Związki zawodowe hubą i jemiołą gospodarki

Kazimierz Krupa
04-11-2003, 00:00

Nowoczesne związki, oprócz spełnienia naturalnej roli reprezentanta pracowników i funkcji roszczeniowych, muszą uczestniczyć w trudnych procesach, zapewniających przyszłość branży. Jeśli tego nie widzą, to prędzej czy później upada zakład za zakładem, a wraz z nimi przestają istnieć kolejne zakładowe struktury związkowe — przestrzegał związkowców premier Leszek Miller, w wywiadzie dla „PB”, wypominając im partykularyzm w działaniu.

Jak obserwuje się działalność związków zawodowych w polskim górnictwie i hutnictwie, nie sposób zgodzić się z premierem. Związkowcy może i są partykularni, ale z pewnością są wyjątkowo nowocześni, zapobiegliwi, przedsiębiorczy, i postanowili wręcz, zgodnie z zaleceniem, wziąć własne sprawy we własne ręce. A jak już wzięli, to nie chcą oddać. To tylko jedna z przyczyn praktycznego zamrożenia procesów prywatyzacyjnych w polskiej gospodarce, ale z pewnością nie najmniej istotna. Tym bardziej że wciąż obowiązująca ustawa prywatyzacyjna daje im ogromne możliwości. Ot, chociażby konieczność wynegocjowania i podpisania przez każdego inwestora pakietu socjalnego z załogą. W praktyce ze związkami zawodowymi. Są już, co prawda, precedensy podpisania umowy prywatyzacyjnej bez uzgodnionego pakiety socjalnego, ale pozostają one precedensami. A w pakiecie zawrzeć można wszystko. Negocjatorzy, ze strony rządowej, umowy prywatyzacyjnej PHS, oczywiście anonimowo, mówili o początkowym żądaniu ochronnego okresu zatrudnienia na poziomie... 16 lat. Takim żądaniom, czy równie absurdalnym oczekiwaniom finansowym, nikt nie jest w stanie sprostać. I niejedna prywatyzacja właśnie w ten sposób nie doszła do skutku. I o to chodzi.

Związki, i działacze związkowi, bardzo dobrze żyją, jak jemioła czy huba na drzewach, na dużych przedsiębiorstwach. Z państwowymi jednak idzie im znacznie łatwiej niż tam, gdzie jest jeden prywatny właściciel, który jeszcze do tego dobrze umie liczyć. I kondycja przedsiębiorstwa nie ma specjalnego znaczenia. Z jednej strony etaty, pomieszczenia, telefony na koszt zakładu, a z drugiej — i to nowsze zjawisko — działalność biznesowa polegająca na handlu produktami wytwarzanymi przez macierzysty zakład albo najróżniejszej obsłudze: remonty, outsourcing (transport, zarządzanie nieruchomościami), obsługa organizacyjna. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności firmy te praktycznie zawsze wygrywają przetargi, nie mają kłopotów z egzekwowaniem należności od nawet najbardziej zadłużonych podmiotów. I wszyscy są zadowoleni. I nikomu to nie przeszkadza. Więc po co prywatyzować?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Związki zawodowe hubą i jemiołą gospodarki