Znajomość jednego języka obcego to dzisiaj za mało

Monika Witkowska, Agnieszka Kobylińska
24-02-2005, 00:00

Jeszcze na początku lat 90. drogę do kariery otwierała znajomość angielskiego. Dziś nawet licealista powinien posługiwać się przynajmniej dwoma językami obcymi...

Czy znajomość więcej niż jednego języka gwarantuje lepszy start zawodowy?

— To, że kandydat ubiegający się o menedżerskie stanowisko zna jeden język obcy, to oczywistość, znajomość kolejnych jest na pewno też mile widziana — uważa Hanna Malicka, senior konsultant z Bigram.

Podkreśla, że na początku lat 90. wystarczyło dobrze znać angielski, żeby zrobić karierę. Zagraniczne koncerny wchodzące na nasz rynek szukały ludzi, z którymi można byłoby się swobodnie porozumiewać.

— Teraz sytuacja się zmieniła. Już studenci, a nawet licealiści, swobodnie posługują się dwoma językami. Nie zdarza się prawie, żeby młody, wykształcony Polak nie umiał porozumieć się po angielsku — dodaje Hanna Malicka.

Powrót do niechcianego

Poziom znajomości angielskiego jest coraz wyższy, twierdzą metodycy. Coraz chętniej uczymy się też niemieckiego, francuskiego, hiszpańskiego. Do łask wrócił rosyjski. Najczęściej na kursy zgłaszają się ludzie, którzy poznali ten język w szkole. Wtedy nie chciało im się uczyć, a teraz okazuje się przydatny.

— Wzrost zainteresowania jakimś językiem pokazuje, na jakie rynki Polska się otwiera. O pracę jest trudno i każda nowa umiejętność jest atutem — mówi Grażyna Słowikowska, prezes Szkół Językowych Berlitz.

Języków uczą się nie tylko szukający posady, ale również ci, którzy mają pracę.

— 95 proc. dorosłych, którzy podejmują naukę w naszej szkole, deklaruje, że robi to z powodów zawodowych. Opanowanie języka to często warunek dalszego zatrudnienia w firmie, a także większa szansa na awans. Zgłaszają się do nas menedżerowie, którzy muszą szybko podciągnąć swoje umiejętności językowe, żeby np. porozumiewać się z zarządem firmy lub z nowym kontrahentem — twierdzi Grażyna Słowikowska.

Na wczoraj

Żeby jednak nauka języka przyniosła oczekiwane rezultaty, trzeba dokładnie określić jej cel i czas, jaki mamy na przyswojenie umiejętności. Z obserwacji metodyków ze szkół językowych wynika, że zgłaszający się na zajęcia najczęściej deklarują, iż język chcieliby znać świetnie i najlepiej na wczoraj. Nie każdemu jednak jest to potrzebne. Najważniejsza jest umiejętność komunikowania się. A tego trudno nauczyć się samemu z podręcznika czy nawet z interaktywnego kursu na CD. Konieczny jest kontakt z lektorem.

A praktyka? Ludzie są coraz bardziej zajęci, na wszystko mają mniej czasu. Nauka więc nie może trwać latami.

Jeśli uczniowie nie widzą szybkich postępów, zniechęcają się. Rezygnują. Szkoły prześcigają się więc w ofertach szybkiej i skutecznej nauki. I tak np. wykupując dwa „pakiety gold” w Berlitzu, w 8 tygodni można przerobić roczny kurs, podczas którego lektor motywuje nas do bardzo ciężkiej, ale efektywnej pracy. Cztery razy szybciej można nauczyć się angielskiego metodą Callana, powtarzając za lektorem gotowe odpowiedzi na zadawane pytania. Albo — „całkowicie zanurzyć się w języku” — wyjechać na kilka tygodni z kraju.

— Jeśli chcemy w krótkim czasie zdobyć umiejętność swobodnego porozumiewania się, najlepiej zdecydować się na naukę za granicą. Nasi klienci są zakwaterowani u rodzin. Dzięki temu, oprócz efektywnej nauki języka, poznają kulturę i zwyczaje mieszkańców danego kraju — mówi Martyna Pytloch, kierownik sprzedaży i marketingu EF Międzynarodowe Szkoły Językowe.

Dodaje, że jej szkoła przygotowała oferty dla studentów prawa, szkół hotelarskich i gastronomicznych.

— Najwięcej osób decyduje się na wyjazdy do Anglii i Stanów Zjednoczonych. Mniej na razie jest chętnych na praktyki na przykład w Petersburgu. Efekty są nieporównywalne do nauki w Polsce. Po powrocie, w czasie rozmowy kwalifikacyjnej, możemy już wykazać się nie tylko znajomością języka, ale i doświadczeniem zawodowym — podkreśla Martyna Pytloch.

Z potwierdzeniem

W większości przypadków pracodawcy wolą przyjąć osobę, która zna dobrze jeden język i ma praktykę zawodową, niż tego, kto zna cztery języki, a nie ma doświadczenia. Chociaż, oczywiście, wszystko zależy od charakteru pracy i stanowiska.

O certyfikaty potwierdzające znajomość języka ubiegają się przede wszystkim młodzi ludzie, którzy myślą o studiach lub pracy za granicą. Najbardziej znane i honorowane na świecie są zaświadczenia językowe Uniwersytetu Cambridge, w którego imieniu przeprowadza egzaminy British Council. Obniżył się również wiek zdających egzaminy, co widać głównie przy egzaminach First Certificate in English.

— Dziesięć lat temu podchodziły do niego osoby około czterdziestki, teraz zdający mają mniej niż 20 lat. Podobnie jest ze starającymi się o potwierdzenie bardziej zaawansowanej znajomości języka: Certificate in Advanced English i Certificate of Proficiency in English zdają już 30-latkowie. Egzaminy organizowane są dwa razy do roku. Sesja zimowa trwa od 5 listopada do 18 grudnia, letnia — na przełomie maja i czerwca — mówi Katarzyna Czylok z British Council.

Potwierdza, że osób zainteresowanych otrzymaniem certyfikatu, z roku na rok przybywa.

— W tym roku dla kandydatów na egzaminy FCE oraz CAE wprowadziliśmy dodatkową sesję wiosenną — dodaje Katarzyna Czylok.

Nie wszyscy pracodawcy wymagają jednak zaświadczeń. Bardziej liczą się praktyczne umiejętności, które łatwo jest sprawdzić już podczas rozmowy kwalifikacyjnej odbywającej się zwykle po angielsku czy niemiecku.

— Nie ulega więc wątpliwości, że języków trzeba się uczyć. Ze znajomością języka jest tak, jak z dyplomem magistra — gwarancji na znalezienie dobrej pracy nie daje, ale gdy go nie posiadamy, o dobrą posadę nie mamy się co starać — podkreśla Hanna Malicka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Monika Witkowska, Agnieszka Kobylińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Kariera / Znajomość jednego języka obcego to dzisiaj za mało