Bezpieczne błędy

Michael Muszyński
opublikowano: 2005-02-07 00:00

Najskuteczniejszym sposobem na poznanie tajników zarządzania jest poprowadzenie firmy. Ale...

Oddanie do dyspozycji uczącym się biznesu prawdziwego przedsiębiorstwa w celu prowadzenia na nim działań dydaktycznych jest, z oczywistych powodów, niemożliwe. W szkołach zarządzania praktykuje się zamiast tego symulacje komputerowe, które — dzięki interaktywności — pozwalają uczyć się w sposób praktyczny i w warunkach zbliżonych do rzeczywistości.

Idea interaktywnych gier kierowniczych pojawiła się w tym samym okresie co wczesne zastosowania komputerów, a pierwsze aplikacje powstały na Harvardzie. Studenci programu MBA zaczęli prowadzić tam na komputerach wirtualne przedsiębiorstwa, konkurujące z firmami swych kolegów na wirtualnych rynkach. W ślady Harvardu poszły inne szkoły zarządzania w USA (Wharton, MIT) i w Europie (INSEAD).

Człowiek kontra maszyna

Wczesne zastosowania tych narzędzi ograniczały się tylko do tzw. przedmiotów twardych biznesu (finanse albo przeliczalne obszary marketingu), natomiast symulacje komputerowe zaczęto wprowadzać także stopniowo do tak zwanych „miękkich” tematów, jak nauczanie zarządzania personelem albo treningi związane z technikami sprzedaży czy z obsługą klienta. W odróżnieniu od poprzednich (zwanych na ogół grami kierowniczymi), w tego rodza- ju aplikacjach komputer zachowuje się jak wirtualni współpracownicy albo wirtualni klienci przyszłego menedżera.

Równolegle z wprowadzeniem symulacji komputerowych do nauczania HR lub „miękkich” zagadnień marketingu, nastąpił rozwój tych narzędzi także w tradycyjnych „twardych” dziedzinach ich stosowania. Zamiast kontynuować gry kierownicze, w wielu szkołach zarządzania do roli konkurenta studentów MBA zaczęto zaprzęgać komputer. Prowadzący zajęcia mogli być pewni, że decyzje konkurujących ze studentami na jednym rynku przedsiębiorstw będą racjonalne. Stało się to możliwe dzięki rozwojowi technik sztucznej inteligencji i zwiększeniu mocy obliczeniowej komputerów.

Dopiero jednak mniej więcej pięć lat temu wykorzystanie sztucznej inteligencji nasunęło specjalistom od biznesowych symulacji komputerowych pomysł budowy takich aplikacji, w których dydaktyk mógłby zmieniać początkowe parametry tych gier, przystosowując ich trudność i temat do poziomu oraz zainteresowań studentów. Do symulacji zaczęto wprowadzać dane opisujące istniejące przedsiębiorstwa i ich naprawdę istniejących konkurentów. I zdano sobie sprawę, że takie w pełni parametryzowalne symulatory mogą być znakomicie zastosowane nie tylko w celach edukacyjnych, ale również jako laboratoria do bezpiecznego testowania różnych możliwych strategii firm!

Procentowo więcej

W 2000 r. Harvard opublikował w pracy „Should You be using simulations?” znamienne zdanie: „Przewaga konkurencyjna przedsiębiorstw opiera się obecnie znacznie bardziej na umiejętnościach niż na wiedzy — a symulacje istotnie przyczyniają się do ich rozwijania”...

Tę prawdę można zilustrować przykładem „zdawalności” w pierwszym podejściu egzaminu MBA (w przypadku studiów otwartych, jak również tzw. in-house MBA — szkoleń menedżerskich organizowanych wewnętrznie przez firmy dla swoich pracowników). I tak na przykład w latach 1993-96, kiedy podczas studiów MBA przeprowadzano zaledwie dwie symualacje, zdawalność utrzymywała się na poziomie 18-28 proc. Ale już w latach 2002-03, po 17 symulacjach, w pierwszym podejściu egzaminy zaliczało 79-97 proc. studentów (dane na przykładzie Francuskiego Instytutu Zarządzania).

Wydaje się to świadczyć o ścisłej korelacji między stosowanymi metodami dydaktycznymi i wynikami edukacji.

Michael Muszyński, dyrektor Francuskiego Instytutu Zarządzania w Polsce