnych Prawa i Sprawiedliwości. Straciliśmy wówczas swego rodzaju poduszkę bezpieczeństwa i jak na świecie jest źle, to ucieka się również od nas — twierdzi Marek Rogalski, głów analityk walutowy DM BOŚ.

Sposób na kryzys

Zdaniem eksperta, na różne postrzeganie Polski i Węgier ma wpływ przekonanie, że w Budapeszcie najgorsze już minęło, a kraj wychodzi na prostą, które wynika z poprawiających się danych makroekonomicznych i wycofywania się przez Viktora Orbana z niektórych reform, czego przykładem jest obniżenie podatku bankowego. W Polsce natomiast tendencje są odwrotne.

— Spadający wzrost PKB i produkcja przemysłowa, konsumpcja rosnąca poniżej oczekiwań i wzrost wydatków budżetowychto sposób na kryzys. Jeśli nie poprawi się sytuacja gospodarcza, to forint pozostanie liderem w regionie — podkreśla Marek Rogalski. Jeszcze jednak zanim PiS przejął w Polsce władzę, nasza waluta bardzo mocno reagowała na negatywne zdarzenia.

Choć nie zawsze najmocniej. Tak było w lipcu 2014 r., kiedy zestrzelenie nad Ukrainą samolotu linii Malaysian Airlines rozpoczęło falę wyprzedaży w Europie Środkowo-Wschodniej. Polski złoty stracił wówczas względem dolara 2,08 proc. w miesiąc, czyli znacznie więcej niż węgierski forint, ale mniej niż korona czeska tracąca 2,57 proc. i rosyjski rubel zniżkujący 3,39 proc.

Podobnie było w maju 2015 r., kiedy w wyniku obaw o zdolność Grecji do spłaty kolejnej transzy doszło do zmasowanej wyprzedaży w regionie. Złoty będący pod dodatkowym wpływem odbywających się wówczas wyborów prezydenckich tracił względem dolara 2,15 proc. w dwa tygodnie. Gorsze wyniki odnotował jedynie węgierski forint, który zniżkował w tym samym czasie o 2,57 proc. Regionalnym liderem spadków polski złoty był natomiast w grudniu 2014 r., po dość jastrzębim wystąpieniu Fedu.

W dwa tygodnie stracił wówczas 3,30 proc. w porównaniu z 2,7-procentowym spadkiem notowanym przez węgierski forint i 2,2-procentowym korony czeskiej. Wydaje się więc, że to właśnie płynność rynku jest kluczowa. — Głębokość polskiego rynku finansowego stwarza szanse, ale również zagrożenia.Polski rynek jest większy od np. czeskiego czy węgierskiego, więc dla inwestorów zagranicznych chcących zaangażować kapitał w regionie czasami łatwiej jest mieć ekspozycję tylko w polskich aktywach. Gdy nastroje na rynkach ulegają nagłemu pogorszeniu, redukcja pozycji najmocniej dotyka właśnie Polski — uważa Konrad Białas, główny ekonomista TMS Brokers.

Kto dyktuje warunki

Dużą rolę w zmienności polskiego złotego odgrywa też stosunkowo wysoki udział inwestorów zagranicznych w obrotach na GPW, wynoszący około 54 proc., a także w strukturze wierzycieli, w której zagranica ma również 54-procentowy udział.

— To jedna z najwyższych ekspozycji na świecie. Nikt inny nie jest tak szalony jak Polska, by w takim stopniu lokować obligacje skarbowe za granicą — twierdzi Dariusz Lasek, dyrektor inwestycyjny ds. obligacji Union Investment. Te czynniki sprawiają, że złoty może być pod silną presją potencjalnie zaskakujących wydarzeń politycznych w przyszłości, które nie muszą być związane z sytuacją wewnętrzną w Polsce.

W ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy w pięciu największych gospodarczo krajach strefy euro oraz w Wielkiej Brytanii odbędą się wydarzenia, które mogą zaważyć na przyszłości nie tylko tych krajów, lecz całego europejskiego projektu. Osoby zmęczone brexitem i wyborami w USA powinny szybko regenerować siły — historia ponownie przyspieszyć może już niebawem.

