Żubry... Tego nie wymówię!

Agnieszka Ostojska-Badziak
24-10-2003, 00:00

Nadają od 7 lat. W ich programach występują szaleni reporterzy i dzikie zwierzęta. W Polsce nakręcą rzecz o bizonach — znaczy: żubrach. Tak obiecuje szef Animal Planet, Peter Weil.

„Puls Biznesu”: Ma Pan jakieś ulubione zwierzaki?

Peter Weil: Małpy i wiewiórki. Lubię siedzieć na ławce w parku Lafayette’a w Waszyngtonie i czytać gazetę. Wtedy same przychodzą.

Małpy?

Wiewiórki.

Niektórzy mówią, że Animal Planet to program dla dzieci...

Mówimy o sobie „family tv”, ale nie, nie jesteśmy stacją dla dzieci. Niektórych naszych programów nie powinny one zresztą oglądać.

Kim jest więc widz Animal Planet?

Pierwszy rodzaj to miłośnik zwierząt. Lubi nas, bo na naszym kanale znajdzie wiele o pupilach i relacjach człowiek-zwierzak. Drugi typ jest miłośnikiem dobrej telewizji. Nasza siostrzana stacja Discovery nadaje programy, popularyzujące wiedzę. Audycje Animal Planet również są oparte na wiedzy fachowej. Lecz więcej w nich emocji. Nasza forma jest przystępniejsza, zabawniejsza.

Skąd pomysł na program poświęcony wyłącznie zwierzętom?

Najpierw w USA wystartowało Discovery. Rozprzestrzeniło się po całym świecie. Lecz wśród programów naukowych brakowało audycji o życiu dzikich zwierząt. Przed 7 laty, przy okazji strategicznego połączenia BBC i Discovery, szukaliśmy wspólnych pól do współpracy. Discovery miało pomysły, BBC — najdłuższą w świecie historię kręcenia dokumentów przyrodniczych. Animal Planet to joint venture: 50 proc. kapitału ma BBC, a drugą połowę — Discovery.

U waszych reporterów widać wspólną cechę: szaleństwo w oczach. Skąd ich bierzecie?

Sami się zgłaszają — to profesjonaliści. Najważniejszy jest ich kontakt ze zwierzętami. Ale większość naszych programów — zwłaszcza dokumentalnych — bierzemy od BBC.

Dlaczego wybieracie zwariowanych reporterów? By zwrócić uwagę widzów?

To główny cel większości stacji telewizyjnych. Mamy Jeffa Corwina — ten lubi pająki. Albo Steve’a Irwina — polującego na krokodyle. Ciągle ktoś dołącza... Ale w końcu trzeba powiedzieć: programów ze zwariowanymi prezenterami dość. Upewniamy się, że mamy w zanadrzu wystarczająco dużo dokumentalnych filmów przyrodniczych. I trochę programów rozrywkowych. Ważne są i nowości — audycje, których nikt jeszcze w takiej formie nie zrobił: reality show, Miami Animal Vice etc. Dla wielu najważniejsze pozostają zwierzątka domowe: psy, koty, króliki, chomiki, papugi etc. Dlatego każdego popołudnia nadajemy kilkugodzinny blok programów: „Pet’s nation”.

Ile kosztuje dobry program o zwierzętach?

To najdroższy typ programów na rynku. Choćby „The Crocodile Hunter”. Gdyby był to jednorazowy epizod, na pewno zapłacilibyśmy krocie... Teraz też kosztuje wiele, bo rozkładamy niektóre koszty produkcji na 15 odcinków.

Są granice nakładów?

Dwa tygodnie temu na spotkaniu nasz partner stwierdził, że powinniśmy coś nakręcić w bagdadzkim zoo. Wszystko tam poniszczone, zwierzęta żyją w złych warunkach. Odpowiedziałem: dobry pomysł, ale nie jesteśmy stacją newsową. To drogie, niebezpieczne, tylko na jeden program. Fajny pomysł, ale: nie! Nie dało mi to spokoju... Nie spałem, myślałem. I doszedłem do wniosku, że właśnie zrobiłem coś, czego kiedyś nienawidziłem u szefów — powiedziałem „nie” dobremu pomysłowi! I z jaką łatwością! Zadzwoniłem: wiesz, myliłem się... Emisja była niedawno, w Dniu Zwierząt. Wszystko zależy od pomysłu.

W programach na Animal Planet widać gwiazdy reporterów występujących ze zwierzętami. Zwierzaki robią za tło. Fajnie?

Może i nie, ale tego chcą widzowie. Nasi reporterzy kochają zwierzaki, mają na ich punkcie świra. Steve Irwin ma własne zoo, a Jeff Corwin od małego działa w organizacjach na rzecz zwierząt. Nigdy nie zatrudniliśmy kogoś bez fachowej wiedzy o zwierzętach, określonych zainteresowaniach. Po prostu: szukamy nowych form opowieści. Nadajemy mnóstwo dokumentów, gdzie reporterów nie ma. Silna osobowość, o ile nie uwłacza to zwierzątkom, pomaga i ściąga widzów. Z czym się pani kojarzy Jeff Corwin?

Z pająkami.

