Zarządca zapracował na swoje wynagrodzenie — tak skwitowali listę wierzytelności Elektrimu internauci, odwiedzający portal pb.pl. Faktycznie, to lista marzeń, a uzasadnienia odmów uznania długów są prawnym majster- sztykiem.
Z analizy wynika, że największe pieniądze Elektrim powinien oddać firmie PAI Media, zależnej od Zygmunta Solorza-Żaka, największego akcjonariusza spółki. Zarządca uznał zgłoszoną kwotę 240 mln zł. Na drugim miejscu jest spółka Laris Investment, czyli prawdopodobnie własny wehikuł inwestycyjny Elektrimu. Tej firmie Elektrim może oddać 53 mln zł. Najwięcej miejsca — choć z niewielkimi kwotami — zajmują właściciele akcji pracowniczych elektrowni PAK, którzy potwierdzili prawa do pieniędzy wyrokami sądowymi. Pozostałe znaczniejsze wierzytelności to dosłownie kilka milionów złotych.
„To jest gra Solorza przeciw wszystkim wielkim, i chyba nawet nie o pieniądze chodzi, ale o prestiż. Tak to wygląda. Wygrana ze sławnym funduszem Elliot (który podobno jeszcze nigdy nie przegrał na gruncie prawnym — ba, nawet wygrał z jednym z państw afrykańskich), otworzy Solorzowi drzwi do światowego biznesu” — napisał do nas jeden z czytelników portalu.
Mistrzostwo świata
Przy największych wierzytelnościach nie ma wyjaśnienia, na jakiej podstawie zostały uznane przez zarządcę. Sędzia zwrócił się do niego o uzupełnienie pozycji m.in. w wypadku Laris Investment. To spółka, do której w ubiegłym roku Elektrim przeniósł akcje Rafako. Jest ona także powiązana kapitałowo z zaliczanym do najcenniejszych aktywów Elektrimu — Praskim Portem.
Maciej Niebrzydowski, który zarządza portfelem Elżbiety Sjoeblom (nadal ma ponad 5 proc. akcji Elektrimu), jest bardzo zadowolony z kształtu listy.
— Brawa dla zarządu, który bronił spółki najlepiej jak mógł i świetnie mu to wyszło. I dla pana Solorza, który rozegrał sprawę po mistrzowsku, choć upadłość wydawała się nieuchronna — mówi Maciej Niebrzydowski.
Inwestor, który zawsze wierzył w Elektrim, pozostaje optymistą, mimo że spodziewa się licznych zażaleń na decyzje zarządcy.
— Myślę, że sąd odrzuci większość zażaleń i do końca roku lub na początku przyszłego sprawa upadłości zostanie ostatecznie wyjaśniona — przewiduje Maciej Niebrzydowski.
Było, nie ma
Obecna lista ma bardzo niewiele wspólnego z tą, którą spółka dołączyła do wniosku o upadłość. Przypomnijmy — największą należnością wskazaną w ubiegłym roku przez Elektrim było 1,97 mln zł dla Darimaksu, który także jest firmą z grupy Elka (prawdopodobnie zależną od Mega Investments). Według naszych informacji, to roszczenie zostało wycofane z akt już w maju. Kolejną co do wielkości kwotą, do której przyznawał się Elektrim, było wtedy 1,97 mld zł dla Elektrimu Finance — dość tajemnicza wierzytelność, bo istniała także identyczna należność. Zarządca odrzucił jej zasadność.
W pierwszej trójce wierzytelności, do których przyznawał się Elektrim, był też skarb państwa — kwota ponad 550 mln zł. Korzenie tej należności pochodzą jeszcze z 1990 r., kiedy to Elektrim był spółką państwową. Józef Syska, zarządca firmy, jednak odmówił jej uznania.
Niecałe 800 tys. zł dostanie (jeśli lista pozostanie w takim kształcie) związana z Elektrimem spółka Apena, a około miliona złotych — fundusz Manchester Securities (z grupy Elliot). Pewne kwoty mogą dostać także kancelaria prawna Wypychowska i Wspólnicy oraz Dariusz Staszak (również związany kiedyś z Elektrimem, był m.in. w radzie nadzorczej PAK).