MICHAŁ ŻUŁAWIŃSKI

Bankier.pl

Za niewiele ponad dwa tygodnie we Włoszech odbędzie się referendum w sprawie zmiany konstytucji. Wydarzenie to z pozoru jest tylko wewnętrzną sprawą Italii, jednak w rzeczywistości od wyniku referendum zależeć może przyszłość strefy euro. Pomysł reformy konstytucji forsuje premier Matteo Renzi. Jego zdaniem, tylko usunięcie dwuizbowości — Senat miałby zostać przekształcony w izbę regionów, która zajmowałaby się jedynie najważniejszymi ustawami i nie głosowałaby nad wotum zaufania dla rządu — może położyć kres wiecznemu impasowi we włoskiej polityce. Dość powiedzieć, że od końca II wojny światowej żaden gabinet nie sprawował władzy przez pełną kadencję (sam Renzi zastąpił Enrico Lentę w 2014 r., rok po ostatnich wyborach).

^ WŁOCHY ^

4 GRUDNIA 2016 R.

Co jednak włoskie przepychanki mają wspólnego ze strefą euro? Kolejna dawka niestabilności w trzeciej największej gospodarce unii walutowej to ostatnie, czego Europie teraz potrzeba. Na skutek deklaracji urzędującego premiera, który dał sygnał, że odejdzie, jeżeli przegra, grudniowe referendum przekształciło się w istny plebiscyt dotyczący całej polityki rządu. W ostatnich latach na głównego przeciwnika elit politycznych wyrósł Ruch Pięciu Gwiazd, który jest już drugą siłą w kraju — według sondaży, gdyby dziś odbyły się wybory, to formacja ta mogłaby liczyć na 28 proc. głosów przy 32 proc. dla Partii Demokratycznej. Referendalna klęska premiera Renziego mogłaby doprowadzić do przedwczesnych wyborów, a ewentualne zwycięstwo Ruchu Pięciu Gwiazd to prosta droga do rozpisania kolejnego referendum — partia jasno deklaruje, że chce zapytać Włochów o dalsze członkostwo w strefie euro.

^ HOLANDIA

15 MARCA 2017 R.

Przyszły rok obfitował będzie w wybory parlamentarne w ważnych państwach strefy euro. Na pierwszy ogień pójdzie Holandia — piąty największy kraj unii walutowej. Obecnie sondaże największe szanse na zwycięstwo dają rządzącej Partii Ludowej na rzecz Wolności i Demokracji (VVD) oraz Partii Wolności (PVV). Dojście do władzy drugiego z tych ugrupowań oznaczałoby dla Holandii prawdziwą rewolucję. Ugrupowanie, którego liderem jest Geert Wilders, domaga się ni mniej, ni więcej, tylko wyjścia z Unii Europejskiej. Dodatkowo chce obniżyć podatki, wzmocnić rolę referendów, przywrócić wiek emerytalny na poziomie 65 lat, zmniejszyć wydatki publiczne oraz znacząco ograniczyć imigrację (w programie pada nawet hasło „deislamizacji Holandii”). 9 grudnia sąd w Schipol nieopodal Amsterdamu ma wydać wyrok w sprawie Wildersa, którego oskarżono o podżeganie do nienawiści na tle narodowościowej. 53-letniemu politykowi może grozić do dwóch lat więzienia i grzywna w wysokości 7 tys. EUR.

