Zyskaliśmy czas na sprzedaż aktywów

Marcin Goralewski
07-10-2002, 00:00

Wojciech Janczyk, prezes Elektrimu, obiecuje, że tym razem umowa z obligatariuszami w sprawie spłaty 2 mld zł długu zostanie zrealizowana. Firma nie ma jednak z czego się cieszyć. Choć pewnie nie zbankrutuje, to jednak zostanie wyprzedana po kawałku.

PB: Sąd otrzymał podanie o wycofanie wniosku o upadłość. Czy to oznacza, że rozprawy nie będzie?

Wojciech Janczyk: Sąd może rozpatrzyć wniosek przed rozprawą. Jeśli nie zdąży, to liczę, że będzie to pierwszy punkt rozprawy. I ostatni.

Wniosek może zostać odrzu- cony?

— Znając interpretacje prawne — nie. Sąd jest jednak najwyższym organem władzy w tym przypadku i to od niego zależy, co stanie się z naszym podaniem. Mam nadzieję, że przyjmie argument, że skoro dogadaliśmy się z wierzycielami, to wygasa główna przyczyna złożenia przez nas wniosku upadłościowego.

Kilku prezesów Elektrimu próbowało już wcześniej porozumieć się z obligatariuszami. Nie udawało się. Panu zajęło to niecałe dwa tygodnie...

— Zarówno ja, jak też wierzyciele doskonale wiedzieliśmy, że to ostatnia szansa na porozumienie. Paradoksalnie, zarówno wniosek o upadłość, jak również fakt, że Deutsche Telekom próbuje wykorzystać naszą sytuację przed wiedeńskim trybunałem arbitrażowym, sprawiła, że chcieliśmy szybko się porozumieć. Od początku naszych rozmów z obligatariuszami bardzo szczerze informowaliśmy ich o sytuacji Elektrimu. Nie było tajemnic. Udało się nam podpisać porozumienie, które nam daje szanse normalnie funkcjonować, a obligatariuszom - pewność odzyskania pieniędzy.

Jakie zalety ma porozumienie?

— Obligatariusze otrzymają wszystkie pieniądze, ale określonym czasie. Nie musimy spieszyć się ze sprzedażą aktywów.

Czy porozumienie wymaga akceptacji akcjonariuszy Elektrimu?

— Nie. Wymiana obligacji wymaga wyłącznie decyzji obligatariuszy. Musi ona zostać przez nich przegłosowana. Jeśli chodzi o wolumen, już teraz umowę popiera ponad 75 proc. wierzycieli. A to jest właśnie decydujący próg podczas głosowania nad umową. Z naszej strony zaoferowaliśmy jedno z trzech miejsc w zarządzie Elektrimu. Tę decyzję musi podjąć rada nadzorcza.

Jeśli rada się nie zgodzi...

— Jestem przekonany, że się zgodzi.

Kiedy porozumienie zacznie obowiązywać?

— Już obowiązuje. Częścią umowy jest punkt dotyczący zawieszenia broni. Jeśli chodzi o płatności, to pierwsze 25 mln EUR przekażemy, kiedy założymy rachunek bankowy. To kwestia kilku dni. Pieniądze przejdą na rachunek obligatariuszy w momencie, kiedy przegłosują porozumienie.

Zaplanowano już termin zgromadzenia obligatariuszy...

— Sądzę, że odbędzie się w ciągu kilku tygodni.

Znajduje Pan jakieś powody, dla których także to porozumienie mogłoby nie wejść w życie?

— Nie ma takiego ryzyka, chyba że z czegoś sobie nie zdaję sprawy. Opierając się na faktach, które znam, nie ma ryzyka dla realizacji porozumienia.

Do czwartku polscy wierzyciele mieli zadecydować, czy godzą się na przedstawione im warunki spłaty długów.

— Tak. Część wierzycieli już zdecydowała się na to. Pierwsze przelewy wykonaliśmy.

Jaka była cena tego porozumienia? Ile od momentu rozpoczęcia negocjacji ze spółki wypłynęło pieniędzy?

— Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Jako zarząd będziemy badać te sprawy. Teraz najważniejszą rzeczą jest zakończenie restrukturyzacji. Na historię na razie nie ma czasu.

Może nie ma czym się zajmować?

— Słyszę, czytam o różnych umowach podpisywanych przez poprzednie władze. Mam nadzieję, że za moich czasów dużych i niepotrzebnych wypływów pieniędzy z Elektrimu nie będzie. Wszystkie umowy po moim przyjściu do spółki zostały wymówione.

Co ze sprzedażą Elektrimu Telekomunikacji (ET)?

— Zarówno Vivendi, jak i my otrzymujemy wiele ofert od różnych inwestorów. Zaletą umowy z obligatariuszami jest to, że mamy czas do końca 2005 r. na sprzedaż aktywów. Nie ma więc pośpiechu. Kiedy pojawi się dobra oferta, ET zostanie sprzedany. Na razie prowadzimy wstępne rozmowy z różnymi inwestorami. Sprzedaż ET po dobrej cenie nie jest też prosta. Komplikuje ją chociażby proces arbitrażowy.

Pierwszą konferencję prasową rozpoczął Pan od słów, że nie ma Pan wizji rozwoju Elektrimu. Porozumienie pozwala już snuć plany na przyszłość?

— Musimy sprzedać część aktywów, aby spłacić wierzycieli...

...zostanie jednak Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin (PAK)...

— Moim zdaniem, PAK powinien mieć mocnego partnera — albo finansowego, albo branżowego. Na pewno będziemy prowadzić na ten temat rozmowy. Nie wiem jednak, czy akcjonariusze Elektrimu, którzy za jakiś czas będą mieli akcje spółki bez długów z majątkiem w postaci akcji PAK, będą chcieli wyjść z inwestycji i otrzymać gotówkę. Być może zadecydują o dalszych inwestycjach energetycznych. Za rok, dwa będzie można odpowiedzieć na to pytanie. Scenariusz, który zakłada wyprzedaż aktywów i podział gotówki, jest cały czas aktualny.

Elelktrim Telekomunikacja finalizuje już chyba sprzedaż Aster City. Czy pieniądze z tej transakcji trafią do Elektrimu?

— Jestem przekonany, że po zakończeniu tej transakcji Elektrim uzyska odpowiednie wpływy. Prowadzimy rozmowy z Vivendi, jak będą one duże.

Jakie będą losy El-Netu?

— Wiem o planach konsolidacji branży. To dobry pomysł, ale brakuje jeszcze dużo szczegółów takiej operacji. Na pewno sytuacja, w jakiej znajduje się Elektrim, wymaga szybkich decyzji i takie decyzje wspólnie z Vivendi podejmiemy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Goralewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Zyskaliśmy czas na sprzedaż aktywów