Ceny węgla na świecie spadły do historycznego minimum. Tona kosztuje zaledwie 70 USD.
4 grudnia to najważniejszy dzień dla branży górniczej. Barbórka to czas podsumowań i świętowania. Jednak dzisiaj trudno o radosną atmosferę. Ceny węgla energetycznego na świecie ostro pikują. 28 listopada w portach ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) płacono tylko 70,50 USD/t. Dla porównania: 1 lipca było to 236 USD/t. Następnego dnia spadła aż o 12 USD i kontynuowała marsz po równi pochyłej, oznaczając koniec czarnej hossy. Nad polskim kopalniami zawisło widmo kryzysu.
— W najtrudniejszej sytuacji znajdą się producenci węgla koksowego, ponieważ koncerny hutnicze ograniczyły produkcję i spadł popyt na koks. Ceny węgla koksowego obniżyły się na świecie o 30- -40 proc. — wylicza Marek Ściążko, dyrektor Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla.
Plan antykryzysowy
Największym producentem węgla koksowego w Unii Europejskiej jest Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW). Zarząd zapowiada wprowadzenie programu antykryzysowego, ale nie będzie to łatwe. Firma ma wysokie koszty stałe, związane m.in. z ostatnimi wymuszonymi podwyżkami płac. Poza tym potrzebuje miliardów złotych na utrzymanie poziomu wydobycia. W podobnej sytuacji są inne spółki.
— Program zakłada szukanie oszczędności, ale bez cięć w zakresie podstawowych inwestycji — wyjaśnia Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzecznik JSW.
Spadek cen węgla na świecie odbije się na wynikach Kompanii Węglowej (KW) i Katowickiego Holdingu Węglowego (KHW).
— Prowadzimy negocjacje cenowe z odbiorcami, ale sytuacja na rynku jest niestabilna — mówi Leon Kurczabiński, główny specjalista ds. handlu w KHW.
Żądza pieniądza
Spadek cen na rynkach międzynarodowych i spadek wydobycia w polskich kopalniach negatywnie odbijają się na Węglokoksie, największym eksporterze węgla.
— Nie wiemy, ile węgla wyeksportujemy w 2009 r. W ubiegłym roku kopalnie obiecały nam dostarczyć 10,5 mln ton węgla, a dostaniemy około 7 mln ton — mówi Piotr Kozioł, prezes Węglokoksu.
Joanna Strzelec-Łobodzińska, wiceminister gospodarki, przyznaje, że w tym roku po raz pierwszy w historii górnictwa wielkość importu przekroczy wielkość eksportu.
Z danych Ministerstwa Gospodarki wynika, że dzięki wysokim cenom w pierwszych trzech kwartałach roku spółki węglowe miały 3,6 mld zł dodatkowych przychodów.
— Górnictwo przespało hossę, a zyski skonsumowało, zamiast inwestować, i teraz zacznie wyciągać rękę do państwa o pomoc — uważa prof. Andrzej Barczak z Akademii Ekonomicznej w Katowicach.
Bogusław Ziętek, szef Solidarności 80, już lansuje hasło wsparcia górnictwa pieniędzmi funduszy emerytalnych.
— Mogą one przeznaczyć posiadane fundusze na inwestycje w górnictwie, np. w nowe złoża w JSW, zamiast lokować je na niepewnej giełdzie — mówi Bogusław Ziętek.
Na koniec września zobowiązania kopalni sięgały 5,8 mld zł, a potrzeby inwestycyjne do 2015 r. — 19 mld zł.