Pojawienie się pierwszej wersji projektu ustawy rozwiązującej energetyczne kontrakty długoterminowe to kwestia dni. Banki finansujące energetykę oceniają, że od chwili otrzymania kompletu informacji o planowanym rozwiązaniu będą potrzebowały 2-3 miesięcy na podjęcie decyzji.
Pierwsza wersja projektu tzw. ustawy o ROS (rekompensacyjnej opłacie systemowej), przygotowywana pod okiem Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE), powinna ujrzeć światło dzienne w najbliższych dniach. Tak twierdzi Zbigniew Kamieński, wicedyrektor Departamentu Energetyki w Ministerstwie Gospodarki, Pracy i Polityki Socjalnej (MGPiPS).
— W ostatniej fazie przygotowań jest też projekt kompletu rozporządzeń — dodaje Zbigniew Kamieński.
Według niego, projekty nie zostaną jednak przedstawione na zaplanowanym na najbliższą środę pierwszym oficjalnym spotkaniu z bankami finansującymi energetykę (w ramach systemu kontraktów długoterminowych, czyli KDT).
— Banki otrzymają obszerne informacje o proponowanych rozwiązaniach. Strona rządowa przedstawi materiał, który powinien przekonać instytucje finansowe, że likwidacja KDT nie będzie dla nich niekorzystna. Przeciwnie, to utrzymanie kontraktów jest potencjalnym zagrożeniem, ponieważ mogą one w przyszłości stać się niewykonalne — twierdzi dyrektor.
Banki, które udzielały producentom energii kredytów zabezpieczonych KDT, zdają się dostrzegać potrzebę rozwiązania problemu, ale diabeł — jak zwykle — tkwi w szczegółach.
— Wprowadzenie konkurencyjnego rynku energii wydaje się koniecznością. Dlatego jesteśmy skazani na likwidację kontraktów. Pozostaje tylko kwestia terminu i metody — mówi Andrzej Kopyrski, dyrektor zarządzający BPH-PBK, jednego z największych kredytodawców energetyki, zaangażowanego m.in. w projekty: Nowa Sarzyna, ELCHO i Turów.
Jego zdaniem, kluczowa będzie kwestia uregulowania spłaty zobowiązań przez objętych systemem wytwórców energii. Środki na ten cel mają pochodzić z rekompensat wypłacanych producentom z tytułu likwidacji KDT. Pieniądze na odszkodowania ma zgromadzić specjalnie powołana spółka zagraniczna, która wyemituje obligacje zabezpieczone prawem do pobierania tzw. rekompensacyjnej opłaty systemowej (ROS). Opłata będzie naliczana przy okazji przesyłu energii w krajowym systemie. Rozmiary emisji szacowano początkowo na 7-11 mld zł. Wszystko wskazuje na to, że ostatecznie z rynku zostanie zebrana maksymalna kwota. Powód to indywidualna kalkulacja rekompensat dla dwóch największych dłużników — Elektrowni Turów i Opole — niezależnie od ich planowanej konsolidacji z niezadłużonym Bełchatowem.
Projekt ustawy, aktów wykonawczych i nowelizacji innych przepisów ma trafić pod obrady rządu 24 czerwca. Później rozpocznie się żmudna droga przez parlament. To oznacza, że na wprowadzenie systemu trzeba jeszcze długo poczekać. Zwłaszcza że wiele pracy czeka również banki.
— Każdy projekt będzie wymagał indywidualnej analizy. Zdecydowanie najtrudniejsze będzie przygotowanie prognozy cen energii, jakie ukształtują się na uwolnionym rynku. A od tego będzie zależała przyszła sytuacja finansowa naszych dłużników. Im więcej będzie niewiadomych, tym większe ryzyko. A to wiąże się ze wzrostem kosztów finansowania. Dlatego choć elektrownie teoretycznie nie będą musiały spłacić od razu całego zadłużenia — bo po likwidacji kontraktów długoterminowych kredyty można zabezpieczyć bilansem — to w ich interesie będzie leżeć spłata jak największej części zobowiązań — podsumowuje Andrzej Kopyrski.
Jego zdaniem, po otrzymaniu niezbędnych informacji banki będą potrzebowały 2-3 miesięcy na podjęcie decyzji.