Informacja o planach nowej emisji akcji przez Baumę pokrzyżowała plany szybkiego zarobku spekulantom, którzy ostatnio panoszą się na rynku akcji o symbolicznym free float. A wydawało się, że po przejęciu przez hiszpańską Ulmę, akcje Baumy odejdą w giełdowy niebyt. Tymczasem w piątek na zamknięciu kurs budowlanej firmy wzrósł o 43,5 proc., ale musiał uznać wyższość Capital Partners, który w dniu debiutu zyskał 200 proc.
Schemat był podobny jak w poprzednich przypadkach: gwałtowną zwyżkę zanotowała firma, gdzie w rękach jednego udziałowca jest większość kapitału. Wykorzystując minimalną płynność, bardzo łatwo wyciągnąć kurs i zamrozić na poziomie widełek nawet zleceniami o małej wartości. Wczoraj kurs Baumy już zniżkował o jakieś 20 proc. Czy to koniec spekulacji? Mogłoby się wydawać, że tak. Wiele wskazuje na to, że nowy inwestor wkrótce wycofa polską spółką z giełdy. Wtedy zamiast kolejnego wezwania na resztówkę akcji prawdopodobnie skupiłby ją poprzez tzw. wyciśnięcie już po wyjściu z publicznego obrotu. Jednak na początku tygodnia Bauma poinformowała o planach nowej emisji 465 tys. akcji, które będą prawdopodobnie przeznaczone dla obligatariuszy spółki. Obecnie jej kapitał dzieli się na 4,4 mln walorów. Decyzja w sprawie emisji ma być podjęta 14 września. Może więc Bauma tak szybko nie pożegna się z rynkiem.
Informacja o emisji nowych papierów, która rozwadnia kapitał akcyjny, zwykle przyczynia się do czasowego osłabienia kursu na giełdzie. Jednak nie jest wykluczone, że giełdowi hazardziści pokuszą się o jeszcze jedną próbę podciągnięcia kursu Baumy.