Związkowcy niepokoją się o TP

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 16-09-2010, 00:00

Operator powinien jutro zapłacić DPTG ponad 1,5 mld zł. Szykuje się długa batalia sądowa.

Operator powinien jutro zapłacić DPTG ponad 1,5 mld zł. Szykuje się długa batalia sądowa.

Jutro mija termin, w którym Telekomunikacja Polska (TP) powinna wpłacić na konta duńskiego DPTG 2,9 mld DKK (ponad 1,5 mld zł). To skutek rozstrzygnięcia wiedeńskiego arbitrażu. Na pokojowe rozwiązanie się nie zanosi.

— Trzeba podjąć zdecydowanie działania, które będą prowadzić do zmiany niesprawiedliwej dla spółki sytuacji. Wyrok arbitrażu można zaskarżyć przez sądem: zarówno polskim, jak i austriackim. Będziemy korzystać z wszelkich możliwości, by sprzeciwić się wyrokowi sądu arbitrażowego — mówi Andrzej K. Koźmiński, przewodniczący rady nadzorczej TP.

GN Store Nord, większościowy udziałowiec DPTG, domaga się egzekucji wyroku.

— Oczekujemy, że TP wypełni warunki wyroku. Jeśli TP nie zapłaci, to oczywiście podejmiemy wszelkie konieczne działania. Termin zapłaty jeszcze nie minął — mówi Mikkel Danvold, dyrektor relacji inwestorskich GN Store Nord.

Sąd Okręgowy w Warszawie nie otrzymał wczoraj do południa skargi żadnej ze stron.

— To jest bardzo skomplikowana sprawa i przygotowanie dokumentów zajmie dużo czasu, może nawet kilka miesięcy — mówi Andrzej Koźmiński.

Spór z DPTG toczył się podskórnie od 2001 r., od czasu do czasu strasząc inwestorów czytających uważnie raporty TP. W raporcie z 2009 r. można wyczytać, że przez pierwsze cztery lata sporu zajmował się nim tylko jeden arbiter (zwykle jest ich dwóch) i że TP, niezadowolona z kalkulacji potencjalnych roszczeń DPTG, doprowadziła w 2004 r. do odwołania przewodniczącego.

— Wydaje się, że wyrok trybunału arbitrażowego w Wiedniu jest nieproporcjonalny do ewentualnych strat DPTG. Nikt nie spodziewał się tak absurdalnego wyroku — przyznaje Andrzej K. Koźmiński.

Związki się niepokoją.

— Chcemy wystąpić dziś do prezesa z listem, w którym wykazujemy troskę o firmę. Pracownicy zaczynają być nerwowi i oczekują od nas reakcji. Firma ma olbrzymią karę, rzędu zysku wypracowywanego przez przez 10 lat. Obawiamy się, czy stać ją na zapłatę. Dlatego chcemy pójść do prezesa i zapytać: proszę nam wyjaśnić, co się może zdarzyć, jakie będą losy pracowników TP i miejsc pracy — mówi Jerzy Drozd, przewodniczący Federacji Związków Zawodowych Pracowników Telekomunikacji.

To też dla związku pretekst, by pokazać zmęczenie pracowników zmianami w TP.

— To dobra firma, ale panuje w niej chaos. Chcemy się zwrócić do prezesa, by 2011 był rokiem spokoju dla pracowników, by mogli złapać oddech, nękani alokacjami i zmianami — dodaje Jerzy Drozd.

TP twierdzi, że wyrok arbitrażu nie będzie miał wpływu na funkcjonowanie firmy.

— Nie możemy komentować listu, którego treści nie znamy. Chcemy jednak podkreślić, że w Grupie TP wszelkie zmiany organizacyjne zawsze konsultujemy ze stroną społeczną — mówi Wojciech Jabczyński, rzecznik prasowy operatora.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu