Inflacja szybko spada, ale w tle widać jej uporczywość

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2023-10-31 11:40

Ceny konsumpcyjne w Polsce rosną coraz wolniej - w październiku kolejny miesiąc z rzędu inflacja zaskoczyła na minus. Głębiej w danych widać stabilizację ich dynamiki na podwyższonym poziomie. Generalnie inflacja podąża w pobliżu ścieżki nakreślonej w projekcji banku centralnego, która jednocześnie przewidywała, że powrót do celu inflacyjnego zajmie kilka lat.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Inflacja cen towarów i usług konsumpcyjnych w Polsce wyniosła w październiku 6,5 proc. wobec 8,2 proc. we wrześniu - wynika ze wstępnych oszacowań GUS. Ostateczne dane urząd poda w połowie listopada. Wstępne były nieco lepsze od mediany prognoz ekonomistów wynoszącej 6,6 proc.

Odczyt jest bardzo dobry. Ceny rosną coraz wolniej, uwalniając potencjał nabywczy konsumentów, pozwalając gospodarstwom domowym nabywać więcej towarów i usług. Co ważne, rosną też znacznie wolniej od oczekiwań sprzed roku. W grudniu prognozy ekonomistów dotyczące inflacji w ostatnim kwartale 2023 r. przewidywały prawie 10 proc. Widać, że będziemy ok. 3,5 pkt proc. niżej. Różnica jest duża.

Za zmniejszenie się inflacji w październiku w stosunku do września odpowiada m.in. szybszy spadek cen paliw - o 14,4 proc. r/r wobec 7 proc. miesiąc wcześniej. Jest to zasługa przedwyborczych obniżek cen przez Orlen. Na to nałożyły się silne efekty bazy statystycznej. To znaczy, że w zeszłym roku w październiku ceny bardzo mocno wzrosły i z tego powodu w tym roku między wrześniem a październikiem roczna dynamika istotnie się zmniejszyła. Dotyczy to szczególnie cen żywności i energii.

Natomiast głębiej w danych widać, że proces dezinflacji powoli wytraca prędkość. W kolejnych miesiącach nie możemy już liczyć na silny spadek inflacji. Wskazują na to np. zmiany cen z miesiąca na miesiąc nieuwzględniające żywności, energii, paliw i sezonowości - stabilizują się one w przedziale 0,5-0,6 proc. (patrz wykres). Jeżeli rosłyby tak przez cały rok, inflacja znalazłaby się w przedziale 6-7,5 proc. Ten wskaźnik mówi nam, jaka jest fundamentalna inflacja w Polsce, bez wpływu efektów bazy statystycznej czy zmian cen surowców. Warto zwrócić uwagę, że na przykład w Stanach Zjednoczonych analogiczny wskaźnik wynosi ok. 3 proc. i w tych warunkach Fed wciąż jest skłonny do utrzymywania stopy procentowej powyżej 5 proc.

Co dalej? W korzystnych okolicznościach efekty wysokiej bazy statystycznej oraz korzystnych zmian cen paliw i żywności mogą sprawić, że główny wskaźnik inflacji spadnie z obecnych 6,5 proc. do ok. 4-5 proc. na początku przyszłego roku. To przy założeniu, że nie dojdzie do odmrożenia cen energii, przywrócenia podatku VAT na żywność i znaczących podwyżek cen paliw. Na tym dezinflacja prawdopodobnie się zakończy.

Droga z 5 proc. do 2,5 proc., czyli do celu inflacyjnego NBP, może być już długa. Ten ostatni krok będzie najtrudniejszy, bo będzie wymagał stopniowego wygaszania presji płacowej (nominalnej, nie realnej). A to w warunkach niskiego bezrobocia może być proces rozciągnięty na wiele kwartałów, a może nawet lat. W lipcowej projekcji NBP przewidywał, że inflacja zbliży się do celu inflacyjnego NBP dopiero na przełomie 2025 i 2026 r. Obecna ścieżka inflacji jest o ok. 1 pkt proc. niższa od tamtego scenariusza, ale wynika to wyłącznie ze zmian regulacyjnych i quasi-regulacyjnych (obniżka cen przez Orlen). Fundamentalna presja cenowa nie jest niższa od przewidywań, a dodatkowo stopy procentowe są niższe od scenariusza z lipca (który standardowo zakładał utrzymanie stóp bez zmian), a deficyt fiskalny może być wyższy. Stopniowo przechodzimy od dezinflacji raptownej do dezinflacji powolnej.