Zmiany cen surowców działają bardzo niekorzystnie na indeksy

Piotr Kuczyński
18-10-2004, 00:00

Morgan Stanley wieszczy, że Chiny zakończą rok 9,5-proc. wzrostem PKB, a potem wyhamują do 7-7,5 proc. Taki spadek musi uderzyć w ceny surowców.

Z Ameryki

Drugi tydzień zniżki na rynkach amerykańskich. Niepokoi to, że indeksy od początku kwartału ruszyły w górę, a potem się załamały tuż pod ważnymi oporami. Wyglądało to tak, jakby fundusze chciały na siłę wywołać zwyżki, by pozbyć się akcji. Słabo wygląda nadal indeks producentów półprzewodników (SOX), który zazwyczaj przewodzi hossie. Wrócił do kanału, dając sygnał kupna, ale to jest jednak kanał trendu spadkowego. Wydarzeniem były duże spadki cen dotychczasowych liderów – spółek sektora surowcowego. Indeks CRX, w którym jest 20 spółek tego sektora, mocno spadł, w środę najmocniej od dwóch lat. Był to wynik przeceny metali. Gracze na tych rynkach zaczęli się obawiać, że spowolnienie Chin znacznie zredukuje popyt. To prawda, że w mediach pojawia się coraz więcej komentarzy straszących twardym lądowaniem tamtejszej gospodarki. To niestety prawdopodobne i być może rynek towarowy już dyskontuje taki scenariusz. Byłoby to niezwykle niebezpieczne dla gospodarki światowej, zwłaszcza gdyby cena ropy utrzymywała się na wysokim poziomie.

Już obecnie niemal wszyscy ekonomiści obniżają prognozy przyszłorocznego wzrostu PKB dla USA i całego świata. Sondaż Blue Chip Economic Indicators obniżył prognozę tylko o 0,1 pkt proc., a Morgan Stanley o 0,3, ale i tak wynikiem jest prognoza wzrostu 3,5-proc. Wszystkie te przewidywania zakładają, że cena ropy w przyszły roku spadnie poniżej 40 USD. Nie twierdzę, że tak się nie stanie. Zauważmy, że Morgan Stanley prognozuje, że Chiny zakończą rok 9,5-proc. wzrostem PKB. Na rok 2005 planowane jest spowolnienie do 7-7,5 proc. Trzydziestoprocentowy spadek dynamiki wzrostu musi wywołać spadek cen surowców. Obawiam się jednak, że gospodarka chińska może jeszcze mocniej wyhamować (przegrzanie może owocować załamaniem). Po drugie, nawet takie obniżenie dynamiki wzrostu będzie szkodziło gospodarce światowej. Nie kijem go, to pałką - jak nie ropa, to Chiny. Nie jest to jedyne zagrożenie. Broniąc się przed stagnacją, USA będą osłabiały dolara, a słabnąca waluta będzie przeszkadzała w obniżce cen ropy.

Chińskie problemy załamałyby eksport, zadając cios gospodarce. Od pewnego czasu widać, że dynamika eksportu mimo osłabienia dolara spada. I nic dziwnego, że administracja chce amerykańską walutę jeszcze bardziej osłabić. Z pewnością się tego doczeka. Brak zdecydowanego wzmocnienia euro jest tylko chwilowym przystankiem, korektą w trendzie spadkowym dolara. Trzeba pamiętać, że rynki czekają na wybory prezydenckie, a nie da się postawić wiarogodnej prognozy wyniku. Ta niepewność może rynki finansowe osłabiać. Fakt, że John Kerry wygrał wszystkie debaty, nie oznacza jeszcze, że wygra wybory. Warto pamiętać, że Al Gore uzyskał więcej głosów w wyborach sprzed czterech lat, ale przegrał głosami elektorskimi. Niedawno w komentarzach znalazłem historyczną ciekawostkę. Podobno obserwując indeks DJIA można z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć wynik głosowania w USA. Okazuje się, że jeśli DJIA spadał przez dwa miesiące przed elekcją, to na 26 przypadków w 24 wygrywał konkurent urzędującego prezydenta. Wyjątkiem były lata 1956 i 1968. A DJIA od września spada... Na giełdach często prawidłowości historyczne się sprawdzają. W kontekście wyborów pamiętajmy również, że po nich inwestorzy oczekują dalszej części hossy. Nieco dziwne jest to, że indeksy wyprzedzająco nie rosną, ale to tym bardziej uprawdopodabnia wzrosty po głosowaniu.

