Żywność jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 27-11-2012, 00:00

Choć w ostatnich latach najmocniej wzrósł eksport papierosów i żywności, nadal zupełnie inne produkty pozostają liderami polskiej zagranicznej sprzedaży. Największym eksporterem pozostaje branża metalurgiczna.

W 2011 r. wyeksportowaliśmy stal i wyroby ze stali za 8,6 mld EUR. Żaden inny towar nie rozlewa się po zagranicznych rynkach bardziej niż ten. Numerem dwa są meble (7,3 mld EUR), mimo że ich producenci w ostatnich latach cierpią na słaby popyt zagraniczny. Na trzecim i czwartym miejscu plasują się produkty motoryzacyjne — samochody osobowe (6,8 mld EUR) i części do nich (6,5 mld EUR).

Cała ta czwórka nie zmieniła pozycji od 2004 r. Mimo dynamicznego wzrostu sprzedaży, papierosy — z eksportem na poziomie 1,2 mld EUR — znajdują się dopiero na 20. miejscu. Przez siedem lat awansowały jednak aż o 45 pozycji. Spośród branż czołówki spory awans zanotowały też farmaceutyki (19 pozycji), telewizory (17) oraz biżuteria i kamienie szlachetne (14). Najbardziej spektakularny spadek znaczenia zanotował eksport narzędzi i sztućców — kategoria ta spadła z 7. na 24. miejsce.

Co będzie hitem polskiego eksportu w kolejnych latach? Wygrają firmy produkujące nie tylko rękoma, ale również głową. Trudno przewidzieć, jakie produkty zawojują w przyszłości zagraniczne rynki, ale wszystko wskazuje na to, że rajd polskiej żywności jeszcze się nie skończył. Według ekonomistów, do nasycenia zagranicznych rynków ciągle daleko, zwłaszcza na Wchodzie.

— Potencjał dla eksportu żywności nadal jest duży. Jest jeszcze sporo rynków, np. w Rosji, na których jesteśmy stosunkowo mało obecni i polskie firmy powinny na te nowe rynki odważnie wchodzić. Mamy zaawansowane technologie produkcyjne, dzięki czemu tworzymy produkty wysokiej jakości, a jednocześnie konkurencyjne cenowo w stosunku do tych z Zachodu — mówi Piotr Bujak, główny ekonomista Banku Nordea.

Jednak nawet na terenie UE nadal możliwy jest wzrost dynamiki eksportu naszej żywności. Paradoksalnie, może nam pomóc w tym kryzys gospodarczy.

— Europa ma przed sobą jeszcze kilka lat słabej koniunktury. W takich warunkach trudno zwiększać eksport dóbr trwałego użytku, np. samochodów czy mebli, ale dla żywności to dobry czas. Obywatele UE muszą jeść, a w dodatku szukają tańszych, a równie dobrych produktów. To szansa dla naszych producentów — przekonuje Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK. Spore możliwości drzemią ciągle też w branży produkcji maszyn i urządzeń. Co prawda, w segmencie motoryzacyjnym pełnimy jedynie rolę dostawców komponentów i monterów samochodów, ale w produkcji mniej popularnych maszyn — np. tramwajów, linii produkcyjnych czy urządzeń specjalistycznych — radzimy sobie dobrze.

— Przez ostatnie lata ten sektor dość silnie się rozwinął. Mamy sporo polskich marek, świetnie radzących sobie na zagranicznych rynkach, np. bydgoskaPesa. Firmy mają więc bazę produkcyjną i dostęp do wielu dobrze wykształconych inżynierów. To jest bardzo cenne zaplecze do dalszej ekspansji — mówi Piotr Bujak.

Ekonomiści nie mają wątpliwości, że z każdym rokiem Polska będzie tracić atut, jakim są niskie koszty pracy. Kluczem do zaistnienia w eksporcie będzie jakość i innowacyjność wyrobów. To oznacza, że nadzieją są dla nas branże, w których najbardziejliczą się badania i rozwój (np. farmacja czy kosmetyki) lub tzw. design (np. odzież).

— Pojawia się coraz więcej firm z tych branż, które odważnie zdobywają zagraniczne rynki. W segmencie premium szansa na sukces jest stosunkowo niewielka, ale średnia półka — popularna, ale wymagająca od producenta pewnej innowacyjności i wiedzy specjalistycznej — jest jak najbardziej w naszym zasięgu — twierdzi Piotr Bujak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu