Krajom europejskim trudno byłoby dziś w pojedynkę budować pozycję na rynku kosmicznym. Potrzebna jest współpraca, dlatego podbój kosmosu inicjowany i nadzorowany jest dziś „centralnie” przez Europejską Agencję Kosmiczną (ang. European Space Agency, ESA), do której od kilku lat należy również Polska.
— Przystąpienie do ESA sprawiło, że w naszym kraju zaistniały warunki sprzyjające powstaniu ekosystemu naukowo-przemysłowego wymaganego do realizacji projektów kosmicznych. Zasady działania agencji, które gwarantują transfer pieniędzy do firm w poszczególnych państwach członkowskich, powodują, że najambitniejsze krajowe firmy są w stanie włączyć się w projekty zlecane przez ESA — mówi Jacek Kosiec, dyrektor Programu Kosmicznego w Creotech Instruments, firmie, która pracuje nad elektroniką wysokiej niezawodności. Spółka była angażowana do projektów związanych z poszukiwaniem śladów życia na Marsie czy badaniem rozbłysków promieniowania gamma w wysokich warstwach ziemskiej atmosfery. — Polski rynek kosmiczny jest zdefiniowany przez wysokość krajowej składki do ESA, która sięga ok. 30 mln EUR rocznie — czyli stosunkowo niewiele. Do tego dochodzą jeszcze niektóre programy Komisji Europejskiej, np. Horyzont 2020 — dodaje Aleksandra Bukała, dyrektor generalna Sener Polska. Ta firma pozyskiwała kontrakty związane z misjami kosmicznymi: ExoMars, Athena czy JUICE.
Na krajowym podwórku
Pierwsze kroki w rozwoju krajowej branży kosmicznej zostały postawione. Na razie firmy z Polski przyjmują zazwyczaj rolę podwykonawców lub dołączają do międzynarodowych konsorcjów. Jak zaznacza Jacek Kosiec, na sektor kosmiczny w Polsce składają się podmioty publiczne, w tym instytucje rządowe, naukowe i edukacyjne oraz prywatne firmy przemysłowe i usługowe. Głównym odbiorcą produkcji i usług polskiego sektora kosmicznego są podmioty publiczne w Polsce i w Europie.
— ESA zleca wykonanie zadań w trybie przetargowym. Ogłoszenia o przetargach są publikowane na platformie internetowej EMITS, na której obecnie zarejestrowanych jest ponad 300 podmiotów z Polski — firmy, instytuty naukowe, również uczelnie. Z tej grupy na rynku liczy się tak naprawdę kilkadziesiąt podmiotów — zaznacza Aleksandra Bukała. Ich kompetencje powoli rosną i pewnie dopiero za kilka lat polskie przedsiębiorstwa będą odgrywały znacznie większą rolę na globalnym rynku kosmicznym — i zaangażują się w większe projekty. Zdaniem Aleksandry Bukały, sektor kosmiczny jest bardzo trudny.
— Opiera się na wiedzy i doświadczeniu. W Europie jest tyko kilka dużych przedsiębiorstw, które realizują kontrakty ESA jako główni wykonawcy, np. Thales Alenia Space czy Airbus. To one biorą odpowiedzialność za realizację całej misji. A są to ogromne przedsięwzięcia, angażujące tysiące innych firm w roli podwykonawców, członków lub liderów konsorcjów — dodaje przedstawicielka Sener Polska.
Strategiczny program
Krajowy sektor kosmiczny może wzmocnić opracowanie Narodowej Strategii Kosmicznej oraz Krajowego Programu Kosmicznego i uruchomienie w ich obrębie konkretnych działań.
— Przemyślane i zaplanowane na wiele lat finansowanie kluczowych dla Polski projektów kosmicznych, odpowiadających zarówno na potrzeby cywilne, jak i wojskowe, otworzy przed firmami nowe perspektywy rozwoju, budowania kompetencji i kreowania innowacji dla całej gospodarki — twierdzi Jacek Kosiec. Warto przy tym pamiętać, że technologie rozwijane przez firmy z sektora kosmicznego to nie tylko systemy i urządzenia służące do badania kosmosu. Wiele z nich znajduje zastosowanie również w naszym codziennym życiu.
— W sektorze kosmicznym wyróżnić można dwa niezależne segmenty: „upstream” i „downstream”. Pierwszy związany jest z budową i wysyłaniem sond czy satelitów w przestrzeń kosmiczną. Drugi przetwarza pozyskiwane przez nie dane i sygnały, jak np. rozwiązania bazujące na GPS — zaznacza Aleksandra Bukała.