W nadchodzącym tygodniu nadal najważniejsze będą raporty kwartalne spółek (przy założeniu, że na rynku ropy będzie spokojnie albo korekcyjnie). Ich wysypu spodziewam się w środę i czwartek, ale i w pozostałe dni zawsze coś się będzie działo. Danych makro ma być bardzo mało, a te, które zostaną opublikowane, nie będą miały wielkiego wpływu na rynek. Dopiero w czwartek indeks wskaźników wyprzedających (LEI) i indeks Fed z Filadelfii mogą wywołać trochę zamieszania. Inflacją nikt się nie będzie przejmował. Kierunek indeksów zależy więc od prognoz spółek i oczywiście nadal od rynku ropy. Zarówno krótkoterminowy, jak i długoterminowy trend jest spadkowy, więc należy zakładać, że jeśli nawet tydzień zakończy się zwyżką, będzie to jedynie odbicie techniczne.

Z Polski

Zafałszowany przez spółki surowcowe obraz polskiego rynku akcji zaczyna się urealniać. To, czego uniknęliśmy (fala c korekty) w poprzednim okresie, dzięki spółkom surowcowym (KGHM i PKN) zrealizowało się z nadmiarem. Gwałtownie taniejąca miedź wywołała korektę ceny KGHM. Warto zauważyć, że w historii handlu miedzią takie wystrzały ceny zdarzają się okresowo i zawsze po nich następują załamania. Tak więc rozpoczęła się prawdziwa korekta. Najgorsze jest to, że na wykresie tygodniowym zarówno WIG, jak i WIG20 powstały formacje gwiazdy wieczornej, zapowiadające wielotygodniowe przedłużenie zniżki. Oczywiście w czasie tej zniżki będziemy mieli korekty, ale główne opory techniczne znacznie się wzmocniły.

W zeszłym tygodniu dowiedzieliśmy się, że inflacja w ostatnim miesiącu zmniejszyła się, potwierdzając prognozy analityków. Spada również podawany przez Bureau for Investments and Economic Cycles wskaźnik przyszłej inflacji (WPI), który pokazuje kierunek zmian cen w okresie 4-6 miesięcy. Wyraźnie widać, że RPP przestraszyła się jej bezpodstawnie. GUS poinformował, że przeciętne zatrudnienie w przedsiębiorstwach we wrześniu spadło o 0,6 proc. w ujęciu rocznym, a w okresie styczeń-wrzesień o 1 proc. Przeciętne wynagrodzenie wzrosło w ujęciu rocznym o 3,7 proc. (poniżej inflacji). Nie bardzo wiadomo więc, dlaczego rząd mówi o poprawie na rynku pracy. Stopa bezrobocia rzeczywiście lekko spada, ale maleje też zatrudnienie – gdzieś jest błąd i podejrzewam, że tak, jak w USA, stopa bezrobocia nie pokazuje prawdy o rynku pracy. W nadchodzącym tygodniu poznamy inflację w cenach producentów (PPI) oraz dynamikę produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej. Jeśli okaże się, że PPI spada, a produkcja przemysłowa nadal zwalnia, to będziemy mieli pełny obraz sytuacji: hamującą gospodarkę z niepotrzebnie podniesionym stopami.

