Królu, przesiądź się do golfa

Od kluczyków do starego volkswagena w dłoni korona z głowy nie spadnie, bo w garażach sprytnych inwestorów stoją gruchoty aż nieprzyzwoite

Na myśl o samochodach kolekcjonerskich najprościej jest albo w ogóle nie zaprzątać sobie głowy odległą historią i śledzić wyłącznie lśniące nowości, albo zabrnąć w sentymentach do czasów, kiedy auta przypominały jeszcze powozy, a każdą pasażerkę opinał gorset. Kilkunastoletni mercedes — jakby wzięty z postoju taksówek przy mniej obleganym dworcu — pozornie nie pasuje więc do tej kategorii, ale eksperci są zgodni, że przewrotność rynku inwestycyjnych samochodów sprowadza się właśnie do tego, żeby zauważyć skarb, kiedy patrzy się na złom.

Zobacz więcej

GOLF CLUB: Mimo że stary volkswagen nie wydaje się specjalnie elitarny, eksperci zapewniają, że nawet dobrze zachowany golf Mk II ma inwestycyjny potencjał. W wersji GTI od początku 2007 r. zdrożał już 122 proc., według danych Hagerty. BABY-BENZ:Tak potocznie określano Mercedesa- -Benza 190, rozwijającego maksymalną prędkość 175 km/h. Polecany jako lokata model 190E (na zdj.) mógł go prześcignąć, rozpędzając się do 195 km/h. Fot. ARC

84 proc. w pół roku

Potoczne, mało litościwe określenie nie wpasowuje się jednak w skalę, którą posługiwali się analitycy Hagerty, opracowując najświeższą listę kolekcjonerskich okazji poniżej 10 tys. USD (33,8 tys. zł). Żeby dobrze prześledzić zmiany popytu i średnich cen, trzeba było wyróżnić cztery podstawowe stany zachowania — z konkursowym i olśniewająco wypielęgnowanym na szczycie i przyzwoitym na samym dole. W rekomendacjach analityków przewija się przeciętna cena za auto w stanie trzecim, a więc po prostu dobrym, bez usterek widocznych z perspektywy przechodnia i w gotowości do drogi.

Mimo większej tolerancji na drobniejsze ślady użytkowania i tak trudno sobie jednak wyobrazić, że przy tym ciasnym ograniczeniu budżetu można zainwestować w sen Kowalskiego, czyli sportowego mercedesa, który prześcignąłby porsche i zapierał dech na parkingu pod blokiem.

Jak się okazuje, przy odrobinie dystansu obie fantazje można mieć przeciętnie za 8,2 tys. USD (27,7 tys. zł), bo pozbawiony dachu Mercedes-Benz SLK pojawił się w 1996 r. właśnie po to, żeby konkurować z opływowym Porsche Boxter i BMW Z3, pierwszym popularniejszym roadsterem marki. Sama wygładzona linia — oddzielająca graty od zdobyczy nowoczesności — pojawiła się natomiast w modelu wprowadzonym rok wcześniej, cicho jeżdżącym mercedesie W210. Jak podaje Hagerty, jego średnia cena na rynku wtórnym to teraz ponad 9,8 tys. USD (33 tys. zł), a dzięki podatności przednich błotników i brzegów drzwi na korozję niespodziewany inwestycyjny walor zyskują okazy niezajęte rdzą.

Chociaż zderzenie takiej prozy lat 90. z nienaganną wizją kolekcjonerskich perełek może być wstrząsające, na liście z potencjałem jest jeszcze trzeci mercedes — kanciasty 190E — z przeciętną ceną poniżej 4,8 tys. USD (16 tys. zł) i wyblakłą aurą luksusu nieosiągalnego w czasach transformacji. Mimo że produkcja modelu ustała w 1993 r., zamykając podaż na poziomie bliskim 1,8 mln egzemplarzy, analitycy twierdzą, że po stronie popytu dojrzała już nowa generacja. Wskrzeszając hity „Spice Girls”, w pół roku potrafiła podnieść cenę modelu 190 w stanie dobrym o prawie 31 proc., a w stanie konkursowym — o 84 proc., licząc od maja 2016 r.

Formuła niepierwsza

Na ten sam okres 1984-93 r. przypadła również produkcja innej graniastej, niemieckiej ikony, BMW serii 3, E30. Chociaż na całym świecie na drogi wyjechało łącznie ponad 2 mln takich popisów ówczesnego dizajnu, cena na aktualnych wykresach rzeczywiście drgnęła, a obserwatorzy rynku przestrzegają, że obecna średnia 9,8 tys. USD (33 tys. zł) niebawem już się na liście osiągalnych klasyków nie pojawi.

Nie opuszczając zachodniego sąsiada, można spróbować jednak inwestycji, kupując o połowę taniej — niewiele ponad 5 tys. USD (16,9 tys. zł) kosztuje przeciętnie Volkswagen Golf Mk II, do tej pory raczej niepodejrzewany o szczególną moc zwiększania wartości.

Opuszczając fabrykę w 1983 r., miał przewodzić fali hatchbacków z napędem przednim, ale — jak się szybko okazało — w tym czasie swoje wersje wyprodukowały m.in. Fiat, Ford, Opel, Renault, Toyota, Nissan i Subaru. Scenariusz mógł być bardziej przyziemny, ale lekko spóźnionemu golfowi i tak udało się przyćmić konkurencję, a zanim produkcja ustała w 1992 r., z taśmy zjechało aż 6,3 mln egzemplarzy. Jak podkreślają eksperci z Hagerty, golfy raczej nie zawodzą, a w morzu części zamiennych zawsze można coś znaleźć, dlatego myśląc już o tak przekornej lokacie, warto spojrzeć na legendę segmentu, osławionego golfa GTI.

Za popularnym skrótem stoi Grand Tourer Injection, który jednocześnie oznacza układ wtryskowy silnika i rozczulające kolekcjonerów nawiązanie do kategorii gran turismo (GT), kojarzonej z wielkomiejskim luksusem. Żeby nie brukać już przesadnie zasłużonych GT, branża utarła stosowniejsze określenie „hot hatch”, odnoszące się do usportowionych wersji aut typowo osobowych i kompaktowych, którym przydano trochę atrybutów, żeby wzmocnić osiągi. Dla inwestującej blondynki hatchback to nazwa nadwozia z tylnymi drzwiami, co oznacza, że planując zasiąść na kanapie, nie trzeba balansować między fotelami.

Dla inwestującego króla osiedla to równie elementarne jak fakt, że sportowa kierownica małego golfa oznacza, że samochód, którego kluczyki kładzie się z dumą na stole, jest prawie rajdowy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Królu, przesiądź się do golfa