Barney u Tytusa

Jacek Zalewski
11-06-2007, 00:00

Prezydent George W. Bush dotarł już do Bułgarii, na której kończy objazd Europy — ale dla nas od piątku pozostaje zagadką, po co tak naprawdę przyjechał do Polski. Gdyby kilkugodzinny pobyt na Helu odcedzić z dyplomatycznych uprzejmości, to merytoryczny dorobek wizyty pozostaje nijaki — a przynajmniej taki jej obraz prezydenci Bush i Kaczyński przedstawili opinii publicznej w gdańskim Lech Walesa Airport. Nie ukrywali, że najważniejsze było po prostu ich osobiste zobaczenie się — co w stosunkach międzynarodowych ma ogromną wartość, ale powinno być tylko formą jakichś treści.

Z nielicznych konkretów obie strony podkreśliły rasowe pobratymstwo psów prezydentów, które są szkockimi terierami. 8-letni Tytus państwa Kaczyńskich z wyraźnym zainteresowaniem podjął na garniturze prezydenta Busha ślad zapachowy, który pozostawił 7-letni Barney — gwiazda filmików kręconych w Białym Domu. Teriery szkockie zaistniały również jako porcelanowy prezent przekazany stronie amerykańskiej. Oprócz wątku psiego, prezydent Bush pierwszy oznajmił światu o narodzinach Drugiej Wnuczki IV RP, która w rodzinie Kaczyńskich pojawiła się dwa dni przed wizytą. 4-letnia Pierwsza Wnuczka gościła na szczycie osobiście.

Reszta informacji przekazanych Polakom i Amerykanom przez głowy ich państw była zbiorem prawd równie wzniosłych, co pustych. Co się zaś tyczy amerykańskiej tarczy antyrakietowej, to na szczęście nic jeszcze nie zostało postanowione, bo nie mogło — nie tylko ze względu na czas rozmowy ograniczony do godziny lekcyjnej. Kluczowe znaczenie będzie miała wizyta prezydenta Władimira Putina w USA na początku lipca, a dopiero po niej odbędzie się (16 lipca) kolejne spotkanie George’a W. Busha z Lechem Kaczyńskim, tym razem w Waszyngtonie. Taka kolejność jest nieprzypadkowa i wskazuje Polsce miejsce w amerykańskim szyku.

Cztery lata temu prezydent USA wygłosił na Wawelu płomienne przemówienie, kadzące Polsce jak nigdy w historii. Jego następstwem było wplątanie naszego kraju w wojnę iracką, której bezmyślność i szkodliwość nie ulega wątpliwości już nawet dla samego Busha. Dlatego zasadne jest pytanie, za jaką cenę mielibyśmy przyjmować na swoje terytorium tarczę, będącą jednostronną inicjatywą amerykańską i służącą — przynajmniej w dotychczasowej wersji — obronie wyłącznie USA, a nie Europy. Ta cena powinna być zaporowa, albowiem lista tematów, w których amerykański sojusznik wykiwał Polskę od czasu naszego wstąpienia do NATO, rośnie z każdym rokiem. Największą kompromitacją jest offset związany z zakupem F-16, o którym obie strony mają całkowicie inne wyobrażenie. Ale abstrahując od offsetu — Polska generalnie znajduje się na szarym końcu transferu nowoczesnych technologii z USA do państw sojuszniczych.

W sumie najbardziej celną charakterystyką króciutkiej wizyty Busha w prezydenckim ośrodku Mewa na Helu jest przysłowie „wstąpił do piekieł, po drodze mu było”. To by się nawet zgadzało z wizją alterglobalistów, którzy do prezydenta USA zaadresowali złośliwe „Welcome to Hell” — czyli witaj w piekle.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Barney u Tytusa