Rynek towarowy jeszcze ożyje

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 08-01-2009, 00:00

Mimo kiepskich nastrojów pogłoski o końcu boomu surowcowego wydają się przesadzone

Jeszcze pół roku temu, gdy rynki akcji przypominały tonącego Titanica, część inwestorów gratulowała sobie pomysłu ulokowania kapitału na rynkach towarowych. Zdawało się, że surowce są poza zasięgiem kryzysu finansowego. Nawet coraz wyraźniejsze objawy jego wpływu na światową gospodarkę nie hamowały surowcowej hossy. Na początku lipca towarowy indeks CRB ustanowił rekord, zyskując od początku roku 32 proc.

Bezpieczeństwo okazało się jednak pozorne. Straty z inwestycji w koszyk surowców okazały się w skali roku niemal identyczne ze stratami poniesionymi na akcjach, ale spadek od letniego szczytu pobił rekord pod względem tempa i głębokości. Indeks CRB stracił w rok 40 proc., najwięcej od 50 lat. Gwałtowna zmiana trendu zaskoczyła analityków i inwestorów, gdyż powszechnie zakładano utrzymanie negatywnej korelacji między rynkami finansowymi i surowcowymi. Przyczyną porażki opartej na tym założeniu strategii okazała się zmiana charakteru rynków surowcowych, która uczyniła je nieodpornymi na załamania finansowe. Gwałtowny wzrost wolumenu transakcji terminowych, spowodowany przez kapitał finansowy, zaburzył fundamentalną grę podaży i popytu na rynkach surowcowych.

Wahania wolumenu realnej wymiany surowców i towarów wynoszą w skali roku najwyżej kilka procent. W latach 2003-07 globalna wartość eksportu wzrosła w tym segmencie o 17 proc. Równocześnie nominalna wartość pozagiełdowych instrumentów pochodnych na surowce wzrosła o 500 proc., a giełdowych o 200 proc. Aktywność handlu zwiększyła się szczególnie na rynkach metali przemysłowych oraz ropy i gazu ziemnego. W 2007 r. liczba otwartych kontraktów wzrosła o 30 proc. w stosunku rocznym. Na rynku brylowały fundusze hedgingowe, które dzięki agresywnemu stosowaniu dźwigni finansowej notowały nawet trzycyfrowe zyski w skali roku. Gdy o kierunku indeksów towarowych zaczął decydować popyt finansowy, jego załamanie musiało przynieść opłakane skutki.

Z punktu widzenia inwestora prognozowanie cen surowców na podstawie czynników fundamentalnych ma jednak niewielką wartość poznawczą, przynajmniej dopóki w ewentualnym nowym globalnym ładzie finansowym nie zostanie ograniczona możliwość zawierania transakcji czysto spekulacyjnych. W przeciwnym wypadku kapitał finansowy będzie mógł nadal wyczyniać z relatywnie niewielkim rynkiem surowcowym niemal wszystko, a wyceny będą zależne głównie od poziomu globalnej płynności finansowej. Inwestycyjny sukces będzie o wiele bardziej prawdopodobny dzięki analizie przepływów kapitału między rynkami i notowań dolara niż wskutek lektury raportów analityków, którzy jeszcze latem prorokowali wzrost ceny ropy do 200 USD za baryłkę, by wkrótce znaleźć równie silne fundamentalne przesłanki przemawiające za ceną 25 USD.

Mimo minorowych nastrojów pogłoski o końcu surowcowego boomu wydają się przesadzone. Jest prawdą, że kapitał finansowy wciąż odczuwa skutki szoku, a realny popyt na niektóre kategorie surowców zmalał. Z drugiej jednak strony wielkość spadków z nawiązką zdyskontowała te czynniki, a działania banków centralnych, zmierzające do zwiększenia płynności, spowodują w końcu reflację systemu finansowego ze wszystkimi tego konsekwencjami. Władze monetarne prawdopodobnie przez dłuższy czas nie odważą się na drenaż nadwyżkowej płynności, co może wywołać większą presją inflacyjną, a z pewnością ożywi spekulacyjny obrót na towarowych rynkach terminowych.

Wyceny surowców cofnęły się błyskawicznie o kilka lat,

a trzeba pamiętać, że w 2003 r.

startowały z bardzo niskiego poziomu, po dwudziestoletnim zastoju, mimo szybkiego wzrostu gospodarczego i stałej inflacji. Analiza techniczna przemawia za tezą, że surowce weszły wówczas w długoterminową, cykliczną hossę, podczas której ich wartość zostanie w końcu urealniona w relacji do wielkości światowej gospodarki, a szczególnie do zasobów kapitału finansowego. Wtedy niedawne spadki należałoby interpretować jako głęboką korektę pierwszej fali wzrostowej wieloletniego rynku byka.

