Kolejarze z PKP PLK dla 100 zł podwyżki gotowi są zatrzymać pociągi w całym kraju. Żeby tylko nie wykoleili spółki.
Wczoraj na dwie godziny zamarł ruch najpierw na dworcu w Krakowie, potem w Kutnie. To kolejarze z PKP Polskie Linie Kolejowe postanowili zdyscyplinować zarząd, z którym nie mogą porozumieć się w sprawie podwyżek.
Bo to źli ludzie są
— Ta forma nacisku na pracodawcę została zastosowana przez związki zawodowe mimo że trwają negocjacje płacowe, a kolejna ich runda jest zaplanowana na dziś. Oświadczamy, że uznajemy protest, którego skutki dotykają pasażerów, za nieuzasadniony — mówi Krzysztof Łańcucki, rzecznik PKP PLK.
— Rozmowy prowadzą donikąd. Oferta zarządu, który zaproponował 20 zł podwyżki, jest dla nas nie do przyjęcia — twierdzi Aleksander Motyka, przewodniczący Związku Zawodowego Dyżurnych.
Dwa lata bez grosza
Od dwóch lat pracownicy PLK nie dostali grosza podwyżki. Przeciętna miesięczna wypłata w spółce stanowi 80 proc. średniej krajowej — niewiele ponad 2 tys. zł. Żądania płacowe załogi nie są wygórowane — 100 zł do podstawowego uposażenia, co razem z dodatkami daje 160 zł brutto na głowę. Niewielka kwota per capita pomnożona przez 45 tys. pracowników urasta do gigantycznej sumy, szacowanej przez PKP PLK na 50 mln zł. Spółki na taki wydatek nie stać. 2006 r. skończyła z 79 mln zł na minusie i jedyne, na co z trudem może sobie pozwolić, to minimalna podwyżka rzędu kilkudziesięciu złotych.
Związkowcy z PLK mają świadomość, że ich pracodawca jest goły, dlatego formalnie weszli w spór zbiorowy z zarządem spółki, ale ostrze protestu wymierzyli we właściciela, czyli PKP, oraz Ministerstwo Transportu.
— Dziś spotykamy się na rozmowach ostatniej szansy. Jeśli nie uda nam się porozumieć, od przyszłego tygodnia zaczynamy protesty w całym kraju — zapowiada Stanisław Kokot, wiceprzewodniczący NSZZ Solidarność w PKP PLK.
Próbkę swoich możliwości kolejarze dali wczoraj w Krakowie i Kutnie. W przyszłym tygodniu blokady mają objąć kolejne ważne węzły komunikacyjne. Kolejarze nie wykluczają ostatecznego rozwiązania, czyli strajku ogólnopolskiego.
— Parcie załogi na podwyżki jest ogromne. Ludzie widzą, jak zarabia się w innych branżach. Nasze żądania i tak są bardzo umiarkowane. Nie domagamy się 500 zł podwyżki, tylko stu — mówi Henryk Sikora, szef kolejowej Solidarności w Krakowie, organizator wczorajszego protestu.
Na torach donikąd
Tyle tylko że nawet tak mała podwyżka może wykoleić PLK.
— Spółka ma duże proble-my finansowe. Nie płaci swoim podwykonawcom i stoi przed realną groźbą utraty płynności finansowej — mówi Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.
Przeterminowane należności PLK wobec kontrahentów wynoszą 300 mln zł. Kolejne 200 mln zł to zaległości z tytułu niezapłaconego podatku VAT. Firma stanęłaby na nogi, gdyby udało się jej odzyskać pieniądze od swojego dłużnika PKP Przewozy Regionalne, które winne są siostrzanej spółce kilkaset milionów złotych. Na to się jednak nie zanosi, ponieważ rząd nie zamie- rza na razie oddłużać przewoźnika.