Pełen wad jak startup

Karol Jedliński
opublikowano: 2011-03-29 00:00

Inwestorzy surowo oceniają polskie startupy. Jedynie kilka procent pomysłów ma rynkowe szanse. Reszta upadnie.

Inwestorzy surowo oceniają polskie startupy. Jedynie kilka procent pomysłów ma rynkowe szanse. Reszta upadnie.

Kilka dni temu okazało się, że 90 proc. wniosków o unijne dofinansowanie e-biznesów z programu 8.1 zostało odrzuconych. Szok? Być może dla pamiętających wcześniejszą hojność Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP). Zarządzający polskimi funduszami inwestującymi w internetowe startupy uważają, że gdyby to oni oceniali wnioski, szczęśliwców byłoby jeszcze mniej.

Com czeka was

— Sto mejli, dziesięć spotkań, jedna inwestycja — mówi Marek Rusiecki, członek zarządu Xevin Investments, inwestującego m.in. w Grono.net.

— Na świecie, także w Polsce, trwa boom na startupy, ale większość tych z programu 8.1 za kilka lat będzie tylko wspomnieniem — uważa Krzysztof Bełech, od sześciu lat zarządzający funduszami kapitału zalążkowego Satus.

W najbliższym czasie na NewConnect wejdzie wspierany przez Satusa serwis internetowy dla dzieci Ciufcia.pl. Weźmie z rynku 3 mln zł. Po co? By rozwijać się za granicą. W razie sukcesu stopa zwrotu z takiej międzynarodowej inwestycji jest najwyższa.

— Polskie startupy mają tę wadę, że rodzą się na dużym rynku, gdzie można dobrze żyć z klona eBaya czy Groupona. Przewagę nad nami mają projekty z małych krajów. Słoweńcy i Estończycy od razu myślą w kategoriach międzynarodowych, bo tylko tak mogą osiągnąć odpowiednią skalę przychodów. Zaczynają po angielsku i z domeną z "com" — mówi Krzysztof Kowalczyk, partner w HardGamma Ventures, udziałowiec polskiego startupu Codility. com.

Pazerność inwestorów

Codility ma za sobą wiele sukcesów w staraniach o fundusze spoza Polski. Jednak coś za coś. Jej twórcy dużo czasu spędzają za granicą, spółka ma siedzibę w Londynie i została tam przerejestrowana. Dziś pomaga w rekrutacji programistów m.in. dla Google’a czy firm współpracujących z US Army.

— Dla inwestorów w Polsce organizujemy spotkania Warsaw Pitch Rally. Tam prezentują się zaproszone przez nas startupy. Na początek muszą przez trzy minuty po angielsku prezentować swoje walory. Tak sprawdzamy, czy pomysłodawcy e-biznesów są gotowi na pracę poza krajem — przyznaje Krzysztof Kowalczyk.

W Polsce startujące biznesy mają dwa problemy: pazerność założycieli i inwestujących w nie funduszy.

— Zdarzają się osoby żądające milionów niemal za sam pomysł. A z drugiej strony fundusze obejmujące na starcie duże pakiety akcji potrafią zablokować dobór innych inwestorów w kolejnych fazach — podkreśla Krzysztof Kowalczyk.