Życie po życiu Atlantika

  • Alina Treptow
opublikowano: 09-03-2016, 22:00

Bielizna popularnej marki ma szansę wrócić na sklepowe półki. Do syndyka zgłaszają się inwestorzy, mimo że Atlantic ma szlaban na zagranicę.

Atlantic, dystrybutor bielizny, w związku z ogłoszoną w ubiegłym roku upadłością jest właśnie rozbierany na czynniki pierwsze. Oprócz wierzycieli w kolejce do spółki ustawili się też inwestorzy.

— Obecnie trwają rozmowy z inwestorami zainteresowanymi zakupem lub dzierżawą znaków towarowych wraz z zapasami produktów spółki. Negocjacje nie są zakończone m.in. dlatego, że transakcją są zainteresowane kolejne podmioty — informuje Tycjan Saltarski, syndyk Atlantika.

Marka bez paszportu

W masie upadłościowej jest kilkanaście znaków towarowych, w tym główny — Atlantic (słowny i słowno- -graficzny). Nie dotyczy to jednak takiego samego znaku towarowego zarejestrowanego w rosyjskim urzędzie patentowym i Światowej Organizacji Własności Intelektualnej. Przed ogłoszeniem upadłości został przeniesiony do innego podmiotu, co powoduje, że spółka Atlantic nie może używać znaku na rynkach zagranicznych. Zainteresowanych inwestorów to nie zniechęca. Spółka do tej pory spłaciła z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych część należności wobec pracowników. Pozostałe zostaną zaspokojone po likwidacji majątku.

— W toku postępowania upadłościowego zostały sporządzone spis inwentarza i wycena majątku upadłej spółki — informuje Tycjan Saltarski. Wstępnie majątek i udziały w spółkach były szacowane na 54 mln zł.

Jest na czym budować

Choć sklepy z szyldem Atlantic zniknęły z galerii handlowych w ubiegłym roku, Agnieszka Górnicka, prezes firmy badawczej Inquiry, uważa, że marka ma szansę na drugie życie.

— Atlantic ma bardzo dobrą pozycję na polskim rynku, jest lubiany przez klientów, wpisuje się w ich oczekiwania dotyczące jakości i ceny. Na swojej półce nie ma też zbyt dużej konkurencji — są produkty sieciówek, ale Atlantic, chyba jako jedyny w tym segmencie, miał niezależny koncept. Oczywiście ostatnie zawirowania nie pozostaną bez wpływu na markę, jednak baza już jest, trzeba tylko odbudować rynek — uważa Agnieszka Górnicka.

Sąd ogłosił upadłość Atlantika 25 sierpnia 2015 r. Wcześniej spółka starała się o upadłość układową, ale zdaniem sądu, nie spełniała warunków. Wojciech Morawski, prezes i właściciel Atlantika, wyjaśniał na łamach prasy, że gwoździem do trumny spółki były konflikt na Wschodzie oraz restrykcyjne podejście polskich urzędów skarbowych. Nawet połowa produkcji trafiała do Rosji i na Ukrainę. W Kijowie mieściło się centrum dystrybucyjne spółki. Zamieszki na Majdanie skończyły się wypowiedzeniem umowy przez leasingodawcę, który zażądał następnie 18 mln zł. W tym samym czasie polski fiskus wyciągnął rękę po VAT.

Zdaniem syndyka, problemy Atlantica zaczęły się jednak dużo wcześniej.

— Sięgają 2013 r., trudno mi jednak wskazać, co było ich rzeczywistą przyczyną. Spółka, chcąc przeprowadzić postępowanie naprawcze lub układowe, powinna złożyć stosowne wnioski, gdy pojawiły się pierwsze problemy z płatnościami, czyli najpóźniej w grudniu 2014 r. W maju 2015 r., kiedy wpłynął wniosek o upadłość, a zadłużenie spółki wynosiło 64 mln zł, było już za późno — uważa Tycjan Saltarski.

Zdaniem Agnieszki Górnickiej, dystrybutora bielizny pogrzebały kredyty i niekorzystna sytuacja na rynkach wschodnich.

— Z dzisiejszej perspektywy trudno stwierdzić, czy to pech, czy złe decyzje biznesowe. Z polskiego rynku Atlantic nie został wypchnięty przez konkurentów. Przeciwnie — miał tu silną i stabilną pozycję — uważa Agnieszka Górnicka. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane