Dotcomy muszą przyjąć strategię przetrwania
E-firmy mogą myśleć o debiucie na GPW najwcześniej za pół roku
Polskie dotcomy muszą zaciskać pasa — analitycy nie widzą w ciągu najbliższych 6 miesięcy większych szans dla spó-łek internetowych na pozyskanie pieniędzy z rynku czy od inwestorów. Wiele e-firm będzie musiało przemyśleć swoje strategie biznesowe. Dostawcy Internetu powinni liczyć się zaś z koniecznością dzielenia wpływami z oferentami treści.
Dla spółek internetowych zaczął się okres próby, który już zaowocował masowymi zwolnieniami, ograniczeniem kosztów bieżącej działalności i intensywnym poszukiwaniem pieniędzy od inwestorów. Analitycy są jednak sceptyczni co do szans powodzenia planowanych debiutów giełdowych.
— Przez najbliższe sześć miesięcy spółkom internetowym ciężko będzie pozyskać pieniądze z rynku. Nie znaczy to, że e-firmy z dobrym pomysłem i racjonalną ofertą skazane są na porażkę. Jeżeli uda im się przeczekać złą koniunkturę, to pod warunkiem rozsądnej waluacji mogą spotkać się z zainteresowaniem inwestorów — uważa Jacek Radziwilski, analityk Deutsche Banku.
Zaciskanie pasa
W kolejce na GPW czekają dwa portale: Hoga i Arena, oraz Getin Service Provider — serwis realizujący usługi dla firm (tzw. platforma wymiany handlowej). Wiadomo już, że z debiutem wstrzyma się na razie Arena. Hoga zaplanowała otwarcie subskrypcji na 17 kwietnia. Getin planuje swój debiut na przełom I i II kwartału.
Hoga może mieć duże problemy z zainteresowaniem inwestorów swoją ofertą, gdyż moda na portale już minęła, konkurencja na rynku jest bardzo duża, rynek reklamy internetowej niewielki, a sama spółka plasuje się daleko za liderami i portalami ze środka tabeli rankingów oglądalności.
— Inwestor nie może być tylko źródłem przychodów. Żeby pozyskać pieniądze z rynku, trzeba mieć pomysł na osiągniecie zysku. A wiadomo już, że z reklamy, przynajmniej przez najbliższe lata, portale nie mogą się utrzymać — uważa Dorota Ubysz, analityk SG.
Jej zdaniem, zupełnie inaczej wygląda sprawa Getina, który jest ciekawszą spółką od Hogi. Jednak wrocławski serwis b2b (business to business) może paść ofiarą słowa klucza. Tak jak w czasie hossy sieciowe deklaracje windowały kursy akcji, tak teraz pomysły internetowe często wkładane są przez inwestorów do jednego worka, z adnotacją, że nie warto wyrzucać na nie pieniędzy.
— Poza oczywistymi rzeczami, jak ograniczenie kosztów, ciężko cokolwiek radzić spółkom internetowym. Na pewno będzie to dla nich ciężki rok. Portale chyba zbytnio skupiły się na pozyskiwaniu użytkowników, zamiast na budowaniu ofert dla potencjalnych reklamodawców. Kampanie reklamowe, nawet jeśli zwiększyły liczbę korzystających, to nie miały przełożenia na dochody — zauważa Benita Mikołajewicz, analityk ING Barings.
ISP pod lupę
Trudno też obecnie wskazać sposób na biznes w Internecie. Żaden z portali, serwisów e-commerce czy B2B nie odniósł na razie sukcesu finansowego. Przychodami mogą natomiast pochwalić się firmy oferujące usługi związane z Internetem — projektanci i twórcy serwisów www oraz dostawcy Internetu. Szacuje się, że największy polski provider — TP SA — osiągnęła z tytułu połączeń z siecią w 2000 roku przychody wysokości około 350 mln zł. Większość analityków jest zgodna, że wcześniej czy później firmy ISP będą musiały dzielić się zyskami z dostawcami treści.
— Dlaczego tylko dostawca Internetu ma czerpać zyski, jeśli większość czasu klient spędza na stronie jednego z portali? — pyta Dorota Ubysz.
Bardzo prawdopodobne, że po przejęciu Onetu przez ITI holding medialny skończy z działalnością charytatywną portalu i zażąda od operatorów kawałka tortu. Tylko ci, którzy zdecydują się dzielić wpływami operatorskimi, będą mogli oferować pełną treść i usługi klientom. Po pozyskaniu inwestora podobnie może postąpić Wirtualna Polska. Na pewno też tego rodzaju — dostępny tylko dla klientów swojej sieci dostępowej — portal ISP będzie budował Elektrim.