Zmieniając strukturę portfeli fundusze pomogą rynkom akcji

Piotr Kuczyński
opublikowano: 07-07-2003, 00:00

Ceny obligacji spadają nie tylko w USA. Ma to też miejsce w Japonii, Niemczech, Wielkiej Brytanii i w Polsce... To potwierdza, że kapitały przejdą teraz na rynek akcji, nadmuchując balon do granic możliwości.

Z Ameryki

Siła rynków USA zaskoczyła mnie. Pisałem, że byki są zmęczone, ale okazało się, że nie amerykańskie. Mieliśmy krótki tydzień i wydawało się, że trudno będzie zostać z akcjami na trzy dni. Kończące półrocze „window dressing” było nieudane, co zapowiadało osłabienie koniunktury. Do tego na rynek trafiły bardzo słabe dane makro. A jednak indeksy rosły. Fakt, że był początek miesiąca i fundusze emerytalne dostały świeże pieniądze. Nie zmienia to jednak faktu, że rynek po prostu był bardzo mocny.

CBS MarketWatch przeprowadził rozmowę z C. Bidermanem, kierującym spółką TrimTabs. com, zajmującą się monitorowaniem codziennego przepływu kapitałów w 90 funduszach. Wyciąga on ciekawe wnioski powołując się na znane fakty: sprzedawanie w ostatnich miesiącach dużych ilości akcji przez zarządy spółek przy jednoczesnym dużym popycie inwestorów indywidualnych i zadłużaniu się funduszy emerytalnych po to, żeby kupić akcje. Z tych faktów Biderman wyciąga wniosek, że nadchodzi duża zniżka indeksów (nawet o 20 proc.). Ostatnim razem, kiedy sprzedający, kupujący i zapożyczający się podążali w kierunku wyżej opisanym (marzec 2002) wywołali dużą przecenę akcji. Podobna sytuacja (ale bez zadłużenia) wystąpiła w marcu 2000 roku. To ciekawe spojrzenie, ale podejrzewam, że tym razem historia powtórzy się nieco później.

Poważne spadki indeksów może wywołać jedynie utrata wiary w wyraźne ożywienie gospodarcze w drugiej połowie roku. By zmieniła się psychika inwestorów dane makro w trakcie trzeciego kwartału musiałyby pokazywać, że nie należy oczekiwać takiego ożywienia. Dopiero raporty za lipiec będą pokazywały sytuację z początku drugiego półrocza. W związku z tym nie wcześniej, niż w sierpniu, będzie możliwa zmiana nastawienia inwestorów. I to pod warunkiem, że dane będą złe.

Przed nami jest jeszcze przechodzenie z obligacji w akcje. W ostatnich kilku tygodniach wypatrywałem na wykresie rentowności 30-letnich obligacji sygnałów zmiany trendu i chyba je znalazłem. Widać formację odwróconej głowy z ramionami. Ceny mocno spadają (rentowność rośnie) nie tylko w USA. Taki sam proces zachodzi w Japonii, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Polsce... To potwierdza, że kapitały przejdą teraz na rynek akcji nadmuchując balon do granic możliwości. To oczywiście podetnie gałąź, na której siedzą ekonomiści spodziewający się ożywienia, bo wzrosną rynkowe stopy procentowe. Przypominam, że załamanie na rynku obligacji wyprzedza bessę na rynku akcji. Wstępnie można założyć, że zacznie się na przełomie trzeciego i czwartego kwartału tego roku. Do tego czasu trzeba korzystać z tego, co daje rynek akcji i pamiętać, że za to szaleństwo zapłacą ostatni kupujący.

Popatrzmy na fundamenty. Zamówienia przemysłowe ledwo drgnęły, a wydatki na konstrukcje budowlane mocno spadły. Ciekawy obraz powstał, jeśli przeanalizuje się indeksy aktywności części produkcyjnej gospodarki – PMI Chicago i ISM. Główny indeks pokazuje, że gospodarka w rejonie Chicago rozwija się, a w całym kraju sektor produkcyjny się kurczy. Subindeksy też nie są jednoznaczne. Na poziomie całego kraju oczekiwanie na nowe zamówienia wyraźnie wzrosły, a w rejonie Chicago ledwo drgnęły. Za to w Chicago mocno spadł indeks płaconych cen (sygnał deflacyjny). Poprawa w zatrudnieniu w obu przypadkach jest marginalna. Można powiedzieć, że gospodarka leniwie się rozwija, ale rynek pracy jest słaby. Bezrobocie jest największe od 9 lat. Bardzo dziwne, że w takiej sytuacja na rynku pracy Fed nie obniżył stóp o 50 pkt. Widać, że porusza się całkowicie po omacku i tak naprawdę nie wie, co dzieje się w gospodarce. To bardzo groźny sygnał. Za to w amerykańskich usługach sytuacja jest doskonała. Ciekawa różnica. Tyle, że prosta do wyjaśnienia metodologią liczenia (pisałem o tym w piątek). Gdyby uśrednić subindeksy to w maju wyszłoby 53,4 pkt, a w czerwcu 53,8 pkt. To żadne ożywienie.

Tydzień będzie ubogi, jeśli chodzi o dane makro. Rozpocznie się za to sezon wyników kwartalnych. Niektórzy analitycy mówią, że jeśli indeksy rosły przed wynikami, a ostrzeżeń było mało, to teraz nastąpią spadki, bo inwestorzy nie są przygotowani na złe informacje. Mogłoby tak być, ale jedynie wtedy, gdyby spółki nie ostrzegały, mimo że powinny były ostrzegać. Wydaje mi się to mało prawdopodobne. Formacje techniczne są dwuznaczne, ale wydaje się, że wzrost powinien być nadal kontynuowany. Szczególnie, że rozpoczęło się przechodzenie z obligacji w akcje. Pamiętajmy, że wyceny akcji są już całkowicie abstrakcyjne. W takiej sytuacji szczególnie ważna jest analiza techniczna. Stosujmy się do prostej zasady: przełamanie na S&P 500 poziomu 1012 pkt oznaczałoby, że nastąpi ruch ku 1040 pkt. Przełamanie 975 pkt da zniżkę do 940 pkt.

Z Polski

Na rynkach Europy zapanowała duża zmienność, ale nasza giełda zachowała się prawie tak, jak japońska (z zachowaniem wszelkich proporcji). Zakładałem, że korekcyjna fala 4 będzie dłuższa, ale funduszom zagranicznym bardzo się śpieszy. Nastroje w Europie były korekcyjne, jednak amerykańskie byki nie pozwoliły na spadki. Szczególnie sesje we wtorek i środę były gwałtowne i znowu pokazały, że inwestorzy europejscy tańczą tak, jak im Wall Street zagra nie biorąc pod uwagę różnić w sytuacji gospodarczej. A w Europie, w krótkim terminie, sytuacja jest gorsza niż w USA.

Europejskie dane makro były bardzo słabe. Spadły indeksy PMI pokazujące sytuację w części produkcyjnej gospodarki i w usługach. Dla strefy euro był to dziewiąty miesiąc na ostatnie dziesięć, w którym sektor produkcyjny zwijał się, a piąty, jeśli chodzi o sektor usług. Nie tylko nie widać żadnego ożywienia, ale sektor produkcyjny zwija się z coraz większą szybkością. Nic dziwnego, skoro na przykład zamówienia w przemyśle niemieckim w maju spadły o 2,2 proc. Taka sytuacja wynika w dużej części z siły euro (na razie nadal w korekcie). Jedynie i niezmiennie mocno wzrasta jeden subindeks: oczekiwań biznesu (najwyżej do września 2002 roku). Z czasem może to ogólną sytuację poprawić, ale to bardzo zmienny czynnik.

Trudno się dziwić, że rząd niemiecki postanowił o rok przyśpieszyć obniżkę podatków w celu wymuszenia ożywienia gospodarczego. Jednak w ten sposób praktycznie zagwarantował, że trzeci rok z rządu zostanie złamany europejski pakt stabilności i wzrostu, który nie pozwala na przekroczenie deficytu budżetowego o więcej niż 3 proc. Wydaje się, że następne kraje pójdą jego drogą. Mowa tu o Francji, Włochach i Portugalii. W ten sposób realizowany jest postulat laureata nagrody Nobla J. E. Stiglitza, który sugerował chwilowe rozluźnienie paktu w celu doprowadzenia do ożywienia gospodarczego i zwiększenie zatrudnienia. Na razie nie widać na horyzoncie zagrożenia inflacją, więc taki impuls gospodarce z pewnością nie zaszkodzi. Przydałaby się jeszcze obniżka stóp. W czwartek Europejski Bank Centralny (ECB) będzie się nad tym zastanawiał. Inwestorzy będą pełni nadziei, a to powinno pomagać kursom akcji.

