Nie polityczna emerytura, czy wręcz banicja z Senatu w związku z prawomocnym wyrokiem, ale reaktywacja - w ten sposób, zdaniem komentatorów, 77-letni przywódca włoskiej centroprawicy postanowił odpowiedzieć na głęboki rozłam w Ludzie Wolności, a także przesłać wyraźny sygnał tym, którzy, tak jak premier Enrico Letta, już ogłosili zmierzch jego politycznej kariery i zakończenie epoki „berlusconizmu”.
Decyzja o zapowiadanym już wcześniej reaktywowaniu Forza Italia została przypieczętowana podczas spotkania części kierownictwa Ludu Wolności w piątek wieczorem. Nie uczestniczył w nim formalny sekretarz generalny tej partii, wicepremier w rządzie Letty, Angelino Alfano. Ten młody polityk, niegdyś „namaszczony” wręcz przez Berlusconiego jako jego następca, stał się jego antagonistą - jawnie wystąpił przeciwko niemu, gdy były premier chciał doprowadzić do rozbicia koalicji centrolewicy i centroprawicy oraz w konsekwencji do upadku rządu. W partii byłego premiera doszło do poważnego rozłamu, na który jej założyciel odpowiedział zamknięciem jej działalności.
Wraz z jednomyślną decyzją o zamknięciu Ludu Wolności Alfano został pozbawiony funkcji formalnego szefa partii, a Silvio Berlusconi przejął wszystkie stery Forza Italia dzięki poparciu swych najwierniejszych zwolenników.
„To ja jestem teraz liderem” - powiedział wyraźnie były premier.
Faktycznie wielki centroprawicowy blok rozpadł się na dwie partie, bo około 30 buntowników, wśród nich ministrowie z rządu Letty, nie zgadza się z decyzją o wykreśleniu Ludu Wolności z życia politycznego. Deklarują oni wręcz: jesteśmy wierni szefowi rządu, a nie Berlusconiemu.
Wśród polityków z różnych formacji dominuje przekonanie, że "tego rozdarcia nie da się już zaszyć".
Komentator dziennika „Corriere della Sera” napisał w sobotę, że Berlusconi, często przedstawiany jako inicjator jednoczenia umiarkowanych sił czy wręcz „protektor stabilności”, stał się swoim przeciwieństwem.
„Nie będąc w stanie utrzymać w całości swej partii, rozbił ten blok, który dominował we Włoszech ponad 15 lat” - wskazał publicysta.
W jego opinii to „finałowa batalia” byłego premiera, który – jak przypomniał - „stoi już jedną nogą poza parlamentem”, bo może zostać wkrótce z niego wykluczony jako osoba prawomocnie skazana za oszustwa podatkowe.
Komentator mediolańskiej gazety nie ma wątpliwości co do tego, że za każdym politycznym krokiem byłego premiera kryją się jego problemy z wymiarem sprawiedliwości. Ostatnio usłyszał on dwa wyroki sądów pierwszej i drugiej instancji o zakazie piastowania urzędów publicznych przez dwa lata (sprawa oszustw w jego telewizji Mediaset) lub nawet dożywotnio ( proces ws. korzystania z prostytucji nieletnich i nadużycia władzy).
Prasa zauważa, że powołany w kwietniu przez centrolewicę i centroprawicę rząd Enrico Letty jest wciąż zakładnikiem osobistych strategii Berlusconiego. Premier zapewnia tymczasem, nie kryjąc satysfakcji: „Mam większość bez Silvio”.
Nie wszyscy politycy z jego centrolewicowej Partii Demokratycznej podzielają ten optymizm. Z jej szeregów płyną też ostrzeżenia, że Berlusconi znów może zagrozić politycznej stabilizacji Włoch, które mozolnie walczą z kryzysem finansowym i dostrzegają na horyzoncie zwiastuny wyjścia z recesji.