Prezydent USA George Bush wygłosi we wtorek o godz. 21.00 czasu lokalnego (3.00 w środę czasu polskiego) doroczne orędzie o stanie państwa, w którym jak zwykle nakreśli główne kierunki swojej polityki na najbliższy rok.
Jak poinformował Biały Dom, Bush będzie mówił m.in. o sytuacji w Iraku i innych problemach na arenie międzynarodowej, jak konflikt z Iranem wokół programu nuklearnego tego kraju oraz wyniki niedawnych wyborów na terytoriach palestyńskich, ku rozczarowaniu Waszyngtonu zakończonych zwycięstwem radykalnej partii islamskiej Hamas.
Przedstawi też propozycje reform systemu ochrony zdrowia, uszczelnienia granic przed nielegalnymi imigrantami i zaapeluje o prace nad alternatywnymi paliwami, aby zmniejszyć zależność USA od zagranicznej ropy naftowej.
W wywiadzie dla telewizji CBS News w niedzielę Bush mówił, że popiera postulaty zwiększania produkcji samochodów o napędzie częściowo elektrycznym (tzw. hybrydy) oraz prace nad etanolem, alternatywnym paliwem uzyskiwanym z kukurydzy.
W sytuacji znacznego deficytu budżetowego nie oczekuje się od prezydenta wielu kosztownych inicjatyw legislacyjnych. Bush odłożył już na później ambitne plany zasadniczej reformy federalnego systemu emerytalnego i zreformowania kodeksu podatkowego.
Jak wynika z badań opinii, najbardziej palącym problemem dla Amerykanów jest - oprócz wojny w Iraku - ochrona zdrowia. Ta ostatnia jest powszechnie krytykowana z powodu rosnących kosztów i niewystarczających ubezpieczeń medycznych. Ponad 40 milionów Amerykanów nie ma żadnego ubezpieczenia zdrowotnego.
Biały Dom liczy, że orędzie umocni pozycję Busha. Notowania prezydenta w sondażach znacznie spadły w ciągu minionego roku w związku z przeciągającą się wojną w Iraku, serią skandali korupcyjnych, wysokimi cenami benzyny oraz nieudolnością administracji w czasie huraganu Katrina i powodzi w Nowym Orleanie.
Według najnowszego sondażu "Wall Street Journal" i telewizji NBC News tylko 39 procent Amerykanów aprobuje dziś sposób sprawowania przez Busha urzędu; odsetek ten spadł o 11 procent w porównaniu z grudniem 2004 roku.
Podobnie zmniejszyło się zaufanie do prezydenta - podczas gdy w styczniu 2005 r. 50 procent obywateli uważało go za "uczciwego i prostolinijnego", obecnie zaledwie 38 procent ma o nim taką opinię.
Sondaże wskazują też na wzrost poparcia dla Partii Demokratycznej.
Zapytani przez dziennik "Washington Post" i telewizję ABC News, czy kraj powinien iść w kierunku proponowanym przez Busha czy przez Demokratów w Kongresie, Amerykanie w większości (51 procent) opowiadają się za tymi ostatnimi; za polityką Busha jest 35 procent.