Chory smok może nas uzdrowić

  • Jacek Kowalczyk
23-01-2013, 00:00

Tarapaty Chin są Polsce na rękę. Im wolniej będzie rósł tamtejszy PKB, tym szybciej nasz — twierdzą Deloitte i DnB Nord

W czwartym kwartale 2012 r. wzrost gospodarczy w Chinach wyniósł 7,9 proc. Jak na europejskie standardy to niemal prędkość światła — Polska na taki postęp potrzebuje około trzech lat, a strefa euro całej dekady. Dla Chińczyków to jednak żadne osiągnięcie. Ostatnie lata przyzwyczaiły ich do dynamiki na poziomie 9-11 proc. Wszystko poniżej uznawane jest za przejaw kryzysu gospodarczego. Prawdziwe kłopoty mogą jednak być dopiero przed Chinami. Pompowana już od kilku lat bańka na rynku nieruchomości może w końcu pęknąć. Dla azjatyckiego kraju może to oznaczać większy wstrząs niż Lehman Brothers i Grecja razem wzięte.

Dodatni bilans

— Nieruchomościowa bańka stale wisi nad chińską gospodarką. Jej pęknięcie należy przyjmować jako jeden z możliwych scenariuszy. Jeśli tak się stanie, spowoduje to poważne problemy chińskiego sektora bankowego, a w konsekwencji znacząco obniży wzrost gospodarczy — mówi Rafał Antczak, wiceprezes Deloitte.

Firma doradcza wspólnie z bankiem DnB Nord postanowiły sprawdzić, co taki scenariusz oznaczałby dla Polski.

— Przyjęliśmy założenie, że wzrost gospodarczy Chin spowalnia do 5 proc. To jest możliwy scenariusz i jak na chińskie warunki byłby to prawdziwy kryzys — mówi Rafał Antczak. Autorzy badania przekonują, że te kłopoty chińskiej gospodarki ostatecznie byłyby dla Polski korzystne. Co prawda, część eksporterów — wysyłających produkty bezpośrednio do Chin, ale też do silnie z nimi powiązanych Niemiec — odnotowałaby spadek sprzedaży. Jednak słaba koniunktura w Chinach oznacza też tanie surowce. Polscy producenci i konsumenci doświadczyliby spadku kosztów produkcji i konsumpcji.

— Pewna grupa polskich przedsiębiorstw straciłaby na chińskim kryzysie. Jednak, z punktu widzenia konkurencyjności całej naszej gospodarki, korzyści byłyby wyższe niż koszty — przekonuje Artur Tomaszewski, prezes DnB Nord.

Smok bez apetytu

Ostatnie lata to okres silnego wzrostu cen surowców na świecie. Przez 10 lat ropa naftowa podrożała prawie trzykrotnie, miedź i cukier pięciokrotnie, a bawełna dwukrotnie. Jedną z głównych przyczyn tych skoków cen jest właśnie potężny popyt z Chin — drugiej co do wielkości gospodarki świata. Kiedy ten popyt znacząco się osłabi, ceny surowców mocno spadną. Deloitte i DnB Nord szacują, że spadek dynamiki PKB Chin o 1 pkt proc. przekłada się na spadek np. ceny uranu o 8 proc., węgla z Australii o 5,5 proc., kawy o 5,3 proc., a ropy naftowej o 4,5 proc. — Ten spadek cen dla polskiej gospodarki oznacza po prostu niższe koszty i wyższą wydajność. Szacujemy, że spowolnienie wzrostu gospodarczego w Chinach o 3 pkt proc. podniesie dynamikę PKB w Polsce o 0,48 pkt proc. Przez trzy lata zyskalibyśmy przyspieszenie wzrostu łącznie o 3,3 proc. — twierdzi Rafał Antczak.

Teza mówiąca o tym, że im gorzej w Chinach, tym lepiej w Polsce, wywołuje wśród analityków mieszane uczucia. Zgadza się z nią Piotr Bujak, główny ekonomista banku Nordea.

— Spowolnienie w Chinach może być szansą dla Polski. Po pierwsze, surowce będą tanieć, a my jesteśmy raczej ich importerem niż eksporterem. Po drugie, spowolnienie w Chinach to częściowo efekt zmiany struktury tej gospodarki. Rośnie w niej znaczenie konsumpcji, a więc eksport z Europy, w tym z Polski, może w najbliższych latach nawet przyspieszyć — mówi Piotr Bujak.