^ FRANCJA

23 KWIETNIA I 7 MAJA 2017 R. ORAZ CZERWIEC 2017 R.

O ile Holandia będzie jedynie dużą przystawką, to Francja ma szansę być jednym z dwóch politycznych dań głównych przyszłego roku. Sezon wyborczy nad Sekwaną rozpocznie się już 23 kwietnia, kiedy odbędzie się pierwsza tura wyborów prezydenckich. Reelekcja urzędującego Francoisa Hollande’a, który cieszy się jednocyfrowym poparciem, to raczej scenariusz z gatunku political fiction — na lepszy wynik może liczyć nawet jedno z jego politycznych wychowanków, czyli Emmanuel Macron. Obecnie wydaje się, że bój o Pałac Elizejski stoczą jeden z byłych premierów (Francois Fillon lub Alain Juppe) oraz Marine Le Pen, której nazwisko od wielu lat (wcześniej za sprawą jej ojca) budzi niepokój francuskich i europejskich elit. Oddajmy głos samej zainteresowanej: — Tak, liczę na to, że ludzie we Francji także wywrócą do góry nogami stół, przy którym elita dzieli między siebie to, co powinno trafiać do Francuzów — powiedziała lider Frontu Narodowego po wygranej Trumpa. W programie Le Pen oraz jej formacji znajdziemy m.in. restrykcyjną politykę imigracyjną, protekcjonizm, a przede wszystkim zapowiedź wyjścia z NATO i referendum w sprawie członkostwa w Unii Europejskiej. Gdyby druga największa gospodarka strefy euro faktycznie miała opuścić wspólnotę, to z dużą dozą pewności można by ogłosić koniec europejskiego projektu integracji w obecnie znanej nam formie. Po wyborach prezydenckich Francuzi jeszcze raz pójdą do urn i w czerwcu wybiorą Zgromadzenie Narodowe. Zapisana we francuskim systemie „koabitacja” sprawia, że aby swobodnie realizować politykę, Front Narodowy musiałby zdobyć także większość parlamentarną, na co szanse są jednak obecnie mniejsze od szans Marine Le Pen na prezydenturę.

 

^ AUSTRIA

4 GRUDNIA 2016 R.

Na początku grudnia gorąco może być także na północ od Półwyspu Apenińskiego. Tego dnia w Austrii dojdzie do bezprecedensowej powtórki wyborów prezydenckich. Pierwsze głosowanie zakończyło się 22 maja — kandydat Wolnościowej Partii Austrii (FPÖ)

Norbert Hofer przegrał wówczas różnicą niespełna 31 tys. głosów z kandydatem lewicy Alexandrem Van der Bellenem. FPÖ złożyła skargę, którą Trybunał Konstytucyjny przyjął, uzasadniając konieczność powtórzenia wyborów m.in. nieprawidłowościami w przeliczaniu głosów oddanych pocztą w 14 okręgach i przedwczesnym ujawnianiem wyników głosowania. W programie antyestablishmentowej FPÖ zatytułowanym „Najpierw Austria”, która zdecydowanie (34 proc.) prowadzi nad drugimi w sondażach socjaldemokratami, znajdują się m.in. ograniczenie imigracji, prymat prawa narodowego nad unijnym czy obniżenie podatków i biurokracji.

^ WIELKA BRYTANIA

5-8 GRUDNIA 2016 R. ORAZ STYCZEŃ 2017 R.

W listopadzie Wysoki Trybunał orzekł, że rząd Theresy May nie może zainicjować wychodzenia z UE bez wcześniejszych konsultacji z parlamentem. Taki werdykt doprowadził do gwałtownego umocnienia funta, ponieważ oddalał perspektywę „twardego brexitu” – w scenariuszu konsultacji inwestorzy widzą możliwość ustępstw władzy wykonawczej na rzecz legislacyjnej. Od postanowienia Wysokiego Trybunału rząd odwołał się do Sądu Najwyższego Wielkiej Brytanii. Kluczowa dla przyszłości brexitu rozprawa odbędzie się w dniach

5-8 grudnia. Wyrok natomiast usłyszeć powinniśmy na początku przyszłego roku. Zablokowania procedury brexitowej Sąd Najwyższy domaga się od rządu Szkocji. To o tyle ważne, że niewykluczone, że w drugiej połowie 2017 r. czeka nas kolejne referendum w sprawie niepodległości tego kraju – tym razem do grona argumentów zwolenników odłączenia się od Wielkiej Brytanii (w 2014 r. przegrali 45 do 55 proc.) dojdzie kwestia pozostania w UE, za czym głosowała większość Szkotów.

