Bomba w ramówce

Urszula Światłowska
18-07-2005, 00:00

Nowy Jork, Madryt, Londyn... Czy nasze media mają już patent na relacjonowanie terroru?

„Londyn, 7 lipca”, „Wszyscy jesteśmy londyńczykami”, „Znów uderzyli” — to przykłady tytułów z pierwszych stron gazet po zamachach w Londynie. Po 11 września 2001 r., gdy media po raz pierwszy na taką skalę relacjonowały zamach terrorystyczny, dominowały: „horror”, „szok” i „przerażenie”. Ale potem był Irak, Madryt, Biesłan... Zamachy — jakolwiek źle by to nie brzmiało — powszednieją, a relacje mediów stają się coraz bardziej stonowane — i przewidywalne.

Od WTC po Londyn

Gdy cztery lata temu terroryści uderzyli w World Trade Center, nikt nie był na to przygotowany. Komentarze w mediach były bardzo emocjonalne, a zdjęcia samolotów uderzających w Bliźniacze Wieże pojawiały się na okrągło we wszystkich mediach i przez kilka dni nie schodziły z pierwszych stron gazet. Teraz jest już inaczej — relacje są spokojniejsze i bardziej wyważone.

— Od czasów zamachów w Nowym Jorku relacje w gazetach opinii bardzo się zmieniły. Teraz są bardziej powściągliwe, a szok nie jest już podstawowym elementem. W tabloidach także nastąpiła interesująca przemiana. Sensacją nie było samo wydarzenie, lecz strach przed tym, co może czekać Polskę, Warszawę. Nowa taktyka — zastraszanie. Ma to swoje dobre i złe strony, bo jasno też pokazało, jak bardzo jesteśmy nieprzygotowani na atak terrorystów — ocenia Wiesław Godzic, medioznawca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Nie do końca zgadza się z tą opinią Tomasz Lis, dyrektor programowy telewizji Polsat.

— Niewiele się zmieniło. Może materiały są mniej emocjonalne. Ale zamachy w Nowym Jorku to był szok, a dziennikarz też jest człowiekiem. Teraz, gdy również ludzie mediów przywykli do wybuchających bomb, relacje są bardziej informacyjne — uważa Tomasz Lis.

Ale coś się jednak zmieniło.

— Artykuły, relacje są dużo lepsze, bardziej profesjonalne, pełniejsze. Dziennikarze mają znacznie więcej doświadczenia. Współpracują z lokalnymi władzami, lepiej je rozumieją. Wiedzą już, że w ciągu pierwszych godzin panuje chaos informacyjny i potrafią trzymać nerwy na wodzy — ocenia Bartosz Węglarczyk, zastępca szefa działu zagranicznego „Gazety Wyborczej”.

— Materiały są bardziej wyważone, słowa precyzyjniej dobierane. Pamiętamy, że naszą rolą jest również uspokajanie ludzi — mówi Andrzej Żak, kierownik aktualności w Polskim Radiu.

Alarm w redakcji

Do natychmiastowej reakcji przygotowane są właściwie wszystkie ogólnopolskie redakcje. Rozwój techniki i doświadczenie zrobiły swoje. Każdy ma plan działania na wypadek sytuacji kryzysowej. Wiadomo, kto i co ma robić.

— Natychmiast przerywamy program i uruchamiamy procedurę określającą m.in., który reporter natychmiast wyjeżdża za granicę. Mamy także rozwiązane najprostsze, techniczne rzeczy. Wiadomo, że w sytuacji kryzysowej dziennikarze nie mogą odejść od klawiatury, więc są osoby, które podają napoje i jedzenie. A na antenie? Serwisy informacyjne pojawiają się co 15 minut, nie nadawane są reklamy i dżingle — opowiada Kamila Ceran, szef działu informacji Radia Zet.

Podobnie jest w innych stacjach.

— W sytuacji kryzysowej ramówki są natychmiast łamane. Pojawiają się magazyny informacyjne. Reporterzy aktualności cały czas są na miejscu, gotowi przejąć antenę. Są ustalone procedury alarmowe. Wiadomo, kogo budzić i ściągać do redakcji — mówi Andrzej Żak.

Podobnie w Programie 1 TVP.

— Jeżeli coś się dzieje, przerywamy program, wysyłamy ludzi na miejsce i nadajemy specjalne wydania „Wiadomości” — mówi Robert Kozak, szef programów informacyjnych Programu 1 TVP.

Na natychmiastową zmianę programu przygotowana jest oczywiście telewizja informacyjna.

— Cała ramówka jest tak skonstruowana, by w każdej chwili można było zrobić program specjalny — podkreśla Adam Pieczyński, dyrektor programowy TVN24.

