Wysoka rentowność, duży eksport i brak sezonowości — tym Pifo przyciągnęło dystrybutora bakalii.
Notowania Bakallandu rosły wczoraj nawet ponad 5 proc. w reakcji na ogłoszenie szczegółów przejęcia Pifo Eko Strefa, czyli łódzkiego producenta płatków śniadaniowych. Za 100 proc. udziałów Bakalland zapłaci 57 mln zł, co oznacza, że spółkę wyceniono 6,7 razy EBITDA (zysk operacyjny powiększony o amortyzację). 15 proc. transakcji Bakalland sfinansuje z własnych pieniędzy, a resztę z kredytu.
— To dla nas bardzo duża transakcja. Pracowaliśmy nad nią, z przerwami, od trzech lat — podkreśla Marian Owerko, prezes Bakallandu.
Pifo udowodniło, że nawet w kryzysie potrafi utrzymać wysoką rentowność. W 2010 r. osiągnęło 34,5 mln zł przychodów, 8,3 mln zł EBITDA i 5,5 mln zł zysku netto.
— Poza wysoką rentownością Pifo przyciągnęło nas znaczącym eksportem, który stanowi 60 proc. produkcji. Dla nas, czyli importera bakalii, jest to naturalny hedging. Ponadto produkty śniadaniowe cechuje brak sezonowości w sprzedaży, podczas gdy w segmencie bakaliowym jest ona wyraźna — wyjaśnia Marian Owerko.
Pifo ma nowoczesny park maszynowy, którego moce wykorzystuje w zaledwie 40 proc.
— Nasze doświadczenie i kontakty handlowe pomogą rozwinąć sprzedaż. To podstawowe zadanie dla tej spółki — zaznacza Marian Owerko.
Jest o co walczyć: rynek płatków Bakalland wycenia na 700 mln zł, a jego wzrost na 12 proc. rocznie.
— Będziemy się rozglądać za kolejnymi celami, ale na razie skoncentrujemy się na sprawnym włączeniu Pifo do grupy — mówi Marian Owerko.
Szef Bakallandu zaprzecza pogłoskom, że firma ma wycofać się z rynku dżemów. "PB" pisał o tym wczoraj.
— To trudny rynek, ale wciąż na nim działamy. Ostatnio obniżyliśmy ceny. Nie mamy własnej produkcji, tylko zlecamy ją na zewnątrz, co utrudnia rozwój. Ten segment i tak nie jest dla nas kluczowy: generuje około 1 mln zł przychodów rocznie [plan Bakallandu na ten rok obrotowy to 250 mln zł sprzedaży — red.] — podkreśla Marian Owerko.