Politycy defilowali 15 sierpnia konfrontacyjnie

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-08-16 19:56

Wzajemnie zacietrzewieni władcy nie uszanowali zgromadzonych żołnierzy, gadulstwem urządzając im trwającą łącznie ponad godzinę próbę odporności na upał.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Uczestnicy sobotniej defilady upamiętniającej Święto Wojska Polskiego już się rozjechali. Najszybciej oczywiście siły powietrzne, bo znad Wisły od razu na lotniska macierzyste. Powracają do garnizonów pododdziały piesze, a także jednostki kołowo-gąsienicowe, zgrupowane przez wiele dni w Warszawie Wesołej. Flotylla morska cumuje już w Gdyni Oksywiu i Helu, przy czym niektóre jednostki płyną jeszcze do Świnoujścia. Do swoich umocnionych okopów wróciła również bardzo szczególna kategoria defiladowa – decyzyjna klasa polityczna.

Przed weekendem przepowiadałem, że 15 sierpnia szykuje się ostra prezydencko-rządowa konfrontacja werbalna. W sobotę wyśrubowany został jej rekord, w szczególności w kategorii nielimitowanego bezkarnego gadulstwa. Wzajemnie zacietrzewieni władcy nie uszanowali zgromadzonych żołnierzy, urządzając im trwającą łącznie ponad godzinę próbę odporności na upał. A przecież zgrupowanie kołowo-gąsienicowe wyjechało z brygady pancernej w Wesołej już w piątek 14 sierpnia po południu, żołnierze trwali zatem zamknięci w pojazdach, w tym nocując w nich na siedząco na Wisłostradzie, w sumie ponad dobę! Było to złamanie ucywilizowanych przepisów komunikacji publicznej, naprawdę cud, że wszystkie czołgi przetoczyły się prosto. Kompanie piesze również czekały w skwarze, aż skonfliktowani władcy się wygadają. Notabene reprezentacyjny szwadron tym razem jednak oszczędził przewrażliwioną główną trybunę, albowiem koniki oznaczyły na brązowo defiladową jezdnię kilkadziesiąt metrów wcześniej.

Donald Tusk jako pierwszy wykonał o godzinie 11.30 z Gdyni przemówieniowe wyprzedzające uderzenie ideą SAFE. Słuchała go telewizyjna Polska, chociaż akurat na Wisłostradzie zdalnie na telebimach – prawie nikt. Po inauguracji warszawskiej defilady po godzinie 12.00 Karol Nawrocki w głównej mowie dał premierowi odpór, że dla wojska liczy się tylko „Bóg, Honor i Ojczyzna, a nie SAFE”, albowiem nie potrzeba nam obcojęzycznych przymiotników, przy czym ten wraży termin odczytał jednak z angielska – sejf. Historycznie i symbolicznie uścisnął tym samym rękę Wojciechowi Jaruzelskiemu, który w 1982 r. potępiał używanie na demonstracjach przeciwko stanowi wojennemu obcojęzycznego znaku V: „Na tę literę nie zaczyna się żadne polskie słowo. Od niej w Polsce nie będzie lepiej”. Kolejnym gadułą rozsierdzającym wymęczonych żołnierzy był minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz, za którego pośrednictwem Karol Nawrocki sprawuje zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi. Wspomagając przekaz szefa rządu nadany z portu w Gdyni, rozszyfrował skrótowiec SAFE jako: Sojusze, Armia, Fabryki, Ekonomia. Taką wersję kreatywnie wymyślił na poczekaniu, albowiem w oficjalnym folderze MON wydanym na defiladę rozpisano SAFE inaczej: Silna Armia Filarem bEzpieczeństwa.

15 sierpnia kolejny raz miałem miejscówkę na trawniku Wisłostrady naprzeciwko trybuny władców w odległości 12-13 metrów, tylko przez szerokość jezdni. Widowisko zawsze jest tam przednie, przez trzy godziny z bliska na żywo daje się wychwycić wiele zdumiewających gestów. Władza zasiadła podzielona dokładnie pół na pół, prawa strona prezydencka, zaś lewa parlamentarno-rządowa. Mowa rzecz jasna o pierwszych rzędach, bo z tyłu służby mundurowe rozmieszczone została już bardziej przypadkowo. Styk centralny to Karol Nawrocki i wicemarszałek Piotr Zgorzelski, który zastępował Włodzimierza Czarzastego, albowiem prezydent i główny marszałek Sejmu tak ramię w ramię byliby wzajemnie dla siebie politycznie obrzydliwi. Notabene senacka marszałek Małgorzata Kidawa-Błońska także towarzyszyła Donaldowi Tuskowi daleko w Gdyni. Ale samo protokolarne rozsadzenie to pikuś, wręcz kabaretowy wydźwięk miały oklaski w drażliwych momentach przemówienia i kontrprzemówienia – połówka rządowa aplauzem wspierała SAFE, zaś prezydencka milczała, a przy piętnowaniu owego wrażego terminu było dokładnie na odwrót. Taką polaryzację partyjną stale oglądamy na sali plenarnej Sejmu, ale na wspólnej trybunie czołówki państwa w teoretycznie jednoczące Polaków święto armii zaistniała ona pierwszy raz. Obiektywnie przyznaję, że na szczęście nie było wzajemnego buczenia.

Oryginalnym elementem głównej trybuny była obecność Mariusza Błaszczaka. Były minister obrony już wcześniej zaproszony został na chrzest ORP Wicher w Gdyni, ale w orszaku prezydenckim, z wyraźnym nawiązaniem do rozpoczęcia przez niego programu Miecznik. 15 sierpnia zasiadł natomiast w drugim rzędzie po stronie… rządowo-parlamentarnej, a to z tytułu przewodniczenie klubowi PiS. Był jedynym reprezentantem swojej partii, oczywiście bez uwzględniania dwóch długich trybun bocznych, gdzie zasiadły tłumy najróżniejszych znajomych królika ze wszelkich opcji i instytucji. Siedział przy politykach PSL, klaszcząc oczywiście odwrotnie niż oni, w końcu wraży termin wypowiada z niemiecka – Der Safe. Prezentował znakomite samopoczucie i rozmawiał z wieloma generałami, przekazując im pokrzepiające przesłanie „Wytrzymajcie, niedługo wrócę”. Tym samym Mariusz Błaszczak zadeklarował wizerunkowo – jako drugi polityk PiS po namaszczonym na hipotetycznego premiera Przemysławie Czarnku – bez żadnego krygowania się aspiracje do objęcia tego samego ministerstwa po wymarzonych zwycięskich dla prawej strony wyborach w październiku 2027 r.

Przeddefiladowy komentarz w piątek zatytułowałem „Strategia bezpieczeństwa narodowego na święte nigdy”. Nie sądzę oczywiście, by Karol Nawrocki został akurat nim zainspirowany, ale w swojej sobotniej mowie jednak wspomniał o tym bardzo szkodliwym państwowym zaniechaniu. Do ministra Władysława Kosiniaka-Kamysza puścił oko, że może we współpracy prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego oraz Ministerstwa Obrony Narodowej jakoś uda się strategię uzgodnić. To deklaracja całkowicie pusta, zatem pozwolę sobie pozostać przy tezie z przytoczonego tytułu. Przynajmniej do wyborów w październiku 2027 r. o uzgodnieniu bardzo potrzebnego dokumentu w ogóle nie ma mowy.