ANALIZA-Kandydaci liczą na pobłażliwość wchodząc do strefy euro

Grupa Onet.pl Spółka Akcyjna
opublikowano: 2002-09-26 19:23

Wojciech Moskwa

WARSZAWA (Reuters) - Decyzja Komisji Europejskiej aby dać krajom unijnym dodatkowe dwa lata na zrównoważenie budżetów stanowi precedens, na który zapewne powołają się kraje kandydujące do Unii Europejskiej chcąc jak najszybciej wejść do strefy euro.

Kierowana poczuciem politycznego realizmu Bruksela zaproponowała we wtorek krajom Piętnastki dwa kolejne lata, do 2006 roku, na zbilansowanie wydatków i wpływów budżetowych.

Ta decyzja to miód na serce dla rządów krajów kandydujących obecnie do Unii Europejskiej, które chcę jak najszybciej i względnie bezboleśnie wejść do strefy euro.

Zdaniem analityków kraje kandydackie, w których deficyty budżetowe są często dwukrotnie wyższe niż wynosi górny limit trzech procent PKB zapisany w traktacie z Maastricht, będą obecnie liczyć na pewne poluzowanie warunków ich przyszłego członkostwa w strefie euro.

Europejski Bank Centralny (ECB) wyraźnie podkreślał dotychczas, że obecni kandydaci będą musieli dotrzymać tych samych warunków co państwa, które jako pierwsze przyjęły euro. Jednak politycy postrzegają decyzję Komisji jako sygnał, że nawet w przypadku najsztywniejszych reguł kompromis jest możliwy.

Osiem postkomunistycznych państw może wejść do Unii Europejskiej już w 2004 roku. Mają one obowiązek przyjęcia euro w późniejszym okresie.

Niektórzy, jak Polska chcą to uczynić już w 2006 roku. Jednak każdy z krajów kandydackich jak ognia unika znacznych cięć wydatków socjalnych, które mogłyby obniżyć deficyty budżetowe, obawiając się ostrego sprzeciwu wyborców.

"To zdecydowanie zły sygnał w stronę Wschodu, gdzie perspektywy wejścia do strefy euro stały się motorem reform gospodarczych oraz rozsądnej polityki" - powiedział Adam Czyżewski, główny ekonomista Narodowego Banku Centralnego (NBP).

"Jeżeli te reformatorskie dążenie osłabną i kotwica jaką dla wschodniej Europy jest euro zostanie zerwana, polityka gospodarcza tych krajów nie będzie znacząco różnić się od tej prowadzonej w Ameryce Łacińskiej i dawnych republikach radzieckich" - dodał Czyżewski.

KRYTYKA

Pomysł Komisji już skrytykowały rządy tych krajów strefy euro, które podjęły niepopularne decyzje by wyeliminować deficyty na czas. Tymczasem, dwie wiodące gospodarki europejskie - Francja i Niemcy - otrzymały na to dodatkowe dwa lata.

Kandydaci będą również z uwagą śledzić konsekwencje jakie spotkają Portugalię, która w ubiegłym roku przekroczyła trzyprocentowy limit deficytu budżetowego. Lizbona liczy, że złożona obietnica ograniczenia przyszłych wydatków pomoże jej uniknąć dotkliwych kar finansowych.

"Obecni członkowie nie mogą krytykować kandydatów za łamanie limitów, jeżeli nawet pierwszy szereg członków ma trudności z dopełnieniem zobowiązań" - powiedziała Milena Horcicowa z czeskiego Ministerstwa Finansów.

Analitycy zwracają uwagę, że Komisja już wcześniej przymykała oczy. Belgia i Włochy weszły do strefy euro choć ich dług publiczny był znacznie wyższy niż zezwala traktat z Maastricht. Pozwolono im przystąpić do unii monetarnej, ponieważ dług zaczynał już spadać.

W przypadku Polski, Czech i Węgier dług publiczny znajduje się poniżej poziomu 60 procent PKB, jak wymaga tego traktat z Maastricht. Problemem są wysokie deficyty budżetowe.

W Polsce deficyt wynosi około pięciu procent PKB, a na Węgrzech i w Czechach po sześć procent. Nieco lepiej sytuacja wygląda na Słowacji. Tam deficyt sięga 4,5 procent PKB.

SPECJALNE TRAKTOWANIE

Zdaniem ECB kraje kandydackie powinny skupić się nad zwiększaniem poziomu zamożności swoich obywateli, który stanowi zaledwie 40 procent unijnej średniej i nie spieszyć się z przyjęciem euro, ponieważ ograniczenia fiskalne z tym związane mogłyby ograniczyć wzrost.

Jednak politycy z krajów Europy Wschodniej uważają, że ECB musi uznać, iż kandydaci to przypadek nadzwyczajny i dlatego wchodząc do strefy euro nie będą musieli spełnić wszystkich warunków członkowskich.

Rynki finansowe liczą, że kraje Europy Wschodniej przyjmą euro między 2007 a 2010 rokiem. Dlatego na rynki papierów dłużnych tych państwa napłynęło już przynajmniej 14 miliardów euro.

"Kandydaci do strefy euro z Europy Wschodniej wiedzą, że nie mogą tak naprawdę liczyć na poluzowanie kryteriów członkostwa, ponieważ reforma całego traktatu z Maastricht wydaje się mało prawdopodobna" - uważa Horcicowa.

Jednak spekulacji o modyfikacji zasad członkostwa w strefie euro nie ustają.

W ubiegłym tygodniu członek Rady Polityki Pieniężnej (RPP), Dariusz Rosatii powiedział, że Polska może próbować wynegocjować wejście do strefy euro bez dwuletniego okresu dostosowawczego w systemie ERM-2.

"Gdy kraje kandydackie wejdą już do Unii Europejskiej, rozpocznie się zapewne debata na temat tego, czy obecne kryteria wejścia do strefy euro mają jakiś sens dla nowych członków" - powiedział Radomir Jac, analityk Commerzbank Capital Markets w Pradze.

((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 9700, fax +48 22 653 9780, [email protected]))