U nas posunięcia wicepremiera Jerzego Hausnera, który też chce chwilowo zwiększyć deficyt, rodzą dużą krytykę. Wydaje się jednak, że miedzy rządem a bankiem centralnym zostanie wypracowany jakiś kompromis. Zapewne nie zostanie ruszona rezerwa rewaluacyjna, za to wykorzystane zostaną rezerwy dewizowe NBP w celu redukcji zadłużenia zagranicznego. Porozumienie byłoby bardzo cenną sprawą, a budżetowi pomóc trzeba – następne dwa lata będą bardzo ciężkie. Pierwszy w krytykowaniu zwiększenia deficytu budżetowego był Bogusław Grabowski z Rady Polityki Pieniężnej. Mówi on, że „wszyscy ekonomiści nawołują do zmniejszenia deficytu...”. Widać do tych wszystkich nie zalicza laureata nagrody Nobla, Alana Greenspana i kilku innych osób. A może chodzi o to, by tylko w Polsce walczyć z deficytem? Lekko ironizuję, ale przecież jasne jest, że walka z urojoną inflacją dużo już naszą gospodarkę kosztowała. Przydałoby się, by odpowiedzialne za to osoby skromnie milczały, a nie promowały nadal poglądów prowadzących ku stagnacji i bezrobociu.

Nasze dane makro są ciągle obiecujące. W porównaniu z zeszłym rokiem nadal rósł eksport. Martwi nieco spadek importu, bo trudno mówić o ożywieniu gospodarki, bez zwiększania importu inwestycyjnego. Nadal wyłącznie eksport utrzymuje gospodarkę w niezłym stanie. Trzeba pamiętać, że to nie tylko nasi dzielni przedsiębiorcy stoją za tym sukcesem. To również wynik osłabienia złotówki. Czy przypominacie sobie Państwo, kto mówił o osłabieniu złotówki i praktycznie je sprowokował? Tak, profesor Grzegorz Kołodko. Pisałem wtedy, że postulat osłabienia złotego jest słuszny, ale nie wiadomo, czy uda się powstrzymać lawinę. I nadal nie jest wiadomo, a 5 zł za euro nie jest uroczą (za to realną) perspektywą. Niektórzy ekonomiści zaczynają mówić, że w tym roku możliwy jest wzrost PKB o 3,5 proc. Byłoby to zwycięstwo nielubianego profesora zza politycznego grobu. Ciekaw jestem, czy ktoś z jego krytyków to publicznie zauważy.

Kolejny raz okazało się, że niedźwiedzie nie miały racji. Przypominam, że było ich w zeszłym tygodniu wyjątkowo dużo. Ostatnio nie ma lepszego narzędzia prognostycznego niż wskaźnik WIGOMETR. Tym razem pokazał wzrost optymizmu. Liczba byków nieco wzrosła (40 proc.), a niedźwiedzi o tyle samo zmalała (też 40 proc.). Ważne jest to, że przybyło byków, ale nadal jest ich dużo mniej, niż niebezpieczne 50 proc. Nadal sporo jest niedźwiedzi. To bardzo pro-wzrostowy odczyt. U nas również prasa pisze o tym, jak zarabia się na akcjach i o tym, że obligacje już nie są towarem pożądanym. Wynik łatwo przewidzieć. Fundusze, a szczególnie OFE, które w drugiej połowie roku zapewne dostaną obligacje regulujące zadłużenie ZUS, muszą kupować akcje. Mimo zdecydowanego przewartościowania rynku jestem optymistą. Ale jedna uwaga: fala piąta jest zazwyczaj bardzo gwałtowna i może skończyć się nagle, jeśli coś zmieni się na świecie. W związku z tym nie jestem szczególnie przywiązany do jakiegoś docelowego poziomu, mimo że 1355 pkt na WIG-20 wyglądałoby bardzo dobrze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Emerytury / Zmieniając strukturę portfeli fundusze pomogą rynkom akcji