Fiskus jest przyjazny tylko sobie

Piotr Liberek
opublikowano: 2008-10-30 00:00

Kryzys finansowy spowodował, że ze zdwojoną siłą powraca dyskusja o granice ingerencji państwa w gospodarkę. Według wielu opinii zachwianie rynków jest wynikiem zbyt małej ich kontroli, ale równie popularny jest pogląd, że państwo tylko pogarsza sprawę. Oceniając niektóre poczynania polskiego fiskusa — trudno oprzeć się wrażeniu, że urzędnicy ingerują wówczas, gdy chcą podciąć byt rodzimych firm absurdalnymi przepisami.

Koronnym przykładem jest toczona od czterech lat batalia w sprawie opodatkowania producentów z działów specjalnych produkcji rolnej. Hodowcy drobiu, właściciele upraw szklarniowych, pszczelarze etc. przez kilkanaście lat mogli decydować, czy chcą rozliczać się ryczałtem, czy na zasadach ogólnych. Ministerstwo Finansów nagle postanowiło: możliwość wyboru nie dotyczy producentów o obrotach powyżej 800 tys. euro rocznie, czyli firm największych i najbardziej prężnych. Co więcej — urzędnicy kazali zapłacić różnicę podatków wstecz aż za pięć ubiegłych lat! Trzeba koniecznie podkreślić, że nie zmieniły się przepisy, jedynie punkt widzenia aparatu skarbowego. Przez lata fiskus nie zgłaszał zastrzeżeń — i nagle wybrał interpretację skrajnie niekorzystną dla podatnika.

Producenci toczą batalie w sądach i urzędach, ale resort nie zamierza zmienić zdania. To, że obecne na unijnych rynkach firmy skazane są w wielu przypadkach na bankructwo, urzędników nie obchodzi. Czy refleksja przyjdzie dopiero, gdy tysiące przedsiębiorstw upadną, a dziesiątki tysięcy osób straci pracę?

Piotr Liberek

radca prawny, Ożóg i Wspólnicy