PPP, czyli partnerstwo publiczno-prywatne, to formuła realizacji inwestycji, która nie zrobiła w Polsce takiej kariery, na jaką zapowiadało się jeszcze 20 lat temu. Realizacja inwestycji we współpracy z kapitałem prywatnym udawała się głównie samorządom, z wyjątkiem dwóch odcinków autostrad były to raczej projekty na lokalną skalę, w rodzaju miejskich parkingów. Inwestycje strategiczne dla państwa przyjęło się finansować z kieszeni państwowych firm, budżetu państwa i przede wszystkim funduszy unijnych.
Dziś jednak, choć mamy pieniądze z licznych programów unijnych, brakuje funduszy na wiele ważnych projektów. Piotr Rachwalski, członek zarządu Centralnego Portu Komunikacyjnego, mówił np. niedawno na łamach PB, że trzeba rozłożyć w czasie przetargi na budowę kolei dużych prędkości (KDP), m.in. dlatego, że ich finansowanie nie zostało uwzględnione w bieżących programach UE i musimy poczekać na następną perspektywę. Pieniądze obiecane przez skarb państwa płyną natomiast powoli.
Jacek Chwedoruk, dyrektor zarządzający polskim biurem Rothschild & Co, widzi jednak rozwiązanie - kapitał prywatny, który może współfinansować nie tylko budowę szybkiej kolei.
- Warto spojrzeć szerzej na finansowanie inwestycji infrastrukturalnych, ponieważ problem ten nie dotyczy tylko kolei dużych prędkości, ale wielu dużych projektów inwestycyjnych, m.in. takich jak budowa elektrowni jądrowej – mówi Jacek Chwedoruk.
Brakuje pieniędzy, a prąd drożeje
Przedstawiciel Rothschilda twierdzi, że w dyskusjach przedsiębiorców z administracją państwową temat inwestycji w transformację energetyczną powraca nieustannie. Brakuje na nią pieniędzy publicznych, bo rząd finansuje inne wydatki.
- W rezultacie mamy opóźnienia w realizacji inwestycji energetycznych, pojawia się luka w mocach, a polska energia jest coraz droższa – mówi Jacek Chwedoruk,
Inwestorzy nie chcą być zapchajdziurą
Konieczne może więc być skorzystanie z kapitału prywatnego. Problem w tym, że przekonanie międzynarodowych inwestorów do włączenia się w polskie projekty strategiczne wcale nie będzie łatwe. Ich wejście zależy od podziału ryzyka kapitałowego ze skarbem państwa. Mówiąc w uproszczeniu, skoro skarb państwa przez lata preferował finansowanie unijne i budżetowe, to teraz inwestorzy prywatni wyżej wycenią ryzyko wejścia na polski rynek.
- Taka sytuacja to konsekwencja opierania wielkich inwestycji wyłącznie na państwowym i unijnym finansowaniu – uważa Jacek Chwedoruk.
Przypomina, że stosunek inwestycji do PKB od kilku lat utrzymuje się na poziomie 17 proc. Około 70 proc. z nich stanowią projekty publiczne, realizowane np. przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, PKP PLK, a także samorządy i spółki państwowe.
- W pewnym momencie takich projektów robi się po prostu zbyt dużo i system nie jest w stanie ich przerobić technicznie ani udźwignąć finansowo – twierdzi Jacek Chwedoruk.
Warto więc sięgnąć po fundusze prywatne, ale nie mogą być one traktowane jako surogat, czyli gorszy zamiennik finansowania unijnego czy budżetowego.
- Tam, gdzie o inwestycjach decyduje wyłącznie skarb państwa, inwestorzy dostrzegają ryzyko polityczne. Nikt nie chce być uzależniony od zmieniających się decyzji polityków. Jeżeli utrzymamy dotychczasowe podejście, w którym kapitał prywatny będzie zapraszany tylko wtedy, kiedy brakuje pieniędzy publicznych, to taki model okaże się dla inwestorów zbyt ryzykowny. Inwestycja w formule publiczno-prywatnego partnerstwa musi być od początku projektowana z założeniem współpracy i współdecydowania przez obie strony – uważa Jacek Chwedoruk.
Jego zdaniem dobry przykład, na którym może wzorować się Polska, to Wielka Brytania i jej inwestycje w energetykę jądrową.
- Są to duże, trudne i długotrwałe projekty, więc często są postrzegane jako inwestycje do realizacji przez państwo. Jednak w Europie właścicielami elektrowni jądrowych są także prywatne koncerny energetyczne. Na przykład Rothschild & Co doradzał w zeszłym roku przy finansowaniu projektu Sizewell C w Wielkiej Brytanii o mocy 3260 MW. W tej inwestycji, wartej ok. 38 mld GBP, rząd brytyjski ma tylko 44 proc. udziałów, a reszta należy do inwestorów prywatnych, takich jak Amber, La Caisse, Centrica czy EDF – mówi Jacek Chwedoruk.
Projekty OZE mogą być wzorem dla atomu
W Polsce finansowanie rozwoju i eksploatacji energetyki jądrowej oraz konwencjonalnej można realizować także w formule podobnej jak na rynku odnawialnych źródeł energii.
- Dziś to nie państwowe spółki budują masowo farmy fotowoltaiczne – zwraca uwagę Jacek Chwedoruk.
Na tym rynku działają prywatni deweloperzy, np. duże grupy budowlane, które biorą na siebie ciężar finansowania inwestycji.
A jak zapewnić akceptowalne dla Kowalskiego ceny prądu z elektrowni jądrowej finansowanej przez podmioty prywatne, oczekujące godziwego zwrotu z zainwestowanego kapitału?
- Można zastosować rozwiązania wykorzystywane w niektórych inwestycjach w morskie farmy wiatrowe, czyli rozliczenia na podstawie kontraktów różnicowych - twierdzi Jacek Chwedoruk.
W tym modelu państwo gwarantuje inwestorowi stałą cenę referencyjną. Jeśli cena rynkowa jest niższa od gwarantowanej, wytwórca energii dostanie dopłatę, a jeśli wyższa, zwraca nadwyżkę.
