Lider Platformy Obywatelskiej Donald Tusk, komentując w niedzielę w Sopocie decyzję wiceprzewodniczącej PO Zyty Gilowskiej o odejściu z partii, powiedział, że Platforma w uprawianej polityce nie będzie tolerować najmniejszych nawet odstępstw od zasady bezinteresowności i przyzwoitości.
W sobotę Gilowska poinformowała, że zrezygnowała z członkostwa w PO. W oświadczeniu przesłanym PAP napisała, że odejście z Platformy to reakcja na postawiony jej zarzut nepotyzmu i skierowanie jej sprawy przez władze partii do sądu koleżeńskiego.
"Jeśli miałbym wygrać wybory wspólnie z Platformą Obywatelską - oświadczył na konferencji prasowej Tusk komentując odejście z partii Gilowskiej - i wskutek tego zwycięstwa nie zmieniłby się poziom moralności publicznej w Polsce i etyczne zachowanie polityków w Polsce, to lepiej nie wygrywać tych wyborów".
Na początku maja media ujawniły, że syn wiceprzewodniczącej PO Paweł Gilowski został wybrany przez lubelski zarząd PO na lidera okręgowej listy kandydatów do Sejmu. Tusk zapowiedział, że nie uwzględni jego kandydatury. Wkrótce potem media podały, że w biurze poselskim Zyty Gilowskiej pracowała jej synowa, a syn pobierał wynagrodzenie za ekspertyzy z poselskich pieniędzy matki.
Sytuacje, do jakich doszło w biurze poselskim b. wiceprzewodniczącej PO w Lublinie, Tusk określił jako "jednorazowy grzech" i "błąd". Podkreślił jednak, że Gilowska nie potrafiła się do tego błędu przyznać. Tusk dodał, że w jej przypadku "instynkt rodzinno-macierzyński" zwyciężył nad "instynktem publicznym".
Tusk ujawnił, że dwukrotnie po publikacjach prasowych rozmawiał z Gilowską o tym, co dzieje się w jej biurze poselskim. "Stwierdziłem, że różnimy się w ocenie samych zdarzeń. Pani Zyta Gilowska nie widzi w tej sprawie niczego szczególnie nagannego; ja widzę w tej sprawie coś nagannego i skierowałem sprawę do sądu koleżeńskiego" - powiedział.
Tusk zaprzeczył twierdzeniu Gilowskiej, że władze PO od początku wiedziały o pracy w jej biurze synowej, która była w ciąży. "Ja z oczywistych względów nie jestem w stanie sprawdzać, co się dzieje na co dzień we wszystkich biurach poselskich w Polsce" - dodał.
Podkreślił, że Gilowska była dla niego najbliższą osobą w polskiej polityce i nigdy nie miał bliższego partnera w swej działalności. Dlatego - dodał - jej odejście to dla niego chwila wyjątkowa trudna. Zaznaczył, że bardziej "zgranej pary, szanującej się nawzajem i broniącej się, kiedy wymagały tego okoliczności", jak on i Gilowska, w polskiej polityce nie było.
"Ale nie widzę innej możliwości i sam nie mógłbym działać w życiu publicznym, gdybym nie był zdolny do podejmowania także takich decyzji wobec osób najbliższych" - zaznaczył. Przyznał, że wiele osób w partii namawiało go, by nie podejmował w stosunku do Gilowskiej twardych decyzji w postaci kierowania wniosku do sądu koleżeńskiego.
W opinii Tuska, choć zachowania Gilowskiej to nie "zbrodnia", mieszczą się one w "złej polskiej normie politycznej i charakteryzują dziesiątki i setki polskich polityków każdego szczebla" i - jak podkreślił - "rujnują opinię" w społeczeństwie "na temat polskiej polityki".
Tusk nie odpowiedział wprost na pytanie, czy widzi szansę na powrót Gilowskiej do PO. Podkreślił, że jest ona jedną z "najbardziej kryształowych w polskim życiu publicznym", a jej dotychczasowy dorobek polityczny jest zdecydowanie dodatni. Zapewnił jednocześnie, że Platforma nie ucierpi merytorycznie i programowo z powodu odejścia Gilowskiej.