Inwestorzy surowo oceniają polskie startupy. Jedynie kilka procent pomysłów ma rynkowe szanse. Reszta upadnie.
Kilka dni temu okazało się, że 90 proc. wniosków o unijne dofinansowanie e-biznesów z programu 8.1 zostało odrzuconych. Szok? Być może dla pamiętających wcześniejszą hojność Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP). Zarządzający polskimi funduszami inwestującymi w internetowe startupy uważają, że gdyby to oni oceniali wnioski, szczęśliwców byłoby jeszcze mniej.
Com czeka was
— Sto mejli, dziesięć spotkań, jedna inwestycja — mówi Marek Rusiecki, członek zarządu Xevin Investments, inwestującego m.in. w Grono.net.
— Na świecie, także w Polsce, trwa boom na startupy, ale większość tych z programu 8.1 za kilka lat będzie tylko wspomnieniem — uważa Krzysztof Bełech, od sześciu lat zarządzający funduszami kapitału zalążkowego Satus.
W najbliższym czasie na NewConnect wejdzie wspierany przez Satusa serwis internetowy dla dzieci Ciufcia.pl. Weźmie z rynku 3 mln zł. Po co? By rozwijać się za granicą. W razie sukcesu stopa zwrotu z takiej międzynarodowej inwestycji jest najwyższa.
— Polskie startupy mają tę wadę, że rodzą się na dużym rynku, gdzie można dobrze żyć z klona eBaya czy Groupona. Przewagę nad nami mają projekty z małych krajów. Słoweńcy i Estończycy od razu myślą w kategoriach międzynarodowych, bo tylko tak mogą osiągnąć odpowiednią skalę przychodów. Zaczynają po angielsku i z domeną z "com" — mówi Krzysztof Kowalczyk, partner w HardGamma Ventures, udziałowiec polskiego startupu Codility. com.
Pazerność inwestorów
Codility ma za sobą wiele sukcesów w staraniach o fundusze spoza Polski. Jednak coś za coś. Jej twórcy dużo czasu spędzają za granicą, spółka ma siedzibę w Londynie i została tam przerejestrowana. Dziś pomaga w rekrutacji programistów m.in. dla Google’a czy firm współpracujących z US Army.
— Dla inwestorów w Polsce organizujemy spotkania Warsaw Pitch Rally. Tam prezentują się zaproszone przez nas startupy. Na początek muszą przez trzy minuty po angielsku prezentować swoje walory. Tak sprawdzamy, czy pomysłodawcy e-biznesów są gotowi na pracę poza krajem — przyznaje Krzysztof Kowalczyk.
W Polsce startujące biznesy mają dwa problemy: pazerność założycieli i inwestujących w nie funduszy.
— Zdarzają się osoby żądające milionów niemal za sam pomysł. A z drugiej strony fundusze obejmujące na starcie duże pakiety akcji potrafią zablokować dobór innych inwestorów w kolejnych fazach — podkreśla Krzysztof Kowalczyk.