Mimo że spółka ma taką możliwość, nie planuje teraz sprzedaży nowych akcji.
Odkąd do kieszeni Michała Sołowowa wpadło blisko 260 mln zł ze sprzedaży niewielkich pakietów akcji Cersanitu i Echa, rynek nie ustaje w domysłach na temat przeznaczenia tej gotówki. Jedną z pojawiających się wersji jest objęcie nowej emisji Cersanitu.
— W tej kwestii nic się nie zmieniło od września, gdy walne dało nam możliwość przeprowadzenia emisji w ramach kapitału docelowego. Nie mamy na razie konkretnego atrakcyjnego celu przejęcia i nie planujemy w tym celu podwyższenia kapitału — mówi Mirosław Jędrzejczyk, prezes Cersanitu.
Analitycy wskazywali, że emisja mogłaby być konieczna ze względów płynnościowych.
— Nie mamy problemów płynnościowych. Rolujemy wszystkie kredyty obrotowe, dotrzymujemy również warunków finansowych długoterminowych kredytów inwestycyjnych — wyjaśnia Mirosław Jędrzejczyk.
Spółka odczuła spowolnienie gospodarcze i musi elastycznie dostosować się do innej sytuacji rynkowej. Więcej sprzedaje się teraz tańszych produktów, co widać po realizowanych marżach.
— Jeśli chodzi o płytki, ofertę w zasadzie ma cały rynek. Cenowo Opoczno radzi sobie lepiej, bo to bardzo silna marka, ale wolumenowo więcej sprzedajemy pod marką Cersanitu. Takie są realia — przyznaje prezes.
Sytuacja na światowych rynkach finansowych zmusza też Cersanit do weryfikacji przyjętej przed kilku laty strategii.
— W ogólnym brzmieniu strategii nic się nie zmieniło: podstawą ma być rozwój na rynkach rodzimych. Zastanawiamy się nad tym, jak ten rozwój ma wyglądać i jak go osiągnąć — mówi Mirosław Jędrzejczyk.
Prace nad dostosowaniem strategii Cersanitu do zmienionych realiów rynkowych trwają już kilka miesięcy i zakończą się — jak mówi zarząd — w najbliższym czasie.
— Moce produkcyjne rzędu 100 mln m kw. płytek i 10 mln szt. ceramiki nie są celem samym w sobie. Cersanit jest organizacją, która ma zarabiać pieniądze, pomnażać zainwestowany kapitał akcjonariuszy. Dlatego główne zadanie to poprawienie efektywności operacyjnej — podkreśla prezes Cersanitu