Zysk nie kłóci się z patriotyzmem

Materiał partnera PZU SA
21-11-2016, 22:00

Patriotyzm gospodarczy to jeden z głównych tematów Kongresu 590. W praktyce oznacza on także wsparcie ekspansji zagranicznej. Podbój rynków innych państw to pole do wspólnych działań firm i sektora finansowego

Liderzy biznesu z wysoko rozwiniętych gospodarczo krajów starają się jak najściślej współpracować podczas ekspansji na zagranicznych rynkach. Do legendy przeszło już korzystanie przez firmy niemieckie wyłącznie z niemieckich samochodów, włoskie tylko z włoskich banków, a francuskie z rodzimych telekomów. Innymi słowy współpraca kwitnie na tylu odcinkach, na ilu to możliwe. Tymczasem kooperacja gigantów polskiego biznesu na rynkach eksportowych nie jest już tak kompleksowa, a zdarza się, że nie ma jej wcale. I nie wynika to tylko z niedostatecznej oferty firm czy braku ich globalnego zasięgu.

Pozytywne przykłady

— Musimy sobie pomagać. Wzajemne wsparcie na świecie biznesu pochodzącego z tego samego kraju opłaca się wszystkim. Każda firma — czy dopiero startująca, czy działająca nawet już od dłuższego czasu za granicą, powinna szukać rodzimych kooperantów. By nie być gołosłownym, posłużę się przykładem — my, budując nasz biznes na Ukrainie, opieraliśmy się na współpracy z należącym do PKO BP KredoBankiem — powiedział Michał Krupiński, prezes PZU.

Taka sytuacja, zwłaszcza dla instytucji finansowej, jest wręcz wymarzona. PZU nie jest na Ukrainie konkurentem dla PKO BP, a KredoBank ma u naszego sąsiada ponad 110 oddziałów i jest obecny w 23 z 24 okręgów administracyjnych. Michał Krupiński wspomniał, że dla tak dużej grupy finansowej, jaką jest w Europie Środkowej PZU, współpraca na nowych rynkach z zaufanym partnerem, o podobnych doświadczeniach, z którym dodatkowo mamy jeszcze ułatwioną komunikację, to wyjątkowo cenna wartość dodana. Prezesowi PZU wtórował Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP. Zapowiedział,

STAWIAJMY NA SWOICH: Wzajemne wsparcie na świecie biznesu pochodzącego z tego samego kraju opłaca się wszystkim. Każda firma — czy dopiero startująca, czy działająca już od dłuższego czasu za granicą, powinna szukać rodzimych kooperantów — powiedział Michał Krupiński, prezes PZU (drugi od lewej). [FOT. MACIEJ GOCLON]

że wszędzie, gdzie polskie duże firmy prowadzą działalność, czy to w Niemczech, Czechach, czy nawet w Dubaju, powinny mieć wsparcie największego polskiego banku, który właśnie tam planuje otwierać swoje placówki.

Przyczółki ekspansji

— Dla całej branży finansowej to nowa szansa rynkowa. Nasz sektor bankowy już pokazał, że potrafi ją wykorzystywać. Takie zintegrowane działanie polskich firm za granicą nie tylko pozwala im rosnąć, ale też napędza gospodarkę w kraju i uruchamiając efekt synergii, otwiera możliwości ekspansji dla innych firm. Krótko mówiąc — im więcej rodzimego kapitału na polskim rynku bankowym, tym lepiej dla

nas, bo wtedy jesteśmy w stanie skuteczniej konkurować na zagranicznych rynkach — stwierdził Michał Krupiński.

Z perspektywy PZU tworzenie zagranicznych „hubów” polskich przedsiębiorstw jest bardzo korzystne. Michał Krupiński wspominał, że narodowy ubezpieczyciel prowadzi komplementarne usługi względem np. PKN Orlen czy PKP Cargo, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby szeroko współpracować na całym świecie . To, że Grupa PZU ma potencjał zagraniczny, pokazuje przykład Litwy czy Łotwy, gdzie jej podmioty zależne są rynkowym liderem. — Do podboju kolejnych rynków zagranicznych wykorzystujemy rozwiązania zastosowane już w spółkach naszej grupy,

zarówno podczas ekspansji krajowej, jak i zagranicznej, kiedy tworzyliśmy lub przejmowaliśmy, np. Alior Bank, Link4 oraz spółki bałtyckie. To też działa w obie strony. Do centrali implementujemy rozwiązania podpatrzone podczas rozwoju zagranicznego, głównie w Estonii — opowiadał Michał Krupiński.

Za mało własnego

Jako przykład niekorzystnej sytuacji, do której mogłoby dojść i w polskim sektorze finansowym, prezes PZU podał Czechy. Tam, zdaniem Michała Krupińskiego, wyraźnie widać koncentrację branży, ale w znaczeniu biegunowo odmiennym niż omawiana w Polsce konsolidacja sektora bankowego. U naszego południowego sąsiada jest

czterech głównych, zagranicznych graczy, którzy kontrolują 80 proc. rynku.

— W Czechach brakuje wyraźnego lidera, odpowiednika polskiego PKO BP, który nie dość, że ma silną pozycję, to jeszcze może pochwalić się narodowym kapitałem. W efekcie czeski rynek bankowy traci na konkurencyjności, bo nikt z graczy zagranicznych nie jest zainteresowany wdrażaniem innowacji. Trudno oczekiwać, aby nagle coś się zmieniło, zwłaszcza że zagraniczne banki matki często nadal liżą rany po kryzysie — mówił prezes PZU. Jego zdaniem, w takich okolicznościach jak czeskie, jeśli najwięksi gracze przygotowują jakieś scenariusze na zmianę sytuacji, to raczej na obronę

przed brakiem płynności na czas kryzysu. Co objawia się przede wszystkim wycofywaniem pieniędzy z rynku i zaprzestaniem akcji kredytowej. Nie ma tutaj miejsca na wsparcie lokalnego biznesu, a tym bardziej na ratowanie zagrożonej w takim przypadku pozycji dużych firm na zagranicznych rynkach.

Współpraca najważniejsza

Na Kongresie 590 prezesi największych firm podczas panelu dyskusyjnego omawiali różne scenariusze ekspansji i różne modele wsparcia. W każdym z nich przewijała się ścisła współpraca rodzimych producentów i usługodawców z polskim zapleczem finansowym. Pojawiły się pomysły otwierania wspólnych centrów eksportowych, rozsianych po całym świecie, gdzie siedzibę miałyby wszystkie największe przedsiębiorstwa z polskim kapitałem. Bliska współpraca, zwłaszcza z polskim sektorem finansowym, miałaby być też kołem ratunkowym w razie poważnych turbulencji w świecie biznesu, których ostatnio niemało, m.in. za sprawą polityki.

— Możemy sobie wyobrazić, że w państwach Unii Europejskiej nastąpi znaczne spowolnienie wzrostu gospodarczego. Nietrudno przewidzieć reakcję central banków zagranicznych. Ocena ryzyka zawsze będzie wyższa w Polsce niż na rodzimym podwórku, co oznacza, że w kryzysowych sytuacjach podejmą raczej decyzję o redukcji zaangażowania kapitałowego w naszym kraju, a nie o wzroście. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku instytucji o polskim rodowodzie. Dbając choćby o własne aktywa, będą robiły wszystko, aby nasze firmy ratować, także te, które popadły w problemy, inwestując za granicą, a lokalne instytucje finansowe nie są w stanie im pomóc — powiedział Michał Krupiński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera PZU SA

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Zysk nie kłóci się z patriotyzmem