Firmy ubezpieczeniowe zaczynają boleśnie odczuwać skutki uchwały Sądu Najwyższego (SN) w sprawie samochodów zastępczych. To jeszcze nie lawina, ale śnieżna kula toczy się niebezpiecznie szybko.
— Rośnie liczba klientów występujących o samochód zastępczy. Jednak wciąż jest to zaledwie kilka procent zgłaszanych do nas roszczeń — twierdzi Sławomir Przybułek, dyrektor departamentu likwidacji szkód masowych w Generali.
— Obserwujemy wzrost liczby tego typu roszczeń — potwierdza Marcin Jaworski, rzecznik Warty.
Impulsem była nie tyle sama uchwała SN, ile opublikowane w styczniu uzasadnienie. Sąd stwierdził, że auto należy się każdemu, kto udowodni, że jest mu potrzebne, a jego używanie jest ekonomicznie uzasadnione. Bartłomiej Krupa, prezes Polskiej Izby Doradców i Pośredników Odszkodowawczych, przyznaje, że klienci kancelarii odszkodowawczych częściej wyrażają zainteresowanie autem zastępczym, choć nie każdy ma prawo się go domagać. Rosnąca z miesiąca na miesiąc liczba aut wynajmowanych na koszt ubezpieczycieli to już stały trend, który nasili się w kolejnych kwartałach. Wpływa na to nie tylko wyrok SN i rosnąca świadomość klientów, dla których auto przestało być luksusem. Jak twierdzą firmy ubezpieczeniowe, spiralę nakręcają ci, którzy na samochodowym biznesie mogą sporo zarobić.
— Najwięcej roszczeń wpływa do nas od wypożyczalni samochodów, które na podstawie cesji praw bądź upoważnienia od klientów domagają się zwrotu kosztów najmu. Następne w kolejności są warsztaty samochodowe, a dopiero na końcu roszczenia zgłaszane bezpośrednio przez poszkodowanych — twierdzi przedstawiciel średniej wielkości ubezpieczyciela majątkowego.
Podkreśla, że w dużych aglomeracjach miejskich, w których wypożyczalni jest najwięcej, wzrost liczby roszczeń w porównaniu z ubiegłym rokiem sięga nawet 50 proc.
Wypożyczalnie i warsztaty, czyli podmioty, które od ręki mogły zaoferować klientom samochód zastępczy, dostrzegły w uchwale SN szansę na dodatkowy zarobek. Zastępcze auto oferuje obecnie każdy większy serwis i większość wypożyczalni. W internecie aż roi się od ofert. I choć do 1 mld zł rocznych kosztów, którymi straszyli ubezpieczyciele, jeszcze daleko, towarzystwa już sygnalizują, że może się to skończyć podwyżką cen polis komunikacyjnych.
— Kwoty wypłat za samochód zastępczy obciążają wynik techniczny.
Jeśli liczba tego typu roszczeń wciąż będzie rosła, nieuchronna będzie podwyżka cen ubezpieczeń OC — mówi Sławomir Przybułek. W ocenie Bartłomieja Krupy, ten proces będzie jednak rozciągnięty na lata. Tymczasem, chcąc nie chcąc, ubezpieczyciele dostosowali procedury likwidacji szkód do uchwały SN.
— Zmieniliśmy m.in. ankietę ustalania zasadności wynajmu takiego pojazdu przy telefonicznym zgłaszaniu roszczeń z tym związanych. Usunięte zostały pytania dotyczące niemożności korzystania przez poszkodowanego z komunikacji zbiorowej. Nie ma to już wpływu na decyzję o zasadności roszczeń za wynajempojazdu zastępczego — tłumaczy Agnieszka Rossa z biura prasowego PZU.
Możliwe, że zmianie ulegną także wytyczne Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU) i Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie prawa do korzystania z auta zastępczego. To właśnie zawarte w nich kontrowersyjne ograniczenia w dostępnie osób fizycznych do tej usługi spowodowały, że rzecznik ubezpieczonych zwrócił się o wyjaśnienie sprawy do sądu.
— Obecnie trwają konsultacje dotyczące ostatecznego kształtu i zakresu zastosowania wytycznych. Nie możemy wykluczyć, że do dokumentu zostaną wprowadzone zmiany — informuje Marcin Tarczyński, analityk PIU.