Perfekcjonizm zasługuje na lepszy PR

Ta sama obsesja, która jednych spycha na samo dno cierpienia i zgryzot, innych prowadzi na szczyty

Joseph Grand, bohater „Dżumy” Alberta Camusa, chciał zostać wielkim pisarzem i stworzyć powieść, która przyniosłaby mu nieśmiertelną sławę. Zatrzymał się jednak na pierwszym zdaniu. Pisał je ciągle od nowa. Dziesiątki, setki i tysiące razy. Każda kolejna wersja rozczarowywała go coraz bardziej. Nieosiągalny ideał zabił marzenie niedoszłego autora. „Perfekcyjne tendencje u niektórych osób zbliżają się do sfery niezdrowej, przyczyniając się do niezdecydowania, odwlekania decyzji, podatności na obsesje, depresji, a czasem nadmiernego krytycyzmu — nawet pogardy — dla tych, którzy nie dorastają do ich standardów” — tłumaczy amerykański psycholog w książce „W pułapce perfekcjonizmu. Prosta droga do porażki”. A jednak są ludzie, których pomimo obsesji na punkcie jakości cechuje efektywność i emocjonalna dojrzałość. Gdzie kończy się szkodliwe dążenie do doskonałości, a zaczyna godny pochwały perfekcjonizm?

Zobacz więcej

MOTOR ROZWOJU: Gdyby nie perfekcjonizm, wiele wspaniałych biznesów i wynalazków w ogóle by nie powstało — mówi Julia Izmałkowa, psycholog, założycielka i szefowa agencji badawczej Izmałkowa. Fot. Grzegorz Kawecki

Krew, pot i łzy

„Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz” — starą maksymę narciarzy lubi powtarzać Michał Gembal, dyrektor marketingu w firmie Arcus. Uważa, że nie ma rozwoju bez upadków, porażek i błędów. Twierdzi, że nawet osiągnięcia, sukcesy, którymi tak się szczycimy, naznaczone są jakimiś brakami. Nie dość tego: dopóki widzimy, jak daleko nam do ideału i z tego powodu nie rozpaczamy, możemy być o siebie spokojni. Problemem byłby całkowity brak samokrytycyzmu. Profesjonalistę — podkreśla — możnapoznać po tym, że widzi swoje niedostatki, ale umie je zaakceptować.

— Media i show-biznes tworzą wzorce piękna, sprawności fizycznej, zdrowia albo idealnej rodziny, którym zwykłemu Kowalskiemu trudno sprostać. To może go wpędzić w kompleksy i frustrację. Podobnie jest z kulturą zarządzania, która zbyt wysoko zawiesza ludziom poprzeczkę — na początku wyzwala to w nich ambicje, chęć rywalizacji, z czasem prowadzi do zniechęcenia — mówi Michał Gembal.

Perfekcjonizm może mieć też źródło w niewłaściwym wychowaniu. Stoją za nim surowi rodzice i nauczyciele, którzy zbyt dużo oczekują od dzieci, częściej je ganią, niż chwalą, a miłość, zaufanie lub sympatię uzależniają od świadectwa z czerwonym paskiem. „Perfekcjonista od dziecka słyszy, że stać go na więcej, że jeśli coś robi, to ma to robić bardzo dobrze lub wcale” — pisze Malwina Huńczak, psycholog i ekonomista, w książce „Przekleństwo perfekcjonizmu. Dlaczego idealnie nie zawsze oznacza najlepiej”. Piosenkarka Beyoncé Knowles wyznała kiedyś, że ćwiczy, dopóki jej stopy nie zaczną krwawić. Dyrektor Gembal ceni ludzi z podobną dyscypliną i determinacją. Trzeźwo jednak zauważa, że niektóre cele nie są warte nawet jednej kropli potu, a tym bardziej krwi. — Chodzi o priorytety — jeśli wszystkie swoje pieniądze, całą energię i czas skierujemy na przedsięwzięcia małej wagi, nie wystarczy nam zasobów na to, co dla naszych biznesów i karier jest naprawdę ważne — argumentuje menedżer z Arcusa.

Chłopiec do bicia

— Czy psycholodzy nie zrobili z perfekcjonizmu dyżurnego chłopca do bicia? — pyta Julia Izmałkowa, założycielka i szefowa agencji badawczej Izmałkowa, która — na marginesie — również jest psychologiem.

Z jednej strony, rozumie swoich kolegów po fachu. Przecież na terapii lądują u nich osoby, które nigdy nie są szczęśliwe, bo nawet przez moment nie czuły się dość doskonałe. Jeszcze więcej ludzi przychodzi z powodu szefów perfekcjonistów.

— Spójrzmy prawdzie w oczy: nie jest łatwo być perfekcjonistą ani być z perfekcjonistą. W poszukiwaniu doskonałości ludzie ci przekraczają terminy, budżety i granice ludzkiej cierpliwości. Stąd popularyzowany przez coachów koncept „good enough”: bycia wystarczająco dobrym — wskazuje Julia Izmałkowa. Widzi jednak także drugą stronę medalu: jeżeli „wyleczymy” wszystkich perfekcjonistów, stracimy to, co nam często dostarczają w swoich i naszych bólach — zmianę i piękno. Jednym z nich był wiecznie niezadowolony z siebie pilot i konstruktor samolotów Howard Hughes, bez którego „lotnictwo pewnie rozwijałoby się dużo wolniej i wzbudzało mniej zachwytu”. Innym — Steve Jobs, który w latach 90. decydował nawet o tym, ile śrubek powinno znajdować się w obudowach komputerów przenośnych. Spośród żyjących absolutnego bzika na punkcie doskonałości mają: Serena Williams (podniosła tenis do rangi sztuki), James Cameron (jego „Titanic” zrewolucjonizował kinematografię) i Eminem (biały raper uważa, że wystarczająco dobre jest niewystarczające dobre dla niego).

— Perfekcjonizm jest masakrycznie ciężki w biznesie i w życiu prywatnym. Tylko czy chcemy żyć w świecie, w którym najwyższa forma doskonałości jest wystarczająco dobra? — zastanawia się Julia Izmałkowa. Spotkała wielu ludzi sukcesu, którzy nie byli perfekcjonistami, ale nigdy nie spotkała geniusza, który nim nie był. Dlatego lubi powtarzać, że wszystko, co w życiu ważne, ma swoją cenę. I pyta: ile jesteśmy gotowi za to zapłacić?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Perfekcjonizm zasługuje na lepszy PR