No właśnie... Same pająki nie cieszyłyby się takim wzięciem. Musiałyby mieć osobowość. A ma ją ich miłośnik... To samo z gościem, polującym na krokodyle. Potrzebujemy mieszanki.

Czyli Wasz widz nie odbiega charakterystyką od widza innych stacji. Musi mieć idoli.

No jasne! Ale nasze programy to nie tylko gwiazdorskie show. Mamy wielu reporterów, którzy włóczą się po dżungli za zwierzakami — tylko dla kilku dobrych ujęć. Staramy się znaleźć świeże spojrzenie. Niedługo zacznie się seria o Tippi — francuskiej dziewczynce z niesamowitym darem. Z zaufaniem podchodzi do niebezpiecznych bestii, a one jej na to pozwalają. Ma 14 lat i niedługo stanie się dorosła. Boi się, że ten dar zniknie.

A czego by Pan nie nakręcił?

Czegoś podobnego do Big Brothera: jedynym powodem, dla którego ludzie tam się spotykają, jest to, że producent kręci program. My znajdujemy wydarzenia, w które zaangażowani są ludzie i zwierzęta — niezależnie od nas.

Krokodyle, tarantule, węże — ich się raczej nie kontroluje. Co z wypadkami podczas programów?

Zdarzają się. Ale Tippi jeszcze nikt nie zjadł... Mamy reportera w Australii, Bruce’a George’a — pogromcę węży. Ludzie dzwonią do niego, gdy zobaczą w domu jadowitego gada, a on jedzie do nich z kamerzystą, który kręci to, co się dzieje. Bez scenariusza. George węże łapie i wypuszcza w bezpiecznej odległości od domostw. Kiedyś, po schwytaniu gada, trzymał go za głowę, wtedy odezwała się komórka. To był telefon od innego faceta z wężem w kuchni. W jednej ręce wąż, w drugiej — telefon. No i gadzina dziabnęła George’a w ramię. Pokazaliśmy to. Nie ukrywamy: to, co robią nasi pracownicy, jest niebezpieczne.

Wyścig: więcej widzów...

Na pewno. Chociaż nie jesteśmy telewizją „na żywo“. Jeżeli coś faktycznie złego się stanie, mamy czas, by się zastanowić, czy to pokazać. Ale naprawdę nasi reporterzy wiedzą, co robią. Nie poświęcają się dla programu. Bruce George nie nauczył się łapania węży specjalnie dla Animal Planet. Robi to przez całe życie.

Kim jest Państwa konkurencja?

Właściwie każda stacja to konkurencja. Nie mają non stop zwierzaków na wizji jak my, ale czasem zdarza się im takie programy puszczać. Idzie o to, by dostać jak największy kawałek tortu reklamowego.

Czy u Was mogą się reklamować koncerny, które niszczą środowisko albo zabijają zwierzęta — dla mięsa, skór — w okrutny sposób?

Odmawiamy tylko tym, których spoty mogą obrazić jakąś grupę społeczną.

Czysta komercja?

Tak. Nie zdarzyło się, abyśmy zakazali emisji reklamy z powodów, o których Pani wspomniała... Nie dyskryminujemy firm.

To może coś mniej interesownego... Na przykład prowadzicie kampanie, by ocalić ginący gatunek?

Dużo. Sami inicjujemy akcje. Współpracuje z nami wiele organizacji.

Ale nie politycznych?

Nie. Bezstronność polityczna to warunek powodzenia akcji. Decyzje o tym, na rzecz jakiego gatunku mamy prowadzić kampanię, podejmujemy lokalnie...

Co decyduje o ustawieniu ramówki w poszczególnych krajach?

W 90 proc. nadajemy te same programy. Różnice wynikają z kultury czy religii. Choćby programy o świniach — normalne dla Europy — w krajach islamskich odbiera się jako obraźliwe. Ludzie zwykle się śmieją, gdy to mówię...

Średnio śmieszne...

Albo: Japończycy kochają zwierzęta domowe, a w sąsiedniej Korei podaje się je na obiad. A tam też jest nasz program... W bogatych państwach audycje o zwierzakach domowych cieszą się najwyższą oglądalnością, w krajach biednych — minimalną. Trzeba je wypośrodkować, ulokalniać programy.

Rozumiem, że blok programów o psach i kotach w Korei jest ograniczony do minimum?

Jedna godzina. W Japonii trwa trzy razy dłużej. Aby przykuć uwagę Koreańczyka przez taki czas, musielibyśmy nadawać przepisy kulinarne. Absurd...

A co lubi się w Polsce?

Rozrywkę. Niektóre filmy dokumentalne i tzw. blue chipy — czyli wszystkie programy główne, cieszące się dużą popularnością i w innych krajach.

Jacyś Polacy w załodze?

Są. Staramy się o więcej.

Zna Pan polskich reporterów, którzy robią dobre programy o zwierzakach?

Adam Wajrak. Nawiązaliśmy już z nim współpracę. Następnym razem, kiedy przyjadę do Warszawy, spotkam się z producentami filmów przyrodniczych.

Plany w Polsce?

Rozwój. Kręcić programy. Macie wiele wspaniałych zwierzaków...

Na przykład?

Bizony.

Chyba żubry?

Tak. Ale tego nie wymówię!

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Ostojska-Badziak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Żubry... Tego nie wymówię!