Złudna gwarancja niezależności

Adam Sofuł
opublikowano: 06-03-2008, 00:00

Dyskusja o nowelizacji ustawy medialnej jest coraz bardziej żenująca. Platforma Obywatelska wyrzuca z siebie dziesiątki pomysłów (na razie w większości nie przełożonych jeszcze na język ustawy), ale trzeba dużej wyobraźni, by w tych puzzlach dopatrzyć się spójnego i co więcej — atrakcyjnego obrazka. Z drugiej strony opozycja rozdziera szaty nad zamachem na media publiczne, jakby zasada: kto wygrywa wybory, ten zawłaszcza telewizję, narodziła się w październiku ubiegłego roku. W tej dyskusji nie chodzi o to, by media były publiczne, ale by pogrążyć politycznych konkurentów.

Najgorętsze obecnie boje toczą się o likwidację podatku od telewizora, zwanego abonamentem. Szefowie publicznych mediów leją krokodyle łzy nad likwidacją abonamentu, twierdząc, że to oznacza zagładę publicznych mediów. To prawda, że w wielu krajach abonament jest głównym źródłem finansowania, ale warto porównać programy telewizyjne zagranicznych stacji publicznych z nadawanymi z gmachu na Woronicza, by dostrzec różnicę. Jeżeli tak często przywołuje się przykład BBC, finansowanej ze znacznie wyższego abonamentu, to może warto też zauważyć, że w tej szacownej stacji nie ma reklam. Że wpływy z reklam w większości krajów nie przekraczają 20 proc. budżetu (z reguły na skutek prawnych ograniczeń. W Polskiej telewizji reklamy stanowią 70 proc. przychodów. Bo telewizja nie walczy o misję, tylko o pieniądze. Tylko. Prezes Andrzej Urbański ściągnął Tomasza Lisa nie dlatego, że chce wzbogacić ofertę publicystyczną. Nie, on kupuje produkt. I sporo zań płaci.

Finansowanie publicznych mediów, według rządzącej partii, miałoby się odbywać za pośrednictwem specjalnego funduszu. To pomysł ryzykowny aczkolwiek wart rozważenia. Aby do niego dojść, trzeba by odpowiedzieć po drodze na kilka innych pytań: co z reklamami w publicznych mediach, czy muszą one jak każda inna spółka prawa handlowego maksymalizować zysk, co z programami tematycznymi. Na razie na te pytania nie ma odpowiedzi, ale też nikt ich tak naprawdę nie zadaje. Sejmowa komisja medialna woli badać, od kogo dziennikarka pożyczała pieniądze.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy