Prawo Nowe wymogi dla przewoźników
Od 1 stycznia 2009 r. w UE będą obowiązywać ujednolicone przepisy dotyczące przewozów towarów niebezpiecznych.
Przewoźnicy twierdzą, że przepisy określające transport chemikaliów są nieprzejrzyste i sprawiają problemy. Parlament Europejski (PE) jest o krok od ich ujednolicenia.
Rzeki na tapetę
Według Bogusława Liberadzkiego, który przed PE prezentował nową dyrektywę, rocznie przez terytorium UE transportuje się 110 mld tonokilometrów materiałów niebezpiecznych. Są to m.in. paliwa, gazy i odpady. Około 58 proc. z nich podróżuje drogami, 25 proc. koleją, a 17 proc. rzekami. Transportu materiałów niebezpiecznych wodami śródlądowymi obecne przepisy nie obejmują, ale nowa dyrektywa ma już regulować tę kwestię.
— Polska, która nie ratyfikowała norm dotyczących przewozów towarów niebezpiecznych w transporcie rzecznym, będzie musiała ich przestrzegać od 2009 r. Choć w naszym kraju praktycznie ten rodzaj transportu nie występuje, polska flota pracuje na wodach śródlądowych w Niemczech i krajach Beneluksu — mówi Bogusław Liberadzki, europarlamentarzysta.
Firmy transportowe z zadowoleniem przyjmują informację o ujednoliceniu przepisów.
— Często błędy nie wynikają ze złej woli przewoźnika, ale ze złej interpretacji przepisów. Dobrym pomysłem jest ujęcie w jednym akcie prawnym przepisów dotyczących transportu drogowego, kolejowego i śródlądowego. Firmy oferujące transport multimodalny nie będą musiały sięgać do wielu źródeł — twierdzi Andrzej Szymański, dyrektor handlowy Dartom.
Jego zdaniem, polskie firmy produkujące niebezpieczne materiały nie są tak wymagające jak zagraniczne koncerny.
— Nie wszystkie zwracają uwagę na warunki, w jakich towary są przewożone. Często nie interesują się, czy kierowcy są przeszkoleni, a samochody przystosowane do przewozu materiałów niebezpiecznych. Restrykcyjne przepisy dotyczące ich przewożenia pojawiły się w Polsce w 2002 r., na Zachodzie już dawno problem jest traktowany poważnie — uważa Andrzej Szymański.
Zablokowane śmieci
Dyrektywa przewiduje, że kraje unijne na swoim terytorium będą mogły ograniczyć transport towarów niebezpiecznych lub go zakazać.
— Argumentem mogą być względy bezpieczeństwa narodowego lub ochrony środowiska. Dyrektywa pozostawia też swobodę państwom, które chciałyby wprowadzić bardziej rygorystyczne przepisy. Holandia już wymaga specjalnych szkoleń od kierowców wożących niebezpieczne ładunki — mówi Bogusław Liberadzki.
Jednak firmy transportowe z rezerwą podchodzą do tego pomysłu.
— Transport ładunków niebezpiecznych ściśle określonymi trasami to nie jest dobre rozwiązanie, chociażby dlatego, że zwiększy zagrożenie atakami terrorystycznymi. Ponadto objęcie taką regulacją wszystkich towarów może uniemożliwić dostarczanie ich np. do hurtowni czy sklepów. To dotyczy takich towarów, jak np. kosmetyki, gaz, płyn do spryskiwaczy. Utrudniony będzie także transport odpadów komunalnych — przestrzega Dariusz Gruczek, doradca ds. ADR w Hellmann Worldwide Logistics.
Przewoźnicy zwracają uwagę na jeszcze inny aspekt swojej działalności. Ustawowo każda firma transportowa, logistyczna i zakład przemysłowy, które mają do czynienia z towarami niebezpiecznymi, muszą wyznaczyć odpowiedzialnego za ten proces doradcę i przygotować plan zabezpieczenia.
— Często do wypadków dochodzi wtedy, gdy towar jest źle zapakowany lub gdy ktoś niewłaściwie się z nim obchodzi. A nawet niewielkie ilości substancji niebezpiecznych mogą spowodować śmierć. Dlatego należy zwrócić uwagę na zabezpieczenie i transport tych towarów, a nie liberalizować przepisy. Ludzie, którzy mają do czynienia z materiałami niebezpiecznymi, powinni odbywać częste szkolenia — mówi Dariusz Gruczek.
Dorota Wojnar