Walce z inflacją pomaga w sposób oczywisty mocny złoty, ale politycy już zaczynają niepokoić się, że zacznie on szkodzić gospodarce, hamując eksport. Nie boi się tego jednak ani minister finansów, ani premier. Dziwią mnie ich wypowiedzi, bo mogą wpływać na dalsze wzmocnienie złotówki. Minister mówi, że duży wzrost wydajności pracy broni eksporterów przed szkodliwym mocnym złotym, a inflacja dzięki silnej walucie jest hamowana. To prawda, i w sytuacji, gdy rośnie cena ropy, lepiej jest mieć silną złotówkę (nawet ze szkodą dla eksportu), ale nie należy jej pomagać, bo rynki finansowe potrafią być nieobliczalne, a takie trendy, jak w przypadku kursu złotego, często kończą się hiperbolą. Zakładam jednak, że już niedługo nasza waluta powinna się zacząć osłabiać. Pieniądze na zakup PKO BP mogą być już w kraju albo nie przejść przez rynek walutowy. Głosowanie nad wotum zaufania już za nami (choć z problemami). Można więc oczekiwać realizacji zysków. Co najmniej realizacji zysków, jeśli nie odwrócenia trendu, bo dyskusje nad budżetem i zbliżające się wybory parlamentarne oraz malejące prawdopodobieństwo podwyżki stóp są czynnikami, które w krótkim terminie mogą odstraszać spekulantów.

Po zeszłotygodniowej pierwszej „dyskusji” nad budżetem widać wyraźnie, jak cała debata będzie przebiegała: dużo piany, mało uwag merytorycznych. Większość analityków spodziewa się przyjęcia budżetu, bo projekt mimo oporu opozycji nie został odrzucony i prace nad nim będą trwały. Uważam jednak, że za chwilę (ta chwila potrwa do końca roku) rząd albo nie pozna projektu, który przesłał do Sejmu, bo tak będzie zmieniony, albo projekt zostanie po prostu odrzucony. Trzeba zauważyć, że skoro Sejm ma się w maju rozwiązać, to w grudniu posłowie już nic nie będą ryzykowali odrzucając budżet – skutkiem będą wybory w zbliżonym terminie. Będą robili wszystko, by przypodobać się wyborcom. Prawdę mówiąc lepiej, by ten projekt został po prostu odrzucony (wtedy i tak będziemy go realizowali), bo jeśli w karykaturalny sposób zostanie zmieniony, to zagraniczni inwestorzy naprawdę się przestraszą. Dochodzi do tego już prawie całkowicie zapomniany plan Hausnera. W zeszłym tygodniu wicepremier chwalił się, że „w ciągu czterech lat plan racjonalizacji wydatków przyniesie efekt finansowy rzędu 54,6 mld zł”. Ale pod warunkiem, że posłowie popełnią wyborcze harakiri i uchwalą ustawy ograniczające wydatki socjalne (zasiłki chorobowe, ograniczenia dla zarobków emerytów, reforma KRUS itp.). Jeśli się nie uda (zapewne tak będzie), zostanie zrealizowane 45 proc. planu. To też może być powód do realizacji zysków na złotówce. Nie zapominajmy też o „sprawie Orlenu”, która zapewni nam mnóstwo mocnych wrażeń i z czasem zacznie psuć nastroje na rynkach finansowych.

Można więc powiedzieć, że paradoksalnie po uzyskaniu wotum zaufania przez rząd Marka Belki zacznie się w Polsce trudny politycznie okres. Niby wiadomo, że fundusze starają się lekceważyć politykę, ale jednak niepewność będzie rosła, co rynkom finansowym nie sprzyja. Jeśli do tego dodać bardzo „niedźwiedzią” sytuację techniczną na tygodniowych wykresach, trudno być optymistą. Uważam, że w tym tygodniu korekta spadku jest prawdopodobna i z technicznego punktu widzenia pożądana, ale o biciu rekordów na dłuższy czas musimy zapomnieć.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Surowce / Zmiany cen surowców działają bardzo niekorzystnie na indeksy