Czwartkowe odbicie nie przyniosło za oceanem trwałej poprawy koniunktury. Po dwóch godzinach piątkowego handlu S&P500 traci 0,8 proc., wymazując dwie trzecie zysków z poprzedniej sesji. Dow Jones spada o 1,0 proc., a Nasdaq utrzymuje się 0,6 proc. pod kreską. Po tym jak w czwartek inwestorzy uznali, że słabe dane o sprzedaży detalicznej zmniejszają ryzyko podwyżki stóp procentowych, dziś niekorzystne odczyty interpretowano w bardziej konwencjonalny sposób. Indeksy ruszyły na południe, po tym jak w marcu niespodziewanie zanurkował wskaźnik nastrojów konsumentów wg Uniwersytetu Michigan, sięgając 91,2 punktu.
- Te ostatnie wahania głównie biorą się z tego, że większość danych przemawia za podwyżką stóp już w czerwcu. Jeżeli rynek ropy i dolara nie uspokoją się, skoki notowań giełdowych się nie zakończą – przewidywał w wypowiedzi dla agencji Bloomberg Randy Frederick, dyrektor w banku Charles Schwab.
Na rynku walutowym nadal gwałtownie wyprzedawano euro, którego notowania zeszły poniżej 1,05 USD pierwszy raz od 12 lat. Nad Wisłą notowania „zielonego” przekroczyły 3,96 zł pierwszy raz od 2004 r. Ceny ropy brent spadają najniżej od pięciu tygodni (-1,8 proc.), kupujących nie widać też na rynkach kapitałowych Starego Kontynentu. Wprawdzie DAX rośnie o 0,5 proc., to jednak WIG20 utrzymuje się na 1,0-procentowym minusie.