Niewielka kapitalizacja rynku surowcowego czyni z niego idealnego kandydata na pierwszy cel ataku powracającej fali kapitału spekulacyjnego, gdy tylko pojawią się symptomy słabnięcia kryzysu. Tutaj najłatwiej będzie o wielkie zyski, niezmącone troską o wyniki spółek czy wiarygodność emitentów. Aprecjacja może okazać się szczególnie gwałtowna, jeśli skutki obecnej redukcji produkcji i wydobycia zderzą się nagle z finansową nadpłynnością i z ożywieniem gospodarki. Wzrosty będą tym większe, jeśli dolar osłabnie wobec walut rynków wschodzących, mających coraz większy udział w konsumpcji towarowej .

Zaletą surowców jest to, że mogą zyskiwać nawet w warunkach gospodar- czej stagnacji, jeśli towa-rzyszy jej znaczna podaż pieniądza i presja na wzrost cen. Na razie jednak światowa gospodarka wciąż walczy z zagrożeniem deflacyjnym i niedawne odreagowanie na rynkach surowcowych może spotkać się z szybkim kontruderzeniem podaży. Należy zachować zdwojoną czujność i zawczasu zidentyfi- kować najbardziej zyskowne kategorie surowców.

Złoto może mocno rosnąć, jeśli doszłoby do hiperinflacji albo do konfliktu zbrojnego na większą skalę. Zalety żółtego kruszcu zbledną w porównaniu z platyną i srebrem, które będąc szeroko wykorzystywane w celach przemysłowych, doznały głębokiej korekty. W rezultacie są one wyraźnie niedowartościowane w stosunku do złota. Cena zwykle droższej platyny zrównała się pod koniec ub. roku z ceną złota. Ostatnio tak było 12 lat temu.

Ropa była gwiazdą sezonu, ale szybko zgasła, tracąc od szczytu niemal 75 proc. Nastąpił niewielki spadek konsumpcji paliw, ale w razie ożywienia gospodarki popyt szybko się odbuduje. Kraje OPEC w połowie grudnia zdecydowały o zmniejszeniu wydobycia o 2,1 mln baryłek dziennie, czyli niecałe 3 proc. światowej konsumpcji. To znaczne cięcie, które wkrótce może zmienić układ sił. Dla eksporterów ropy cena poniżej 40 USD za baryłkę oznacza kłopoty z finansowaniem deficytów budżetowych. Dla Rosji próg ten wynosi 70 USD. Wzrost do około 60-70 USD za baryłkę jest bardzo prawdopodobny. Metale przemysłowe także bardzo boleśnie odczuły bessę, ale odbudowa cen może potrwać tu dłużej niż w przypadku ropy. Na ożywienie koniunktury w przemyśle i budownictwie trzeba poczekać dłużej. Wiele zależy od rozwoju sytuacji w Chinach. Na razie systematycznie rosną zapasy metali na giełdzie w Londynie.

Szczególnie atrakcyjne w krótkim i w długim terminie są towary rolne. Spadek ceny ropy przekłuł co prawda także biopaliwową bańkę, ale stabilny i rosnący wraz ze wzrostem globalnej populacji popyt na żywność będzie sprzyjał długoterminowemu trendowi wzrostowemu. Paradoksalnie kryzys kredytowy sprzyja cenowemu odbiciu, gdyż farmerzy w wielu krajach mają kłopoty z finansowaniem i ograniczają produkcję. Susza w Argentynie już przyczyniła się do wzrostu notowań pszenicy i kukurydzy. Warto zauważyć, że ziarno kakaowca było w ub. roku jedynym składnikiem indeksu CRB, który zanotował wzrost. W tym roku towary rolne mają szansę zabłysnąć także zespołowo.

Duża zmienność notowań na rynkach towarowych stanowi istotny czynnik ryzyka. Po fatalnym ubiegłym roku dla inwestycji w surowce szanse przeważają nad zagrożeniami. Gdyby w najbliższych latach powstała kolejna spekulacyjna bańka, rynki surowcowe wydają się niemal pewnym kandydatem, szczególnie jeśli dojdzie do ucieczki inwestorów z rynku amerykańskich obligacji, a dolar osłabnie. W świetle coraz powszechniejszych opinii ekonomistów, że wyjście z kryzysu prowadzi tylko ścieżką inflacyjną, surowce mogą wziąć wkrótce rewanż za dziesięciolecia realnego spadku ich wartości.

Tak powstała bańka spekulacyjna

17%

O tyle wzrosła globalna wartość eksportu surowców i towarów w latach 2003-07.

500%

O tyle wzrosła w tym czasie nominalna wartość pozagiełdowych instrumentów pochodnych na surowce.

200%

A o tyle wzrosła w tym czasie nominalna wartość giełdowych instrumentów pochodnych na surowce.

Tak pękała bańka spekulacyjna

1 Kryzys kredytowy zmusił fundusze do likwidacji lewarowanych transakcji, co pchnęło ceny w przepaść.

2Panika skierowała popyt na amerykańskie papiery skarbowe i wywołała podaż na rynkach surowcowych.

3Ostateczny cios zadały surowcom prognozy, że gospodarka USA pogrąży się w deflacyjnej recesji.

Włodzimierz Uniszewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu