Złudzenia precz, nie ma sensu grać pod prąd

Tomasz Czanecki
opublikowano: 12-06-2006, 00:00

Na warszawskiej giełdzie kolejny tydzień upłynął pod znakiem silnych spadków. WIG20 stracił w ciągu tygodnia 6 proc. i szybko zanegował odbicie, z jakim mieliśmy do czynienia na przełomie maja i czerwca. Nastroje są fatalne i nie widać aktywnych zakupów. Podtrzymywanie cen akcji to skutek działań obronnych większych inwestorów.

Na piątkowej sesji, po impulsie, jaki dały polskim indeksom rynki zagraniczne, WIG20 wystartował jeszcze od wzrostu. Ostatni dzień tygodnia nie jest jednak okresem, w którym inwestorzy mocniej angażują się w zakupy. Dlatego ci, którzy liczyli na jakieś podciągnięcie wartości wskaźnika, srodze się zawiedli. Już po kilkudziesięciu minutach rozpoczęli wyprzedaż, która zepchnęła WIG20 poniżej istotnego technicznie wsparcia, przebiegającego na poziomie 2750-2760 pkt. Zostało ono naruszone i jeśli kolejna bariera — tym razem 2700 pkt — zostanie zdecydowanie przełamana, to indeks obierze kierunek ku 2200-2300 pkt. Zasięg około 600 pkt miała pierwsza fala spadków, trwająca przez dwa tygodnie od 12 maja. Teoretycznie więc przynajmniej tak silna może być kolejna, rozpoczęta przy pułapie 2930 pkt.

Po drodze następować będą naturalne odbicia, ale doświadczenie ostatnich tygodni pokazuje, że dla mniej aktywnych inwestorów nieskuteczna jest strategia podłączania się do kupna na spadkowych sesjach, bo wzrosty bardzo szybko się kończą. Dopóki więc nie ma wyraźnych sygnałów odwrócenia trendu na indeksach, nie ma sensu grać przeciwko niemu. W takich warunkach niezwykle trudno wskazać spółki godne uwagi, bo zyski z inwestycji w ich akcje mogą okazać się krótkotrwałe.

Znów wiele zależeć będzie od zachowania posiadaczy jednostek uczestnictwa w akcyjnych funduszach inwestycyjnych. W maju generalnie przełknęli oni gorzką pigułkę spadków, ale ponad siły większości z nich może być drugi miesiąc z rzędu, kiedy ich kapitał topnieje. Pesymizm na rynku jest bardzo wyraźny, a ostrożność przed dokonywaniem zakupów połączona z ciągłą podażą stwarza sytuację, w której kwestią czasu wydaje się zejście indeksu największych spółek w okolice wspomnianego poziomu 2200-2300 pkt.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tomasz Czanecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy