Zmiany w e-podpisie, ale jakie

Kamil Kosiński
01-12-2010, 00:00

O zmianach w podpisie elektronicznym mówi się od dawna. Ale dopiero teraz sprawy ruszyły z miejsca. Zresztą nie tylko w Polsce.

O zmianach w podpisie elektronicznym mówi się od dawna. Ale dopiero teraz sprawy ruszyły z miejsca. Zresztą nie tylko w Polsce.

Do Sejmu trafił rządowy projekt zmiany ustawy o podpisie elektronicznym. Jest również nieco inny poselski. Oba dostosowują polskie prawo dotyczące e-podpisu do regulacji unijnych z 2001 r. Tyle że trzon zmian proponowanych w obu projektach ustaw jest znany przynajmniej od dwóch lat, a Komisja Europejska rusza właśnie z pracami nad nową dyrektywą dotyczącą e-podpisu.

— Kwestią zasadniczą jest zminimalizowanie ryzyka, że nowa ustawa będzie niezgodna z przyszła dyrektywą — przyznaje Adam Jasser, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Podpis a podpis

Oba projekty zakładają wzrost liczby e-podpisów z dwóch, jakie mamy obecnie (skutki prawne rodzi jeden), do pięciu, a nawet sześciu, bo projekt rządowy nie uwzględnia e-podpisu składanego przy pomocy nowego dowodu osobistego (co nie oznacza, że rząd zrezygnował z tej koncepcji).

Firmy sprzedające zestawy do składania wiążącego prawnie e-podpisu już wcześniej twierdziły, że to absurdalne mnożenie bytów, które zamiast upowszechnienia podpisu elektronicznego doprowadzi do większego zamieszania. Z projektów zmian wypadł jednak tylko najbardziej krytykowany podpis grupowy, zwany łącznym. Miał wywoływać skutki zgodne z prawem do reprezentacji, wynikającym z ustawy, umowy lub statutu, a składany miał być tak, że miał go złożyć każdy z sygnujących, dysponując własnymi danymi do składania takiego podpisu. Zależnie od algorytmu operacje te miały być dokonywane równolegle lub sekwencyjnie, a ostateczny podpis tworzyłby dopiero ostatni podpisujący.

Po co jednak tyle e-podpisów, niekiedy różniących się dość symbolicznie? Nawet Adam Jasser przyznaje, że podpis zawansowany z certyfikatem i podpis kwalifikowany z certyfikatem i bezpiecznym urządzeniem, opisane w projekcie rządowym, są de facto równoważne. Twierdzi jednak, że wprowadzono ich rozróżnienie, bo w różnych krajach podpis elektroniczny różnie się rozwijał i chodziło o to, by można było posługiwać się tą sama formą w Polsce i w obrocie międzynarodowym.

— Jeśli ktoś twierdzi, że wydzielenie takiego czy innego rodzaju podpisu elektronicznego pomoże w jego upowszechnieniu, to się myli. Liczba operacji międzynarodowych z zastosowaniem e-podpisu jest śladowa. A tak zwane bezpieczne urządzenie to nic innego jak karta z mikroprocesorem. Pięć lat temu jej zastosowanie mogło stanowić jakiś problem, ale dziś nawet banki wydają je powszechnie jako karty płatnicze — komentuje Andrzej Bendig-Wielowiejski, prezes Unizeto Technologies.

Poczekamy zobaczymy

Prezes Unizeto Technologies uważa, że proponowane zmiany idą w dobrym kierunku, ale zastrzega, że wiele zależy od ich ostatecznego zapisu. Elżbieta Włodarczyk, dyrektor ds. podpisu elektronicznego w Krajowej Izbie Rozliczeniowej, jest jeszcze bardziej wstrzemięźliwa.

— Projekt nowej ustawy mnoży rodzaje e-podpisu, więc użytkownicy mogą się w nich pogubić. Należy też pamiętać, że poza ustawą będą sprawy techniczne, regulowane głównie w rozporządzeniach wykonawczych. Dopiero po uchwaleniu ostatecznej wersji ustawy i wydaniu rozporządzeń będzie można ocenić zawarte w nich zmiany — podkreśla Elżbieta Włodarczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Technologie / Zmiany w e-podpisie, ale jakie