Czytasz dzięki

Condor z wozu, państwu lżej

opublikowano: 14-04-2020, 22:00

LOT nie kupi niemieckiej linii. Trzeba ratować własny biznes. Pomoc państwa może być nieodzowna.

W wielkanocny poniedziałek Polska Grupa Lotnicza (PGL), w której skład wchodzi LOT, poinformowała, że odstąpiła od zakupu Condora, niemieckiej linii z grupy upadłego Thomasa Cooka. Szczegółów decyzji nie podano. Przejęcie PGL ogłosiła w styczniu, transakcja miała zostać zrealizowana do końca kwietnia.

Bez balastu
Bez balastu
Pod koniec stycznia Rafał Milczarski, prezes LOT-u, wymieniał korzyści z przejęcia Condora, niemieckiej linii czarterowej. Dziś zakup zadłużonej linii z pracownikami, którzy mają gwarancję 3-letniego utrzymania miejsc pracy, byłby dla polskiego przewoźnika niepotrzebnym obciążeniem.
Fot. WM

Ratować siebie

W związku z uziemieniem lotów, które nastąpiło w Europie około czterech tygodni temu, linie lotnicze walczą o życie. IATA szacuje, że w tym roku ich przychody spadną o 44 proc., czyli 252 mld USD, a tylko do końca czerwca odwołanych zostanie 2 mln lotów.

— LOT znowu ma pecha. Inwestycja miała sens jeszcze kilka tygodni temu i była szansą na skokowy rozwój przewoźnika. Szczęście w nieszczęściu, że transakcja nie została sfinalizowana przed koronawirusem, bo w świecie po wirusie lotnictwo raczej nie wróci do tego, co było. Przez najbliższe lata podróży lotniczych będzie mniej, będą też droższe i znany do tej pory wakacyjny ruch czarterowy wróci najwcześniej w przyszłym roku. W tym jednym zdaniu jest pełne uzasadnienie decyzji o wycofaniu z transakcji przejęcia Condora. LOT musi się skupić na ratowaniu siebie i swojej pozycji rynkowej — mówi Michał Leman, dyrektor zarządzający Flixbusa, który w przeszłości pracował w LOT i był prezesem LOT Travel.

Koszty stałe

Jaka jest sytuacja LOT-u? Biuro prasowe przewoźnika nie odpowiedziało na pytania „PB”. W ostatnich tygodniach linia realizowała rządową akcję „LOT do domu”, w której państwo dopłacało do powrotu rodaków do kraju.

— Nawet jeśli przeloty były opłacane z wysokimi marżami, nie miały istotnego wpływu na przetrwanie spółki — uważa Marek Andryszak, prezes TUI Deutschland, w latach 2013-14 członek rady nadzorczej LOT-u.

LOT wypłacił załogom (ponad 750 osób na umowach stałych i 2 tys. na umowach B2B) pensje za marzec.

— Nie ma na razie informacji o planach redukcji zatrudnienia — mówi Monika Żelazik ze Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego.

Przewoźnik ma też inne koszty stałe: raty leasingowe za samoloty.

— LOT może wymagać dodatkowego wsparcia państwa i kolejnych działań restrukturyzacyjnych,na przykład uporządkowania i ujednolicenia floty — podpowiada Michał Leman.

Pomoc rządu

Linie lotnicze w wielu krajach dostają pomoc od państwa. Air France-KLM liczy na państwowe poręczenie 6 mld EUR kredytów. EasyJet dostanie z rządowego banku 600 mln GBP pożyczki. Rząd Niemiec może przejąć pakiet akcji Lufthansy. Szwecja już uzyskała zgodę Brukseli na pomoc publiczną dla operujących w tych krajach linii — 455 mln EUR. Teoretycznie polski przewoźnik nie powinien otrzymać pomocy publicznej do 2023 r. — wtedy minie 10 lat od drugiej transzy, którą rząd przeznaczył na jego uratowanie.

— To jest siła wyższa, więc Komisja Europejska nie powinna mieć obiekcji. Jest wiele sposobów, by udzielić LOT-owi pomocy: zwolnienie z ZUS, kosztów lotniskowych, bezodsetkowe wydłużenie spłaty kredytów — podpowiada Sebastian Mikosz, były dwukrotny prezes LOT-u, który do końca 2019 r. kierował Kenya Airways.

Eksperci przewidują konsolidację rynku i zniknięcie wielu spółek, np. Tarom, CSA czy UIA, a przetrwanie bez pomocy rządów wróżą liniom Ryanair i Wizz Air.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane