Indeksy na europejskich giełdach wiele straciły we wtorek po dużej przecenie dzień wcześniej na Wall Street i w oczekiwaniu na dane o majowej inflacji cen produkcji sprzedanej w USA. Chętnych do otwierania pozycji nie było. Było za to wielu sprzedających, którzy woleli nie ryzykować dalszych strat, w razie gdyby dane okazały się gorsze niż oczekiwano. Zanim jednak pojawiły się informacje z USA, nastroje popsuła wiadomość o spadku wskaźnika ZEW, obrazującego stan nastrojów niemieckich inwestorów, oraz informacji o wzroście inflacji w Wielkiej Brytanii. Indeksy największych europejskich giełd zjechały w pobliże sześciomiesięcznych minimów.
Sytuacja niewiele się zmieniła, gdy o 14.30 pojawiły się dane o inflacji z USA. Rozczarowania nie było, bo okazały się zgodne z prognozowanymi przez analityków. Euforii też nie, choć nastroje lekko się poprawiły. Na krótko, bo dziś poznamy dane z USA o inflacji cen detalicznych w maju. Do tego inwestorzy postępują ostatnio według zasady „gotówka jest królem”. Taniały surowce i złoto. Indeks Stoxx Basic Resource stracił we wtorek ponad 5 proc., tyle, ile spadły kursy największych wchodzących w jego skład spółek branży: BHP Billiton i Anglo American.
Sesje w USA zaczęły się wzrostami indeksów. Inwestorzy korzystali z niskich kursów akcji. W poniedziałek Dow Jones spadł do najniższej wartości od czterech miesięcy, a Nasdaq zakończył stratą siódmą sesję z rzędu. Popyt na przecenione akcje nie był dostatecznie duży, by pociągnąć rynki mocno w górę. Inwestorzy wciąż obawiają się, że wzrost stóp procentowych w USA i w innych krajach może spowodować znaczne wyhamowanie wzrostu gospodarczego.