Donald Tusk uważa, że w kwestii deficytu budżetowego i przyrostu długu publicznego Polska jest mniej więcej w połowie stawki europejskiej.
"A gdybyśmy przyjęli ten sposób liczenia, który obowiązuje niemal w całej UE, to w kwestii deficytu mielibyśmy powód do niełatwej, ale też satysfakcji, bo byłaby to grupa sześciu, siedmiu najlepiej stojących w tej kwestii państw" - podkreślił szef rządu.
Dodał jednak, że to nie zwalnia jego rządu z obowiązku szukania sposobów na ograniczanie zagrożenia rosnącym deficytem budżetowym. Dlatego, jak mówił, będzie poszukiwał "rozwiązań, które tu i teraz, w odniesieniu do życia każdej polskiej rodziny, nie będą przesadnie dokuczliwe".
"Z naszego punktu widzenia ograniczanie długu i deficytu publicznego jest tak samo ważne, jak niepodnoszenie danin publicznych i jak wzrost wynagrodzeń. Chcemy możliwie w sposób zrównoważony dzielić to, co daje się wypracować ponad zero. I dlatego tak ważne dla nas, by to zawsze było na plus" - powiedział Tusk.
Jego zdaniem, jeśli polska gospodarka będzie się rozwijać, to rząd nadal będzie mógł prowadzić "ostrożną, bardzo proludzką, prorodzinną strategię gospodarczą" polegającą na ograniczeniu zadłużenia i deficytu.
"Nasz ostrożny optymizm jest uprawniony także jeśli chodzi o przyszłość. Zarówno ten rok, jak i przyszły to będzie nadal rok liderowania Polski w Europie, jeśli chodzi o wzrost. To nie była tylko sezonowa przygoda" - zapewnił szef rządu.
Premier Donald Tusk opisując działania swego gabinetu w walce z kryzysem, przypomniał, że jego rząd opracował specjalny pakiet antykryzysowy, nie uległ ponadto presji dofinansowania niektórych branży, które domagały się dodatkowych pieniędzy.
Premier powiedział na piątkowej konferencji, że pakiet antykryzysowy "został tak przygotowany, że działa niezwykle powściągliwie - to znaczy, że trafiają do tych łatwiejszych pieniędzy tylko ci, którzy rzeczywiście stracili wszystkie swoje szanse z tytułu kryzysu".
"Mam wielką satysfakcję, że ich jest tak niewiele i (...) że nie ulegliśmy tej presji, żeby pieniądze dostała ta branża, czy ta grupa zadłużonych, z własnej winy zadłużonych, żeby te banki dostały wsparcie ponad miarę" - mówił szef rządu.
Podkreślił, że bardzo ważny dla polskiej gospodarki jest "prawdziwy popyt wewnętrzny, wynikający z gotowości Polaków do powiedzenia nie kryzysowi i normalnego kupowania produktów, normalnego niekryzysowego zachowania się na rynku".
"I uznaliśmy, że w związku z tym, te strumienie pieniędzy, które do Polaków docierały, powinny dalej docierać, ale raczej do każdej polskiej rodziny. Uznaliśmy - co było naprawdę odważną decyzją - że będziemy dbali o to, aby to mikrodecyzje finansowe, milionów ludzi, każdego dnia (...) stały się jakby bazą, podstawą tego polskiego bezpieczeństwa w czasie kryzysu i to się sprawdziło" - mówił Tusk.
Premier zwrócił też uwagę, że zimą tego roku, w czasie najostrzejszej fazy kryzysu walutowego, rząd postanowił o podjęciu "niestandardowych decyzji o interwencji o charakterze słownym, a kiedy trzeba by było, także faktycznym, po to, żeby relacja euro do złotówki nie poszybowała powyżej 5 złotych".
"Zrobiliśmy to, dostaliśmy po głowie od niektórych, i po kilku dniach okazało się, że tak naprawdę problem tych gwałtownych wahań kursowych zniknął" - podkreślił szef rządu.