Firmy górnicze dopiero tną zatrudnienie, bo obawiają się gorszych
miesięcy. Inwestorzy są o krok dalej. Widzą lepsze czasy
Kurs New World Resources, zarejestrowanej w Holandii spółki kontrolującej czeskie kopalnie OKD, wyrwał się wreszcie z półrocznego marazmu, poprzedzonego trwającym również pół roku spadkiem notowań. W tym czasie cena akcji obniżyła się z około 80 zł do niespełna 10 zł. Równolegle mocno taniał węgiel.
Wyskok notowań górniczej spółki to zasługa pozytywnych sygnałów docierających z rynku węgla kamiennego. Tu po 10 miesiącach spadków widać pozytywne sygnały, choć oczywiście zmiany na razie są symboliczne (niespełna 5 proc. od początku tygodnia) w porównaniu z drogą, jaką pokonał kurs NWR. Od początku tygodnia wzrósł on o 65 proc.
Uzasadnienie przychylniejszego spojrzenia na firmy górnicze jest jedno: nadzieja na wzrost popytu na surowce z Chin. W gospodarkę tego kraju wpompowano ostatnio 586 mld USD w ramach pakietu stymulacyjnego. Efekty już są. Produkcja przemysłowa wzrosła w kwietniu po raz pierwszy od dziewięciu miesięcy. Natychmiast pojawiły się też pozytywne rekomendacje analityków dla spółek surowcowych. Goldman Sachs podniósł do "atrakcyjnej" z "neutralnej" ocenę dla branży węglowej w Ameryce Północnej i Południowej. Wczoraj Barclays zalecił klientom zwiększenie zaangażowania w spółki górnicze. Podwyższył do "przeważaj" zalecenie dla znanego koncernu Rio Tinto oraz do "równoważ" z "niedoważaj" dla Kazakhmysu — firmy, która zajmuje się wydobyciem m.in. miedzi, ropy naftowej i złota. Analitycy Barclays podnieśli też prognozy cen węgla na kolejne lata.
Na razie doniesienia te bardziej pomagają notowaniom górniczych spółek niż cenom większości surowców. Wspomniane kontrakty na węgiel poszły w górę od początku tygodnia o 4,5 proc., miedź zdrożała niewiele ponad 3 proc. (od początku roku wzrost sięga już jednak 60 proc.). Jedynie ropa naftowa odnotowała bardziej znaczącą zwyżkę. Wczoraj jej kurs wzrósł do ponad 58 USD za baryłkę (to najwięcej od listopada ub.r.), a od początku tygodnia cena poszła w górę o ponad 9 proc. W środę okazało się, że zapasy ropy w USA w ostatnim tygodniu kwietnia wzrosły w dużo mniejszym stopniu niż oczekiwano. Spadły też zapasy benzyny, choć prognozowano, że wzrosną. Byłyby to dane zgodne z pierwszymi ocenami, że recesja w gospodarce światowej będzie trwała krócej, a kryzys bankowy za chwilę będzie już tylko wspomnieniem.
Na razie nie odnotowano zmian w popycie na paliwa, a z firm wydobywających surowce docierają wieści, które przeczą optymizmowi inwestorów i analityków. BHP Billiton Mitsubishi Alliance, największy na świece eksporter węgla, zapowiedział właśnie częściowe zamknięcie jednej ze swoich największych australijskich kopalń na miesiąc. Zwolniono już tam 1,1 tys. pracowników, a w sumie w całym koncernie pracę ma stracić 6 tys. osób. Także czeski OKD planuje zwolnienia, dla których alternatywą są obniżki wynagrodzeń. Inne firmy podejmują podobne kroki, a przecież, kto lepiej wie, co w trawie piszczy, jeśli nie menedżerowie firm z branży? Interpretacja może być jednak inna. Dekoniunkturę niektóre firmy wykorzystują do zmniejszania kosztów, czyli np. redukcji załogi. Przejściowe ograniczenie produkcji ma tylko zwiększyć dynamikę cen po tym, jak popyt znów przejmie inicjatywę na rynkach.