Gazety też mają stan podwyższonej gotowości. Choć nie muszą — jak media elektroniczne — podawać najświeższych informacji i ścigać się z innymi, to każda chce mieć jak najlepiej opracowany temat. Szybko przygotowywane są specjalne raporty i dodatki. A cały zespół stawiany jest na nogi. W takiej sytuacji jak ryba w wodzie czują się tabloidy.

— W sytuacjach ekstremalnych tabloid taki jak nasz pracuje najszybciej i najsprawniej. Każdy jest na swoim miejscu i wszystko działa gładko — zapewnia Mariusz Ziomecki, redaktor naczelny „Super Expressu”.

Program specjalny

Gdy do Polski dotarły informacje o zamachach w Londynie (pierwsze bomby wybuchły około godz. 9.00 naszego czasu), media szybko zareagowały. Mniej więcej godzinę później telewizja TVN24 przerwała zwykły program i skoncentrowała się na wydarzeniach w Londynie. W TVP 1 od godz. 12.00 ruszyły specjalne wydania „Wiadomości”, „Panorama” w telewizyjnej Dwójce od pierwszego popołudniowego wydania (o godz. 13) w kolejnych serwisach informowała o tym, co dzieje się w stolicy Wielkiej Brytanii. Ogólnopolskie stacje radiowe również natychmiast dostosowały ramówki do bieżących wydarzeń. Serwisy internetowe podawały na bieżąco najświeższe doniesienia agencyjne. Jeszcze tego samego dnia do Londynu trafili korespondenci polskich mediów. W „Wiadomościach” najpierw pojawiały się korespondencje Tadeusza Jagodzińskiego z Sekcji Polskiej Radia BBC, a pod koniec programu połączono się telefoniczne z właśnie przybyłym do Londynu Piotrem Kraśko. W głównym wydaniu „Wydarzeń” Polsatu pojawiły się relacje, które przygotował specjalny wysłannik Jakub Sobieniowski. Dla „Faktów” TVN wypadki relacjonował Maciej Woroch. Dla radia RMF FM sytuację bezpośrednio z Londynu opisywali Roman Osica i Paweł Świąder, a Radio Zet wysłało Jacka Czarneckiego, wcześniej wydarzenia relacjonował londyński korespondent Mariusz Kukliński. Z kolei Polskie Radio korzystało z relacji przygotowanych przez dziennikarzy z Sekcji Polskiej Radia BBC, a na miejsce wysłano Beatę Płomecką oraz Pawła Homę.

Informacja wirtualna

Gdy w ciągu dnia dzieje się coś dramatycznego, wiele osób pozbawionych jest dostępu do radia czy telewizji. Podstawowym — i najszybszym — źródłem informacji są więc serwisy internetowe.

— Musimy działać błyskawicznie. Priorytetami dla naszych redakcji są szybkość, rzetelność i nieustanna aktualizacja wiadomości. A gdy mamy do czynienia z zamachem, ogłaszamy dodatkowy alert. Tak było w 2001 r., kiedy waliły się wieże WTC, tak było też 7 lipca, kiedy wybuchały bomby w Londynie — tłumaczy Zygmunt Moszkowicz, redaktor naczelny serwisu interia.pl.

— Internetowy serwis informacyjny, taki jak gazeta.pl, ma szczegółowe procedury pracy dla różnej klasy zdarzeń kryzysowych. Bez nich nie mamy szans odpowiednio reagować. Opisują one m.in. zmiany na pierwszej stronie portalu i budowę specjalnego serwisu, uruchomienie łącz związanych z przyjęciem zwiększonego ruchu, współpracę z innymi mediami — wylicza Jarosław Śliżewski, szef redakcji gazeta.pl

Rutyna?

W sytuacji, gdy tragiczne doświadczenie się powtarza, może przyjść rutyna.

— To ciemna strona doświadczenia. W pewnym stopniu dotyczy też artykułów opisujących wojnę lub zamachy terrorystyczne. Inaczej pisze się o takim wydarzeniu po raz pierwszy, inaczej gdy już wiadomo, jak się za to zabrać —przyznaje Bartosz Węglarczyk.

— Bardziej niż o rutynę chodzi o doświadczenie. Szybciej możemy ocenić rangę wydarzenia, wiemy, czego się spodziewać i gdzie szukać informacji. O rutynie można mówić w przypadku stale powtarzających się zamachów w Izraelu, ale normalne europejskie miasto wciąż porusza — dodaje Zygmunt Moszkowicz.

— Rutyny tak do końca nigdy nie ma, ale cały mechanizm kręci się sprawniej niż 4 lata temu, przy WTC — przyznaje z satysfakcją Jarosław Śliżewski.

Mechanizm? Tak, bo choć może brzmi to brutalnie, zadaniem mediów jest informować, nie zaś epatować odbiorców stanem ducha relacjonującego wydarzenie dziennikarza.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Urszula Światłowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Bomba w ramówce