— Górnicy mają specyficzne podejście do czasu. Nigdy nie wiedzą, czy następnego dnia wyjdą na powierzchnię — mówi prezes Andrzej Miśta.
W kronice prowadzonej przez Przedsiębiorstwo Surowców Skalnych Bazalt-Gracze jest wszystko. O tym, że bazalt wydobywano w Graczach już w XVI wieku. Że przed 1914 rokiem surowiec dowożono furmankami do linii kolejowej. Że jak już w latach trzydziestych ubiegłego stulecia Niemcy odebrali majątek żydowskiemu właścicielowi, to zainstalowali kruszarki o wydajności 40 ton na godzinę. I o tym, że produkcję grysu uruchomiono w 1946 roku. Pożółkłe kartki kroniki pokrywają nierówne, niebieskie litery wystukane starą maszyną do pisania.
— Jesteśmy białymi górnikami, a górnicy zawsze mieli specyficzne podejście do czasu. Zapisywali go, bo nigdy nie było wiadomo, czy następnego dnia wyjdą na powierzchnię — zamyka księgę prezes Andrzej Miśta.
Późnojesienne ciężkie chmury zawisły nad Graczami. Miejscowość sprawia przygnębiające wrażenie: wszędzie tablice namawiające do kupna nagrobków i szyldy zakładów kamieniarskich. Nozdrza zatyka niewidzialny pył.
— Ale proszę spojrzeć na to z innej strony: dajemy pracę 120 osobom, wypracowujemy zyski, mamy dobre, twarde tworzywo — zaznacza przedsiębiorca.
Precyzja w tonach
Od 1997 r. firma funkcjonuje jako spółka pracownicza. W tym czasie unowocześniono sprzęt (zamiast 13 niewydajnych kruszarek zainstalowano trzy szwedzkiej firmy Svedala), dostosowano się do wymagań ochrony środowiska.
— Ważnym przedsięwzięciem było zamontowanie precyzyjnych wag. Dawniej ładowało się do naczepy „na oko”. Teraz każdy pojazd jest ważony z dokładnością do 100 kg, a mniejsze z dokładnością do 10 kg — prezes pokazuje na wjeżdżającą sześćdziesięciotonową ciężarówkę.
Firma nie ma własnego transportu, nie korzysta też z kolei.
— Wagonami opłaca się wysyłanie kruszyw na duże odległości, poza tym przedsiębiorstwa chętniej korzystają dziś z firm spedycyjnych. A dojechać do nas łatwo, Gracze są tuż przy autostradzie — mówi Andrzej Miśta.
Kolejne ciągniki siodłowe wyjeżdżają stąd z grysami, tłuczniami, klińcami, piaskami i mączką bazaltową. Słychać łoskot kruszarek — metrowe bryły zamieniają na kamyczki wielkości kilku- czy kilkunastu milimetrów. Z dala dobiega szum sit, które sortują surowiec.
— Najważniejsze, aby trzymać wymiar. Co najmniej 90 proc. grysu musi mieścić się w zakładanych wielkościach, np. 5-8 mm — tłumaczy prezes Miśta.
W cieniu przeszłości
Kopalnię dzieli od wsi kilkaset metrów, mieszkańcy są przyzwyczajeni do odgłosów młotów hydraulicznych i wystrzałów ściany eksploatacyjnej.
— Kiedyś ściana się zawaliła. Musieliśmy dokładnie zbadać stumetrowe wyrobisko. Od tej pory kontrolujemy jego stan na bieżąco. Na szczęście okazało się, że dalsza eksploatacja jest możliwa, pracownicy odetchnęli z ulgą — opowiada przedsiębiorca.
Zapotrzebowanie na grysy jest ogromne. Wiele mostów na autostradzie A-4 zbudowano z surowca z Graczy, część surowca jest nawet eksportowana do Czech.
— Powstają tam twarde płyty chodnikowe. W Polsce nasz grys służy głównie do budowy dróg i do produkcji materiałów budowlanych — mówi prezes.
Przystajemy przy dwumetrowej bryle bazaltu. Trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób sto lat temu transportowano skały z wyrobiska do kruszarek.
— Dzisiaj, zamiast wozami konnymi, wydobyte kruszywo przewozi się ciężarówkami — mówi Andrzej Miśta.
Od początku istnienia kopalni wyciągnięto z wyrobiska 35 mln ton kruszyw. Obecne złoże wystarczy na jakieś siedem lat.
— Ściśle planujemy wydobycie, starsi pracownicy odchodzą na emeryturę, nowych raczej nie zatrudniamy, ale nie ma tragedii — zapewnia prezes.
Niedaleko Graczy znajdują się kolejne pokłady surowca. Pracę znajdą dotychczasowi pracownicy, dziś dojazd do pracy 30 km nie jest niczym niezwykłym.
— Oprócz tego planujemy uruchomienie produkcji. Jeszcze nie mogę zdradzić, co to będzie, ale na pewno nie telewizory. Unoszący się wszędzie pył wyklucza montaż precyzyjnych mechanizmów — zapowiada Andrzej Miśta.
Trwają rozmowy z Elektrownią Opole o wypełnieniu przestrzeni pozostałej po wydobytym surowcu pyłem odpadowym. Rekultywacja terenu to obowiązek kopalni.
Bazaltowi gracze
Andrzej Miśta opiera się o skałę. Gdyby nie ta kontuzja, na pewno prześcignąłby niejednego trzydziestolatka.
— Co roku organizujemy Barbórkowy Bieg Skalnika. Jest jeszcze klub piłkarski Skalnik-Gracze, któremu prezesuję. W takiej wsi jak nasza trzeba zaproponować młodzieży odpoczynek od dyskotek i komputerów. Nie ma tu prężnych ośrodków kultury, więc musi się tym zająć największy w okolicy pracodawca — kwituje Andrzej Miśtal.
Przed budynkami dwóch chłopców biega za piłką. Nie patrzą na „głośną górę” — dla nich pracy już tu nie będzie. Na razie nie myślą o tym. Tylko grają. Bazaltowi gracze.