Przed poprzednimi wyborami w Niemczech we wrześniu 2013 r. wydawało się, że Unia Europejska ma problem głównie z Grecją i gospodarką. Żadna z tych kwestii nie zniknęła ze stołu, doszły natomiast nowe, takie jak kryzys imigracyjny czy brexit. Jeżeli jakiekolwiek wybory mogą zmienić kurs, w którym podąża Europa, to są to wybory w Niemczech. Wiemy, że Angela Merkel, która w fotelu kanclerskim zasiada już od 2005 r., będzie ubiegać się o wybór na czwartą kadencję. Wiemy także, że w sondażach jej polityczne zaplecze (partie CDU/CSU) niezmiennie prowadzi. Przewaga nie jest już jednak tak duża jak jeszcze kilkanaście miesięcy temu — spadło z ponad 40 do 30 proc. Poparcie współtworzących „wielką koalicję” socjaldemokratów jest tymczasem względnie stabilne (około 20 proc.).

^ NIEMCY

WRZESIEŃ 2017 R.

Na zdecydowanej fali wzrostowej jest natomiast Alternatywa dla Niemiec (AfD), która już w poprzednich wyborach była o włos od wejścia do Bundestagu. Formacja, która w ostatnich miesiącach wyrosła na trzecią siłę na niemieckiej scenie politycznej, ma w programie m.in. ograniczenie imigracji i multikulturalizmu, zawężenie kompetencji UE, zniesienie unii bankowej, a przede wszystkim wyjście Niemiec ze strefy euro. W ostatnich wyborach regionalnych w Meklemburgii, rodzinnym landzie Angeli Merkel, AfD uzyskała więcej głosów niż CDU, co odbiło się szerokim echem w niemieckiej prasie. Przed wrześniowymi wyborami do parlamentu lokalne władze wybierać będą także mieszkańcy innych regionów (Kraj Saary, Schlezwig- -Holstein, Nadrenia Północna-Westfalia). Wszędzie tam oczy całego świata również będą zwrócone na wynik, który uzyska AfD.

^ HISZPANIA/KATALONIA

WRZESIEŃ 2017 R.

Sprawa niepodległości Katalonii co jakiś czas niczym bumerang wraca do grona potencjalnych geopolitycznych przewrotów. Tak będzie też w 2017 r., a to za sprawą referendum secesyjnego, którego zorganizowanie zapowiedziały lokalne władze. Mieszkańcy jednego z dwóch najbogatszych regionów Hiszpanii (ten drugi to Madryt wraz z przyległościami) do urn poszli już dwa lata temu. W listopadzie 2014 r. w niewiążącym referendum zagłosowało 2,3 mln spośród 6 mln uprawnionych do głosowania, z czego za niepodległością opowiedziało się 80 proc. Od tamtego czasu zmieniły się lokalne władze, a na stanowisku premiera Carles Puigdemont zastąpił Arturo Masa. Jedna z uchwał przyjętych przez parlament Katalonii — w którym od września 2015 r. większość bezwzględną mają zwolennicy niepodległości — stanowi, że katalońscy deputowani są niezależni od władz centralnych w Madrycie, w tym od Trybunału Konstytucyjnego, który notorycznie uznaje działania separatystów za niezgodne z konstytucją Hiszpanii. Tymczasem Katalończycy pracują nad własną konstytucją, a premier Puigdemont (notabene pierwszy premier, który obejmując urząd, nie złożył tradycyjnej przysięgi królowi Hiszpanii) zapowiedział, że bez pytania Madrytu o zgodę we wrześniu 2017 r. zorganizuje kolejne referendum w sprawie niepodległości. Kwestia katalońskiej niepodległości z polskiego punktu widzenia jest o tyle ciekawa, że bez tego regionu (7,5 mln ludności) różnice demograficzne między Polską (38 mln) a Hiszpanią (46 mln) uległyby zmniejszeniu, co w dalszej perspektywie mogłoby mieć wpływ na siłę głosu obu krajów w UE. Oczywiście przy założeniu, że Unia Europejska przetrwa gorący rok 2017 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Robert Szklarz, Michał Żuławiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Złoty źle znosi szoki