Aleksandra Świątkowska, ekonomistka BOŚ, zgadza się, że silne spowolnienie w Chinach wywołałoby tąpnięcie na rynkach surowcowych. Ma jednak wątpliwości, czy dla Polski byłby to na tyle silny impuls, by nasza gospodarka dzięki niemu przyspieszyła.

— Kryzys w Chinach spowodowałby prawdopodobnie osłabienie złotego, przez co spadek cen surowców wyrażonych w złotych byłby ograniczony. Doświadczenie pokazuje, że na polską gospodarkę zmiany cen surowców zwykle mają mniejszy wpływ niż zmiany koniunktury w Niemczech — mówi Aleksandra Świątkowska.

 

Otoczenie gospodarcze zaczyna nam sprzyjać. Niemiecka gospodarka właśnie odbija się od dna

Niezależnie od tego, jaki wpływ na polską gospodarkę mają Chiny i ceny surowców (patrz tekst obok), nie ulega wątpliwości, że ogromne znaczenie ma dla nas koniunktura w Niemczech (trafia tam jedna czwarta naszego eksportu). Na szczęście perspektywy dla niej ostatnio się poprawiają. Jak wynika ze styczniowej edycji badania prowadzonego przez instytut ZEW, analitycy (ekonomiści bankowi, zarządzający funduszami inwestycyjnymi, dilerzy walutowi itp.) znacząco podnoszą prognozy dla Niemiec. Wskaźnik zbiorczo obrazujący te oczekiwania wzrósł w styczniu z 6,9 do 31,5 pkt (czyli znacznie więcej ankietowanych oczekuje w najbliższych miesiącach poprawy koniunktury w Niemczech niż jej pogorszenia). To najlepszy wynik od 34 miesięcy.

— Przebadani eksperci rynkowi spodziewają się, że pozytywny sentyment panujący ostatnio na rynkach finansowych skłoni niemieckich przedsiębiorców do uruchamiania inwestycji, które dotychczas były odkładane — twierdzi Wolfgang Franz, szef instytutu ZEW.

Silny wzrost wskaźnika koniunktury to kolejny objaw optymizmu wokół niemieckiej gospodarki. Choć tamtejszy urząd statystyczny szacuje, że PKB kraju w czwartym kwartale spadł o 0,5 proc., wszystko wskazuje na to, że pierwszy kwartał przyniesie wreszcie poprawę koniunktury. „Stabilizacja na rynku pracy oraz dobre perspektywy dotyczące produkcji pozwalają sądzić, że rozpoczyna się właśnie okres ożywienia w niemieckiej gospodarce” — napisali analitycy Bundesbanku w raporcie opublikowanym w poniedziałek. Według mediany prognoz zebranych przez Bloomberga, w bieżącym kwartale PKB Niemiec wzrośnie o 0,3 proc., a do końca roku każdy kolejny kwartał będzie przynosił przyspieszenie dynamiki. W czwartym kwartale 2012 r. gospodarka naszych sąsiadów ma już rosnąć w tempie 1,7 proc. rocznie.

Ostatnio rozwijała się tak szybko w czwartym kwartale 2011 r. Bundesbank prognozuje, że w 2014 r. dynamika PKB jeszcze przyspieszy — w całym roku wyniesie 1,9 proc.

— Pojawiają się powody do optymizmu. W tym roku powinniśmy zobaczyć znaczącą poprawę warunków gospodarczych w Niemczech i przyspieszenie dynamiki rozwoju. Wygląda na to, że najgorsze w kryzysie mamy już za sobą — mówi Jens Kramer, ekonomista NordLB. Niestety, prognozy dla pozostałych głównych odbiorców polskiego eksportu wyglądają nieco mniej optymistycznie. Według ankiety Bloomberga, w 2013 r. Włochy pozostaną w recesji (dynamika PKB wyniesie -0,9 proc.), a Francja stanie w miejscu (0,0 proc.). Czechy i Wielka Brytania będą nadal rozwijać się w powolnym tempie (odpowiednio 0,7 i 1,1 proc.). Strefa euro jako całość (trafia tam połowa eksportu z Polski) zanotuje nieznaczny spadek PKB (o 0,1 proc.).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Chory smok może nas uzdrowić