Rozkręca się hossa na rynku obligacji

Andrzej Stec
opublikowano: 2011-08-24 00:00

To dobra informacja dla klientów większości dłużnych funduszy inwestycyjnych oraz... resortu finansów

Sierpniowa zawierucha na giełdach zrobiła swoje. Oszczędzający odwrócili się od ryzyka i skręcili w stronę bezpieczniejszych inwestycji. Ponadto panika na rynkach akcji zwiastuje przynajmniej spowolnienie w realnej gospodarce (chociażby przez wpływ na nastroje konsumentów). A to z kolei oznacza, że spadnie inflacja, a banki centralne zrezygnują z podwyżek stóp procentowych. Kto wie, może nawet obniżą koszt pieniądza?

To wszystko sprzyja rynkowi obligacji na większości rynków rozwijających się, ale również w Niemczech czy USA. Tylko w sierpniu rentowność polskich, pięcioletnich obligacji rządowych spadła z poziomu 5,25 proc. do 5 proc. To znacząca zmiana. Hossa na tym rynku zaczęła się już w marcu. Wtedy rentowności polskich pięciolatek sięgały niemal 6 proc.

"Globalny rynek obligacji zaczął dyskontować spowolnienie gospodarcze, a nawet w skrajnych przypadkach recesję, co mogłoby skłonić władze monetarne do obniżek stóp procentowych" — czytamy w cotygodniowym komentarzu Bogdana Jacaszka, dyrektora biura zarządzania aktywami w KBC TFI.

Wtórują mu eksperci Union Investment TFI: "Do hossy na rynku obligacji doprowadziło oczekiwanie w najbliższych miesiącach wstrzymania kolejnych podwyżek stóp procentowych w Polsce i na świecie oraz ucieczka do bezpiecznych aktywów finansowych" — napisali w raporcie.

Drożejące obligacje to rewelacyjna informacja dla aktywnych, ale i odważnych — zważywszy na niepewność na rynkach — inwestorów, którzy kilka miesięcy temu kupili długoterminowe papiery o stałym kuponie. Obecnie kursy tych papierów (nie licząc narosłych odsetek) są nawet o 5 proc. wyższe. Powody do zadowolenia mają również klienci funduszy inwestycyjnych, które lokują pieniądze na krajowym rynku długu. Trzeba było mieć pecha, aby stracić. Większość funduszy jest na sporym plusie. Generalnie, im dłuższe papiery fundusz miał w portfelu, tym lepiej. Rekordzista — subfundusz PZU papierów długoterminowych Polonez — zarobił w ostatnich sześciu miesiącach niemal 10 proc.!

W tym roku resort pozyskał już 90 proc. potrzeb budżetowych. Jeszcze chwila i zacznie gromadzić pieniądze na przyszły rok. I bardzo dobrze. Służy temu dobra sytuacja na rynku obligacji oraz to, że rentowności polskich papierów są już niższe niż portugalskich, a nawet włoskich czy hiszpańskich. Jeszcze dwa lata temu taka sytuacja była nie do pomyślenia. A warto zauważyć, że Ministerstwo Finansów przewiduje w przyszłym roku skokowy wzrost potrzeb pożyczkowych brutto budżetu do 186 mld zł z 155 mld zł w tym roku (większość to rolowany dług).

Co dalej czeka rynek długu? "Rentowności obligacji niemieckich i amerykańskich obniżyły się do historycznych minimów (2 proc.) i prawdopodobnie w najbliższym czasie będzie to silne wsparcie dla spadających dochodowości papierów skarbowych. Na rynku polskich obligacji oczekujemy okresu stabilizacji" — przewiduje Bogdan Jacaszek z KBC TFI.

ECB

przywrócił

zaufanie

do obligacji

Skarbiec TFI

Panika z początku sierpnia na rynkach akcji spowodowała napływy środków na rynki obligacji uznawanych za bezpieczne, czyli niemieckich, szwajcarskich, japońskich i w jakiś sposób paradoksalnie, amerykańskich. Paradoksalnie, bo przecież to właśnie obniżenie ratingu USA było bezpośrednim czynnikiem, który wyzwolił wyprzedaż akcji. Zaufanie do obligacji europejskich przywrócił Europejski Bank Centralny (ECB) poprzez interwencyjne zakupy obligacji włoskich i hiszpańskich.

Także polskie obligacje znajdowały nabywców. Z pomocą przyszła informacja o inflacji niższej od prognoz, co zmniejszyło szanse na decyzje RPP o kolejnych podwyżkach stóp procentowych.

Niska inflacja zaszkodziła natomiast obligacjom inflacyjnym i zmiennokuponowym, które stały się obiektem nieracjonalnej wyprzedaży ze strony spanikowanych inwestorów. Zwłaszcza w przypadku papierów indeksowanych do CPI działania te należy uznać za przedwczesne i za okazję do tanich zakupów.

* fragment komentarza tygodniowego